Służmy Prawdzie!
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Dziękuję Panu Bogu za to, że mogę tutaj być z Wami. Dziś odprawiłem Mszę Świętą w intencji tego Kongresu, ażeby Wam Pan Bóg dał wiele łask, byście mogli dalej rozpowszechniać te sprawy fatimskie, o których 100 lat temu mówiła Matka Boża do prostych dzieci.    W 1996 roku wraz z biskupem Moskwy miałem okazję pielgrzymować do Fatimy. Odwiedziliśmy także Coimbrę, gdzie w tamtejszym klasztorze Karmelitanek Bosych mieszkała s. Łucja, wizjonerka z Fatimy. Była bardzo zadowolona, że mogła ujrzeć biskupów z państw byłego Związku Sowieckiego. Mieliśmy okazję zadać jej kilka pytań. Ja zadałem dwa. Pierwsze: czy nawrócenie, które ma dotknąć Rosję, odnosi się tylko do tego kraju, czy do wszystkich 15 państw, które składały się na ZSRS? Siostra Łucja stwierdziła, że ogólna nazwa „Rosja” dotyczy wszystkich tych państw. A moje drugie pytanie brzmiało: jakie będą symptomy nawrócenia Rosji? W odpowiedzi usłyszałem, że jednym z tych symptomów będzie fakt, iż z terytorium byłego ZSRS nie będzie więcej rozpowszechniana na świat bezbożna propaganda.   Choć wiemy, że do nawrócenia Rosji jeszcze droga daleka, to jednak dziś wydaje się, że ta bezbożna propaganda stamtąd już nie jest rozpowszechniana, a na pewno nie w takim stopniu, jak dawniej.   A jednak wiemy, że zło nadal istnieje. Dlaczego? Bo diabeł kusi każdego człowieka. Każdy z nas może zrobić miejsce dla Boga lub diabła. Boga – gdy oddajemy Mu cześć i służymy Mu według ducha Ewangelii, według ducha Chrystusa. Natomiast nasze odwrócenie się od Niego i bezbożny sposób życia to woda na młyn diabła.   Każdy może być tym, który niesie Orędzie Boże i musi to Orędzie nieść – z pokorą i w ciszy serca, tak jak Wy to robicie. Pan Bóg patrzy na to i może zmienić świat w jednej chwili. Diabeł został dawno pokonany. Nie ma żadnej perspektywy. Ci, którzy mu służą, już dawno przegrali.   Co możemy dla nich zrobić? Modlić się za nich, by zrozumieli swą klęskę. Musimy stanowczo i radykalnie odrzucić propozycję diabła, którą kiedyś skierował do Pana Jezusa, by oddać mu pokłon. Jeżeli – wzorem Zbawiciela – stanowczo odrzucamy propozycję diabła, to wtedy Bóg rządzi naszymi sercami i myślami. Nie trzeba być człowiekiem wykształconym, by to zrozumieć. Prawdę jest w stanie zrozumieć każdy.    Jednak przegrany diabeł robi wszystko, by nas kusić i wciągać w strefy swojego świata – w hedonizm, konsumpcjonizm, różnego rodzaju perwersje. Ci, którzy mu służą, mówią drwiąco – wy macie zasady, a my mamy pieniądze. Ale pieniądze przecież wcześniej czy później stracą na wartości, a zasady to fundament, który nigdy nie będzie zniszczony, bo na nich zbudowany jest gmach Boży.   Bracia i Siostry! Szukajmy w sobie Boga i Jego natchnień. Służmy Mu i trzymajmy się Jego, wtedy diabeł nam nie zagrozi. Jeżeli jednak będziemy rozwadniać katolicyzm, poniesiemy porażkę. Katolik musi bowiem odważnie dawać świadectwo swej wiary, a dziś niestety wśród wielu panuje strach, obejmuje on nawet niektórych pasterzy. Wielu katolików traci wiarę. Ale nie zrażajmy się! Chrystus poszedł na Krzyż, by nas zbawić i pokazać nam właściwą drogę. Fakt, wszystko to wiąże się z jakimś cierpieniem, ale jeżeli połączymy to cierpienie z cierpieniami Chrystusa, to będziemy mieć udział w Jego zbawczej misji.   Módlmy się za tych wszystkich, którzy stracili wiarę. Módlmy się za naszych prześladowców, bo oni też mają dusze nieśmiertelne i także za nich Chrystus oddał Swe życie. Módlmy się za tych, którzy poszli na układ z tym światem. Nie zazdrośćmy im, że używają tego świata tak, jakby Bóg nie istniał. Oni idą drogą zatracenia. Przyjdzie jednak czas, gdy Pan Jezus powróci i rozliczy nas wszystkich z miłości.    Służmy Prawdzie! Ona nie może być ukryta! Ewangelia musi być głoszona wszędzie i w każdym środowisku. Głośmy Prawdę, że nie da się Chrystusa przysposobić do zepsutego świata. Nie możemy iść na kompromisy i nie możemy rozwadniać Jego nauki. Temu światu trzeba głosić pełnię nauki Chrystusowej. Tylko wtedy świat zobaczy, gdzie jest Prawda.    My, chrześcijanie, nie musimy szukać popularności i poklasku. To nie jest ważne. Ważne jest, byśmy należeli – i to mocno – do Chrystusa. Tym się trzeba szczycić. Nie ulegajmy antychrześcijańskim ideologiom, takim jak np. gender. To wszystko ma w nas zabić wiarę. A jeśli my stracimy wiarę, to kto zmieni ten świat?  Bracia i Siostry! Bądźmy dumni z tego, że jesteśmy katolikami. Jesteśmy bowiem powołani do zmiany tego świata w duchu Chrystusa i Ewangelii. Róbmy to konsekwentnie. Wsłuchujmy się w wolę Bożą. Idźmy za Chrystusem, bo On zwyciężył świat. I daje zwycięstwo każdemu, kto za Nim idzie. Bóg patrzy na nasze czyny i zna ich wartość. Z Jego pomocą idźmy do przodu i zwyciężajmy. Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący Ojciec i Syn, i Duch Święty!  
 >
Wszystko dla Niepokalanej!
Za św. Maksymilianem Z bratem Maciejem Marią Sasko, członkiem zgromadzenia Franciszkanów Niepokalanej (FI), rozmawia Piotr Tadeusz Waszkiewicz. Czy mógłby Brat przedstawić pokrótce historię zgromadzenia Franciszkanów Niepokalanej? - Początki naszego zgromadzenia sięgają 2 sierpnia roku 1970, kiedy to dwaj ojcowie franciszkanie – Stefano Maria Manelli i Gabriel Maria Pellettieri, podjęli próbę odnowienia ducha św. Franciszka na sposób, jaki wskazał nam św. Maksymilian. Tak powstał klasztor Casa Mariana we Frigento. Z biegiem lat wspólnota rozwijała się – dzisiaj jest osobnym zgromadzeniem, zatwierdzonym przez bł. Jana Pawła II, i liczy sobie około 350 braci i 400 sióstr. Czym Franciszkanie Niepokalanej różnią się od innych duchowych synów św. Franciszka? - Cecha, która najbardziej odróżnia Franciszkanów Niepokalanej od innych gałęzi drzewa franciszkańskiego to Traccia Mariana di Vita Francescana, czyli „rys maryjny życia franciszkańskiego” – dokument zawierający idee i wskazówki o. Manellego, założyciela naszej wspólnoty. Traccia... prezentuje ducha św. Franciszka w świetle Niepokalanej – za przykładem św. Maksymiliana Marii Kolbego. Jest to w istocie odczytanie samej Reguły św. Franciszka; jej kontynuowanie z „maryjnego” punktu widzenia. Tak więc nasze zgromadzenie cechuje wspólnotowe życie modlitwy, ubóstwa, pokuty, w duchu całkowitego oddania się Niepokalanej, aby Ona przemieniła nas w Jezusa Ukrzyżowanego, na podobieństwo św. Franciszka, i uczyniła nas narzędziami w podboju wszystkich dusz dla Boga. Jest to zarazem pewna nowość i różnica – bowiem żadna odnowa zakonu św. Franciszka do tej pory nie zobowiązywała do tak radykalnego oddania się Matce Bożej, ale także kontynuacja, ponieważ Franciszkanie Niepokalanej rozwijają potencjał, którego przykład dał nam sam św. Franciszek i wszyscy jego duchowi synowie. Franciszkanie Niepokalanej w sposób szczególny odwołują się do osoby św. Maksymiliana. W jaki sposób polski franciszkanin zainspirował Wasze zgromadzenie? - Można powiedzieć, że św. Maksymilian, franciszkanin, rycerz Maryi, oddany Jej na własność i przemieniony przez Niepokalaną na wzór Chrystusa Ukrzyżowanego (wystarczy pomyśleć o jego śmierci, która uratowała życie drugiego człowieka) jest wcieleniem charyzmatu naszego zgromadzenia. Ojciec Kolbe słusznie widział w Niepokalanej „złotą nić”, która przebiegała przez całą historię zakonu św. Franciszka, co szczególnie widać w walce, jaką franciszkanie stoczyli o ogłoszenie dogmatu Niepokalanego Poczęcia. Założyciel Niepokalanowa podkreślał, że ogłoszenie tego dogmatu powinno stanowić dopiero początek prawdziwej walki o podbój całego świata dla Chrystusa przez Niepokalaną; on sam i jego współbracia podjęli się tej służby dla Maryi w XX wieku. Dzieło św. Maksymiliana, niespodziewanie zahamowane przez drugą wojnę światową, stanowiło inspirację dla o. Stefano M. Manellego, który, idąc za wezwaniem II Soboru Watykańskiego*, pragnął powrócić do źródeł życia franciszkańskiego – ubogiego, maryjnego i naśladującego Chrystusa. Do podjęcia tego dzieła pobudziło naszego założyciela także ogólne oddalenie się od autentycznego przykładu św. Franciszka, które nastąpiło po Soborze. Jakie elementy duchowości św. Maksymiliana obecne są u Franciszkanów Niepokalanej? - Aby móc odkryć elementy duchowości św. Maksymiliana Marii Kolbego w naszym zgromadzeniu, trzeba najpierw zobaczyć, czym charakteryzuje się duchowość tego Świętego. W jednym zdaniu można powiedzieć, że nie zmierzała ona do niczego innego, jak tylko do „zmarianizowania” całego świata – poczynając od własnej osoby – tak, żeby to Niepokalana pociągnęła świat i poprowadziła do Najświętszego Serca Jezusowego. Dlatego Franciszkanie Niepokalanej starają się, za przykładem św. Maksymiliana wieść życie franciszkańskie w świetle Niepokalanej i dla Niepokalanej. Wyrazem tego oddania się Najświętszej Maryi Pannie jest ślub maryjny, który czyni członków naszej wspólnoty „własnością Niepokalanej” – w ten sposób pragniemy przyspieszyć przyjście Królestwa Chrystusowego na świecie. Podobnie jak św. Maksymilian, dążymy do jak największej chwały Bożej, uświęcając najpierw siebie (przez modlitwę, pokutę, posłuszeństwo) – a następnie cały świat; wszystkie dusze, które istnieją i będą istnieć; wszystkimi godziwymi środkami. W sposób szczególny – tak jak to czynił św. Maksymilian – wykorzystujemy do tego celu środki masowego przekazu. A wszystko to dla Niepokalanej i przez Niepokalaną. * Dekret Perfectae Caritatis wzywał do odnowienia życia zakonnego przez powrót do pierwotnego ducha ożywiającego instytuty; wskazywał również, że nadzieję odnowy należy budować na gorliwszym zachowywaniu reguły i konstytucji – przyp. PTW.  
 >
Cud nawrócenia
On jest nieprawdopodobnie cierpliwy, będzie czekał, aby Swoje Miłosierdzie wylać na nas. Ale potrzebne jest nasze otwarcie na Jego wolę. On czeka na nawet najmniejszy kontakt, sygnał z naszej strony – wyznaje Radosław Pazura, aktor. Wie, co mówi, bo jego nawrócenie zostało okupione tragicznym wypadkiem samochodowym i cierpieniem. Na miejscu zginął kierowca… To trudne doświadczenie zaowocowało diametralną zmianą myślenia i życia: zaczął się modlić, wrócił do sakramentów świętych, ożenił się z Dorotą Chotecką (po kilkunastu latach życia w konkubinacie). – Jeśli zaufamy Jezusowi, otworzymy się na Niego, będziemy się nawracali, będziemy szukać punktów zaczepienia, wskazówek w Ewangelii – one podpowiedzą nam, jak żyć. My, chrześcijanie, katolicy, wiemy, że jeżeli żyjemy w Kościele i staramy się zgłębiać wiarę, to staramy się dostrzec te podpowiedzi, to Jego wspaniałe działanie na każdym kroku. I nasze serce zaczyna wtedy szybciej bić, podobnie jak uczniom zdążającym do Emaus – mówi Radosław Pazura. PRZEŻYŁEM WŁASNĄ ŚMIERĆ Ale bywają i „cięższe” przypadki. Jan Ben Radecki oddalił się od Boga. Był wziętym malarzem. Pociągał go świat, bogactwo i pieniądze. Pewnego razu otrzymał propozycję namalowania dużego obrazu przedstawiającego diabła, który miał być zawieszony przy wejściu do kawiarni „Mefisto” na Rynku we Wrocławiu. - Po wykonaniu „dzieła” właściciel „Mefista” zaprosił mnie na symboliczny koniaczek – wyznał w jednym z numerów czasopisma „Różaniec”. – Zostałem napadnięty i dotkliwie pobity przez kilku młodych opryszków. Straciłem przytomność. W szpitalu po przeprowadzeniu badań stwierdzono złamanie szczęki, skruszenie kości oczodołu prawego oka, złamanie nosa, wybicie kilku zębów, wstrząs mózgu, pęknięcie czaszki i wylew krwi do mózgu. Nie dawałem żadnych znaków życia, stwierdzono, że nie można już mnie uratować. Tylko jeden z lekarzy wypowiedział prorocze słowa: „Chyba, że stanie się cud”... Pamiętał jednak, że miał szybko wrócić do domu, więc „wyszedł” ze szpitala. Nie zdawał sobie sprawy, że jest już godzina druga w nocy i że ciało jego zostało w szpitalu. „Biegł” ulicami Wrocławia, jakby unosząc się, płynąc, ponieważ nie czuł styczności z ziemią. - Do mieszkania „wszedłem” normalnie, jak zwykle otwierając drzwi za klamkę, a ponieważ było ciemno, zapaliłem w przedpokoju światło. I nagle, w jednej chwili, jakby wciągnięty wirem o niezwykłej sile, raptownie zostałem porwany w górę. Nic nie czułem i nic nie widziałem, wszędzie było ciemno… Kiedy się odwróciłem, zobaczyłem niewypowiedziany ogrom potężnego i nieogarnionego światła. Jego silny i intensywny blask przenikał wszystko. Ta cudowna i niepojęta światłość patrzyła na mnie z taką dobrocią i miłością, że dusza moja rozpływała się ze szczęścia. Cała potęga tego światła była jakby jednym wzrokiem, który wszystko widzi i wszystko przenika. Niezwykły był też fakt, iż od razu wiedziałem, że stoję przed obliczem samego Boga. Boga o niewyobrażalnej Miłości i niezgłębionym Miłosierdziu. I w tej właśnie chwili ujrzałem całe swoje dotychczasowe życie. Oglądałem – jakby na filmie – wszystkie sceny z mojego życia. Nie spodziewałem się, że wszystko będzie aż tak odkryte i obnażone. Jednocześnie czułem, że ktoś za mną stoi… Nie widziałem go, ale czułem, że jest to szatan, który nieustannie oskarża mnie przed Bogiem. A kiedy już zaczęły ukazywać się moje grzechy, dusza moja ze wstydu zaczęła palić się żywym ogniem, bolesnym i palącym, po prostu nie do wytrzymania. I za każdym razem, gdy ukazywały się moje grzechy, w tej samej chwili odczuwałem miłosne tchnienie, które jak niewidzialne fale przenikały moją duszę i całe to ogniste palenie natychmiast znikało, ustępowało i łagodziło oglądanie moich grzechów. Odczułem też, że szatan, mimo konkretnych oskarżeń duszy, nie ma żadnego wpływu na decyzje Boga. Sam Bóg tak osłania duszę, jakby była Jego jedyną i tylko Jego własnością. To uczucie jest tak cudowne, że dusza nie obawia się już niczego, bo wie, że jest w ramionach najczulszego i wszechmocnego Ojca. Nagle jednak wszystko się zatrzymało, otworzył oczy, leżał na łóżku w szpitalu… Czy zmienił swe życie? Dziś jest kustoszem kaplicy Miłosierdzia Bożego pod wezwaniem św. Faustyny, którą sam wybudował jako wotum wdzięczności, oraz animatorem grupy modlitewnej Miłosierdzia Bożego w Tarcach Osiedlu koło Jarocina. I CUDA SIĘ ZDARZAJĄ Radosław Sawczyński pojechał w 2007 roku z pielgrzymką do Częstochowy i powiedział wprost Matce Bożej: – Wiem, że dzieją się tu cuda. Jak się jakiś stanie, to uwierzę. Może trochę to zuchwałe, ale postawił wszystko na jedną kartę i odbył spowiedź z całego życia w Wieczerniku. – Pani Jasnogórska wysłuchała mojego wołania. Jako pokutę zadano mi pójść do Kaplicy Wieczystej Adoracji na Jasnej Górze. Wystawiony był Najświętszy Sakrament. Uklęknąłem przed obrazem Jezusa Miłosiernego. Patrząc na obraz z napisem „Jezu ufam Tobie!”, zauważyłem, jak na czole i dłoniach pojawia się Krew. Spływała z obrazu. Klęczałem jak nieruchomy i straciłem kontakt ze światem. Tak zaczął się mój powrót z mroku ciemności do Światła Prawdy. CIERPLIWOŚCI! BÓG WYNAGRODZI Nic nie dzieje się przypadkiem. Wprawdzie nigdy nie będziemy na tyle godni, by sami z siebie zasłużyć na zbawienie i możemy polegać tylko na Bożej Łasce, ale gorliwa wytrwała modlitwa może zdziałać cuda. Święta Monika prawie 20 lat modliła się o nawrócenie syna. Dlaczego aż tak długo?! – spytamy. Odpowiedź jest w ogromie Łaski, którą dał jej Pan Bóg: jej syn został wielkim świętym, Doktorem Kościoła… Dziś już się to nie zdarza? - Moja mama całe życie modliła się o to, aby przekonać ojca do ślubu kościelnego. Mijało 40 lat od momentu zawarcia związku, a wszelkie próby przekonania mojego ojca do zawarcia sakramentu małżeństwa zdawały się bezsensowne – wspomina Krzysztof, nasz Czytelnik. – Trafiłem w internecie na stronę Sióstr Bożego Miłosierdzia w momencie, kiedy sam doświadczyłem łask od Jezusa Miłosiernego. Modliłem się bardzo dużo, polecając Bożemu Miłosierdziu sprawę ślubu rodziców. W końcu napisałem do sióstr, prosząc o modlitwy w tej intencji. Równe 9 miesięcy trwały modlitwy sióstr i nasze. Nie wiem, jak to się stało, ale po krótkiej rozmowie mojej mamy z tatą, nie wiadomo z jakich powodów (w ludzkim rozumieniu oczywiście) ojciec zgodził sie na zawarcie małżeństwa w kościele. Podczas ceremonii, kiedy kapłan wypowiadał słowa, że związek został zawarty, ojciec rozpłakał się jak dziecko. OD KPINY DO UWIELBIENIA - Ładnych parę lat temu, kiedy studiowałem, zupełnie odpadłem od Kościoła. Eucharystia, sakramenty, modlitwa, Pismo Święte – wszystko to poszło w kąt. Znalazłem sobie bardziej zajmujące rzeczy – wspomina Adam Szewczyk, zawodowy muzyk, wykładowca na Wydziale Jazzu i Muzyki Rozrywkowej Akademii Muzycznej w Katowicach, związany dzisiaj z chrześcijańską sceną muzyczną, publikujący felietony w „Gościu Niedzielnym”. – Jakiś czas to działało. Jak u syna marnotrawnego. Po kilku latach głód społeczności z Bogiem i Kościołem był nie do zignorowania. Gdzieś tam słyszałem, jak babcie w kościele modliły się jakąś „koronką”. Co za pasmanteryjna nazwa – drwiłem w duchu. Nie przypuszczałem, że kiedyś Koronka do Bożego Miłosierdzia będzie początkiem mojego powrotu. Po nawróceniu napisał kilka piosenek i wydał swój pierwszy autorski materiał pod tytułem Ufam Tobie, by zbliżyć do Boga… swoją przyszłą żonę Magdę Anioł. – Owoce są konkretne: spowiedź życia i powrót – po kilkunastu latach – do Kościoła. I pewnie to nie jedyna nawrócona… Podobnie rzecz się miała z innym artystą, Michałem Lorencem. Ten światowej sławy muzyk i kompozytor początkowo naśmiewał się z zapisków św. Faustyny: - Przesłanie „Dzienniczka” nie od razu było dla mnie czytelne. Otóż język „Dzienniczka” odczytywałem jako język przedwojennej biuralistyki: „sekretarka miłosierdzia”, „kierownik duchowy” etc… To są pojęcia zaczerpnięte z „wielkiego świata BIURA”, które dla licznych stanowiło i do dziś zresztą stanowi szczyt marzeń o życiowej karierze. I nic w tym złego. Wtedy, 15-20 lat temu, warstwa językowa „Dzienniczka” śmieszyła mnie, a w sensie znaczeniowym daleko wykraczała poza moją zdolność pojmowania rzeczywistości. Podchodziłem do tego dzieła tak, jak do całej rzeczywistości – szyderczo, z ironią, bez zrozumienia, byłem absolutnie z „tego świata”… Szyderstwo było moją podstawową duchową formacją. Ale to spojrzenie odwróciło się o 180 stopni, mogę to nazwać „gwałtowną zmianą grawitacji”. Dziś dziękuje Bogu za łaskę wiary i odważnie staje po stronie Kościoła. Michał Wikieł
 >
 >
 >
numer 95 lipiec-sierpień
Kongres Apostołów Fatimy
Przymierze z Maryja okladka numeru Nadchodzi czas sierpniowych pielgrzymek do sanktuariów maryjnych. To doskonała okazja, by przekonać się o prawdziwości słów kardynała Stefana Wyszyńskiego: Polacy są narodem pielgrzymów, który można poznać wtedy, gdy zobaczymy, jak się modli przed swoją Królową – Maryją. Rozmodlone tłumy wiernych na Jasnej Górze, w Licheniu, Kalwarii Zebrzydowskiej, Kodniu i w wielu innych sanktuariach, potwierdzają słowa Prymasa Tysiąclecia. W tych świętych miejscach vije serce katolickiej Polski!

 >
 
Maryja listy od przyjaciol  Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Serdecznie dziękuję za pamięć i wszystkie przesyłki. Pragnę podzielić się z czytelnikami „Przymierza z Maryją” świadectwem. Mam 68 lat. Jestem alkoholikiem, ale od 20 lat niepijącym. I za to dziękuję Bogu i Matce Bożej. Z wdzięczności co roku jestem na Jasnej Górze i w Licheniu na spotkaniach trzeźwościowych. Dzięki temu, że odrzuciłem alkohol, mam wspaniałą rodzinę, dwoje dzieci, czworo wnucząt i prawnuczkę. Działam w ruchu AA, organizuję rekolekcje dla osób uzależnionych i ich rodzin. Sam też jeżdżę na takie spotkania do Krzeszowic i Czernej. Od kiedy zacząłem trzeźwieć, nie opuszczam niedzielnej Mszy Świętej i staram się jak najczęściej przyjmować Komunię Świętą. To jest mój „lek” na lepsze życie. Co roku w maju jestem w Krakowie na Mszy św. we wspomnienie św. Rity, z którą związała mnie pewna historia. Otóż, od lat miesiące wakacyjne spędzam w Ustroniu u zaprzyjaźnionego gospodarza. Mamy tam konie, którymi się opiekuję. Siedem lat temu byłem świadkiem groźnego wypadku. Chłopiec z Czech niefortunnie spadł z konia. Przyjechało pogotowie i lekarz stwierdził, że są niewielkie szanse na to, by chłopak przeżył – miał rozległy krwotok, którego nie dało się zatamować. Wówczas mój gospodarz, człowiek bardzo religijny, zaczął się modlić do św. Rity. Chłopiec ocalał. Od tej pory mamy małą kapliczkę na placu w Ustroniu, i chcemy postawić niewielką grotę z figurką św. Rity. Marzę też o tym, by pojechać na jej grób do Włoch, i do Matki Bożej Fatimskiej. Myślę, że gdy wytrwam w trzeźwości, to te marzenia się spełnią. Pozdrawiam Was serdecznie. Henryk     Szczęść Boże! Zwracam się do Redakcji w imieniu mojej babci Leokadii, która pragnie podzielić się z Wami swoimi przeżyciami. Urodziła się w roku 1931, w ubogiej rodzinie. W wieku 8 lat trafiła do obozu koncentracyjnego w Majdanku wraz ze swoją mamą i dziewięciomiesięcznym braciszkiem, który zmarł w niewoli. Dzięki opiece Matki Bożej wraz z mamą zostały uwolnione i wróciły do domu. Życie mojej babci pełne było cierpienia oraz ciężkiej pracy. Dochowała się trójki dzieci. Jej mąż, a mój dziadzio, chorował. Przez ostatni rok życia leżał obłożnie chory. Opiekę nad nim sprawowała babcia, która mimo trudności zachowała pogodę ducha. Doczekała się 15 wnuków oraz 24 prawnucząt. Od wielu lat jest czytelniczką Waszego pisma, przez co i mnie też zainteresowały jego treści. Przesyłamy Wam serdeczne pozdrowienia i podziękowania za wspaniałe artykuły. Z wyrazami szacunku Zofia Marzec     Szczęść Boże! Pragnę serdecznie podziękować za ofiarną działalność Instytutu Ks. Piotra Skargi. Nie tak dawno otrzymałem od Was książeczkę i film dokumentalny o św. Ricie z Cascii, patronce w sprawach trudnych i beznadziejnych. Odczułem to jako znak Bożej Opatrzności. Zbliżał się bowiem termin mojej operacji zwyrodniałych stawów kolanowych. Powierzyłem się więc wstawiennictwu św. Rity. Codziennie gorąco modliłem się do Niej, a na dołączonej kartce wypisałem trudne sprawy, z prośbą o jej wstawiennictwo. Kartka ta została złożona w bazylice św. Rity w Cascii, została tam także odprawiona Msza Święta. Wspólnie z moją żoną codziennie odmawialiśmy dziesiątek Różańca, z prośbą o opiekę Fatimskiej Pani. Cieszyłem się jak dziecko, gdy po operacji kolana stanąłem na operowanej nodze i nie odczułem bólu. Za parę miesięcy wykonano zabieg na drugim kolanie, który także zakończył się pomyślnie. Jednak niedługo potem stało się coś zaskakującego. Podczas śniadania z moich ust buchnęła czarna ciecz. Od razu zostałem przewieziony na salę operacyjną. Okazało się, że pękł wrzód na dwunastnicy. Nastąpiło zapalenie otrzewnej, migotanie przedsionków oraz przewlekła choroba płuc. W zasadzie lekarze nie dawali szans na pomyślne zakończenie operacji. A jednak przeżyłem! Leżałem przez wiele dni pod kroplówką. Żona odmawiała przy mnie Różaniec. Ja czyniłem to tylko w myślach. Kiedy wydawało się, że największe niebezpieczeństwo zostało zażegnane, puściły szwy na brzuchu. Musiał nastąpić kolejny zabieg. Wyspowiadałem się, przyjąłem Komunię Świętą oraz Namaszczenie Chorych. Byłem w stanie agonalnym. Szczególnie straszne były noce – pełne boleści i koszmarów. Pewnej nocy, kiedy wydawało się, że tej męki już nie wytrzymam, nagle znalazłem się na jasnej ścieżce. Nic mnie nie bolało. Odczułem spokój i szczęście. Przesuwałem się po tej ścieżce jakby wzwyż. Wtedy usłyszałem w sobie głos, że mam jeszcze wrócić. Odtąd powoli poprawiał się stan mojego zdrowia. Kiedy opuszczałem szpital, ordynator powiedział do mojej żony, że powinna pojechać do Częstochowy i podziękować Jasnogórskiej Pani za uratowanie mego życia. Ja wiem, że uratowało mnie wstawiennictwo św. Rity i Królowej Wszystkich Świętych. Marzę, by kiedyś w Fatimie podziękować Bożej Opatrzności i Maryi za łaskę uzdrowienia. Dziękuję też Waszemu Instytutowi za wszystkie akcje i za modlitwę. Prowadzicie działalność, która jest mi szczególnie bliska i droga. Z pasją podejmujecie liczne akcje, których celem jest obrona narodu polskiego przed złem i zagrożeniami płynącymi z niektórych krajów, odcinających się od korzeni chrześcijańskich i promujących relatywizm moralny. Generuje to wszelkiego rodzaju patologie, docierające także do Polski. Ogromne podziękowania dla Was za walkę w obronie wartości, którymi żyje nasz Naród od 1050 lat. Jestem zaszczycony, że mogę uczestniczyć w tym wielkim dziele. Henryk z Piotrkowa Trybunalskiego  
 >
 Rosyjski malarz Iwan Ajwazowski zostawił potomnym wiele obrazów o tematyce morskiej. Jednym z nich jest ten, który widzimy poniżej, zatytułowany Zatoka Neapolitańska. Trudno pozostać obojętnym na piękno i symbolikę, które są zawarte w tym dziele. Blask wschodzącego słońca, oświetlający swą złotą poświatą całą zatokę; rybacy w łódce, którzy wczesnym rankiem kierują się w stronę rybackiego kutra, prowadzącego ich na otwarte morze… Z serc i ust rybaków wypływa modlitwa, w której proszą Boga o opiekę w tym dniu ciężkiej pracy, który właśnie się zaczyna. Morze jest bardzo spokojne, ale oni mają świadomość, że w każdej chwili to się może zmienić – żywioł morski, skory do sprawiania przykrych niespodzianek, może się odezwać. Tak też jest w życiu każdego z nas. W okresie dzieciństwa i młodości wszystko wydaje się piękne i w związku z tym, przepełnieni optymizmem, mamy wielkie i piękne plany. Jednak z upływem czasu podczas naszego ziemskiego „żeglowania” na morzu życia, nieraz spotka nas groźny sztorm. Wtedy zastanawiamy się, czy mamy wystarczająco dużo siły, by poradzić sobie z coraz większymi „falami”? Czy zdołamy uchronić się przed „utonięciem”? Wszystko w stworzeniu nasycone jest symboliką. Patrzmy na zdjęcia przedstawiające te dwa rodzaje kwiatów. Wydaje się, że one się do nas uśmiechają. Stokrotka i fiołek – piękne, a zarazem zwykłe i pospolite. Wszędzie możemy je spotkać… Jeśli jednak zatrzymamy się na ich urodzie, a nie zrozumiemy symboliki z nimi związanej, to znaczy, że nie zrozumieliśmy, po co Bóg je stworzył. Oto dlaczego św. Teresa od Dzieciątka Jezus mówi: Jeśli nie widzę Boga, wspaniałość przyrody jest dla mnie niczym, jest wielkim cmentarzyskiem. I ta sama wielka Święta nam tłumaczy: Spodobało się Jezusowi stworzyć wielkich świętych, których można porównywać do lilii i róż, lecz stworzył także tych mniejszych, którzy winni się zadowolić, że są stokrotkami i fiołkami, przeznaczonymi tak, by radować oczy Pana Boga, gdy je skieruje na ziemię. Ile piękna i poezji jest w tych słowach Świętej, która słynęła z tego, że miała dar podziwiania wszystkiego. Ona chciała być najmniejszym z kwiatów w ogrodzie Pana Boga i dlatego Stwórca ją wynagrodził – zapach tego pięknego „kwiatu”, jakim była św. Tereska, rozprzestrzenił się na cały świat, począwszy od francuskiego klasztoru w Lisieux, gdzie żyła i zmarła w wieku 24 lat. Święta Teresko, wspaniały kwiecie duchowy, naucz nas podziwiać piękne rzeczy w tym świecie, który niestety stopniowo traci poczucie piękna…   Leonard Przybysz  
 

PISMO POŚWIĘCONE FATIMSKIEJ PANI

Przymierze z Maryja - pismo poświęcone Fatimskiej PaniZ każdym kolejnym numerem "Przymierza z Maryją" bogatsi jesteśmy w doświadczenia i wiemy, że nasze pismo służy pomocą tysiącom rodzin, dla których Maryja jest przewodniczką i opiekunką. Trud włożony w tworzenie dwumiesięcznika daje efekty w postaci poszerzenia świadomości moralnej i religijnej naszego narodu.


Najważniejsze tematy, które poruszamy na łamach "Przymierza z Maryją" to:

- kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej
- śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie
- objawienia w Fatimie i w Lourdes, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa
- objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia
- szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo
- żywoty i historie świętych
... i wiele innych, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych

MARYJA I "PRZYMIERZE"

Maryja i Przymierze, czyli od niewielkiego biuletynu do kolorowego, popularnego dwumiesięcznikaCZYLI OD NIEWIELKIEGO BIULETYNU DO KOLOROWE-
GO, POPULARNEGO DWU-
MIESIĘCZNIKA...


Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów co do naszej misji było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – 280 000 rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

Nasze pismo przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do kolorowego pisma, z którego opinią liczą się katolicy – duchowni i świeccy. Wiele się zmieniło, z wyjątkiem jednego – od początku stronę tytułową „Przymierza z Maryją” zdobi wizerunek Matki Bożej Fatimskiej. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

prezent
 
Copyright © by STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ IM. KS. PIOTRA SKARGI
 
...