...
 
 
 
 
 
Aborcja jest zbrodnią!
Naród, który zabija własne dzieci, jest narodem bez przyszłości… św. Jan Paweł II O aborcji nie sposób rozmawiać ze spokojem. Budzi ona ogromne emocje wszystkich: zarówno obrońców życia, jak i zwolenników swobodnego zabijania nienarodzonych, a także tych matek oraz ojców, którzy zdecydowali się na aborcję. Nic dziwnego – jest ona bowiem wymierzona w Boży plan stworzenia. Jest zbrodnią. Dlatego jakikolwiek „kompromis aborcyjny” nigdy tak naprawdę nie będzie możliwy, bo oznaczałby on nasze milczenie w obliczu zabijania niewinnych istot. A na to chrześcijanin nigdy zgodzić się nie może. Trudno zaiste powstrzymać emocje, gdy słyszy się opinie, iż dzieciobójstwo ma być nie tylko „prawem” ale i „dobrodziejstwem” kobiet. Jakże to? Zabijanie niewinnego życia w łonie matki ma być dobrodziejstwem? Uczynienie z kobiety „trumny” czy „celi śmierci” ma być prawem, które uwolni ją od ewentualnych problemów związanych z późniejszym wychowywaniem potomka? Toż to największy fałsz i kłamstwo, jakim karmione są współczesne społeczeństwa Zachodu! Poczniesz i porodzisz Syna Kościół święty uczy, że aborcja jest zbrodnią. Od chwili poczęcia dziecko ma naturę ludzką, choć z oczywistych względów nie może ono w pełni korzystać z praw obywatelskich. Poczęte dziecko nie jest jakąś „zwykłą” częścią organizmu matki, którą mogłaby ona do woli dysponować. Jest osobnym organizmem, co dziś – dzięki rozwojowi techniki – możemy obserwować choćby na zdjęciach USG – które udowadaniają niedowiarkom, iż istota, którą nosi w swym łonie matka, jest człowiekiem. Tego dylematu oczywiście nie powinni mieć wyznawcy Jezusa Chrystusa, bowiem ostatecznie tę sprawę rozstrzyga Pismo Święte. Św. Łukasz Ewangelista opisuje moment Zwiastowania, gdy Archanioł Gabriel – ogłaszając Maryi wielką nowinę, iż zostanie Matką Zbawiciela – mówi: Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus (Łk 1,31). Poczniesz Syna… Nie „płód”, nie „zarodek”, nie „zygotę”, jak z jakąś diabelską wręcz pogardą mówią o poczętym dziecku feministki. Nie! Wysłannik Boży mówi wyraźnie: Poczniesz i porodzisz Syna. Koniec, kropka. Dlatego względy społeczne czy medyczne nie mogą być uzasadnieniem dla bezkarnego zabijania tego rozwijającego się w łonie matki człowieka. Umyślne zabicie niewinnej i bezbronnej istoty ludzkiej jest grzechem wołającym o pomstę do Nieba. Ten straszny czyn pozbawia dziecko łaski Chrztu Świętego, a z drugiej strony podważa sens małżeństwa i rodzicielstwa, może prowadzić do rozbicia rodziny oraz do nieopanowanego życia seksualnego, pozbawionego naturalnego celu, jakim jest zrodzenie i wychowanie potomstwa. Złe prawo kształtuje złe postawy Możemy niekiedy usłyszeć takie opinie: jeśli katolicy nie chcą aborcji, to niech jej nie przeprowadzają. Niech tym samym dają przykład, ale niech nie narzucają tego zakazu innym. Oczywiście, dawanie świadectwa to nasz chrześcijański obowiązek, z którego nikt nas nie zwolni. Ale ważne jest też to, jakie prawo panuje w danym państwie. Dopuszczając pewne zachowania, a karząc inne, prawo pełni funkcje wychowawcze. Zatem przyzwolenie na zbrodnię nie może być normą prawną, bo złe prawo kształtuje postawy moralnie złe. Zezwalając na aborcję, godzimy się ponadto na dramatyczne skutki, jakie ma ona dla zdrowia i życia matek, by wspomnieć choćby nasilenie chorób kobiecych, zwiększone ryzyko zachorowania na nowotwory układu rozrodczego, a niejednokrotnie także bezpłodność. Do tego dochodzą ogromne problemy na gruncie duchowym i psychicznym (tzw. syndrom postaborcyjny): depresja; długotrwałe, wyniszczające wyrzuty sumienia, widmo wiecznej kary, świadomość potępienia za naruszenie przykazania „Nie zabijaj”, brak harmonii i wewnętrznego spokoju, lęk przed Bogiem, przeradzający się w wielu przypadkach w nienawiść do Stwórcy, Kościoła i wszystkiego, co związane jest z chrześcijańską wiarą i moralnością. Bardzo groźnym skutkiem aborcji jest też zamknięcie się na działanie łaski Bożej i Bożego Miłosierdzia, co w wyniku ogromnej wewnętrznej pustki nierzadko kończy się samobójstwem matki lub ojca zabitego dziecka. Tak oto szatan dokonuje dzieła zniszczenia… Jedynym wyjściem i ochroną przed jego zgubnymi podszeptami jest skierowanie się ku Bogu i jasne opowiedzenie się za życiem na gruncie prawnym, także uznając groźbę kary za złamanie zakazu zabijania. Ma to ogromne znaczenie dla odbudowy porządku opartego na prawie naturalnym i Bożych przykazaniach. Lenin, Hitler, Stalin… O diabelskiej inspiracji związanej z legalizacją aborcji niech świadczą również poniższe fakty. Otóż pierwszym krajem na świecie, który zalegalizował zbrodnię zabijania nienarodzonych był w roku 1920 Związek Sowiecki pod przywództwem komunistycznego zbrodniarza, Włodzimierza Lenina. 13 lat później jego śladem poszedł inny ludobójca, Adolf Hitler, który dążąc do utworzenia „rasy panów”, doprowadził do legalizacji zabijania nienarodzonych Niemców, którzy posiadali lub mogli posiadać wady wrodzone. Ponadto jednym ze sposobów wyniszczania podbitych przez III Rzeszę narodów było zalegalizowanie na ich terenach aborcji. Okupowanej Polsce Niemcy narzucili ten proceder w 1943 roku. Po raz drugi zalegalizowano w naszym kraju aborcję w roku 1956. W tym przypadku przyczynili się do tego ludzie wprowadzeni do Sejmu (w 1952 roku) przez Stalina. Już przytoczenie tych faktów powinno nas skłonić do całkowitego wyrzeczenia się jakiejkolwiek zgody na „kompromis aborcyjny”. Wolę was ocalić… Wiem, że głosząc prawdę o zabijaniu nienarodzonych i wzywając do pełnej ochrony życia pod groźbą kary za złamanie zakazu aborcji, ściągniemy na siebie krytyczne głosy z różnych stron sceny polityczno‑społeczno‑religijnej, które zarzucą nam np. „brak miłosierdzia”. Do tego chóru chętnie przystąpią zapewne też ci, którzy żadnym miłosierdziem względem nienarodzonych dzieci nie mieli chęci się wykazać – matki decydujące się z pełną świadomością na ten proceder, ojcowie pchający swe żony czy „partnerki” na krzesło „zabiegowe”, lekarze uśmiercający dzieci w łonach matek… Cóż możemy wtedy odpowiedzieć? Otóż drodzy adwersarze – nie możemy inaczej! Aborcja jest zbrodnią i bardzo ciężkim grzechem, co przypomniała Matka Boża podczas uznanych niedawno przez Kościół objawień w brazylijskiej Itapirandze. Mógłbym powtórzyć za słynnym greckim mówcą i politykiem, Demostenesem: Chciałbym wam się podobać, o Ateńczykowie, ale wolę was ocalić. Pamiętając o przestrodze św. Jana Pawła II, która jest mottem tego tekstu, nie możemy milczeć, gdy na naszych oczach giną niewinne dzieci, a ich matki, ojcowie i inne osoby, które uczestniczą w zabijaniu nienarodzonych, ryzykują swym wiecznym zbawieniem. Nie chcemy być narodem bez przyszłości. Żal za grzechy, pokuta i oddanie się w pełni Bożemu Miłosierdziu – to są lekarstwa na zranienia związane z dzieciobójstwem. Nade wszystko jednak nie dopuśćmy, żeby aborcja w ogóle miała w naszym katolickim kraju rację bytu! Bogusław Bajor Ten tekst pochodzi z najnowszego numeru "Przymierza z Maryją". Jeżeli chcesz otrzymywać pismo drogą pocztową przejdz na tę stronę.  
 >
Piękno w różnorodności
Autentyczny bożonarodzeniowy nastrój nie jest możliwy bez kilku nieodzownych czynników. Ich brak sprawia, że Boże Narodzenie przypomina zwykły festyn, czasami nawet nieco absurdalny. Najbardziej oczywisty i bezsporny jest czynnik religijny. Jeśli nasze świętowanie nie wypływa z radości przyjścia na ten świat Zbawiciela, Boże Narodzenie niczym nie będzie się różnić od zabawy karnawałowej, dnia niepodległości czy urodzin monarchy, celebrowanych w niektórych krajach. Ten właśnie aspekt odróżnia święta Bożego Narodzenia od innych świąt, także religijnych. Kiedy obchodzimy Wielki Tydzień, oczekujemy, że ludzie będą bardziej refleksyjni wobec dramatu, jaki dokonał się na krzyżu, bardziej skłonni zastanowić się nad grzechem, zbawieniem naszych dusz i wartością, jaką miały one dla Stwórcy w chwili, w której prosił On swego Jednorodzonego Syna o tak wielkie poświęcenie. Fakty te skłaniają człowieka do powagi, nastrojów budowanych raczej w ciemnych kolorach, do klasycznej muzyki, skromnego ubioru i rozmów prowadzonych prawie półgłosem. Niebo otwiera swe podwoje Boże Narodzenie, czyli dokładniej mówiąc narodziny dziecka, które jest Bogiem, przynosi myśli zgoła odmienne. Każde narodziny są powodem do radości i rodzinnego świętowania. Pojawia się przecież nowe życie, nowe ogniwo między rodzicami, a także między nimi i pozostałymi członkami rodziny, odradza się w nas potrzeba obrony słabszego. Potomek to także obietnica ciągłości. Z Dzieciątkiem Jezus jest tak samo. Niebo, które zatrzasnęło się dla nas przez grzech pierworodny, teraz otwiera swoje podwoje. Na świat przychodzi najdoskonalszy Pośrednik między Bogiem Ojcem a grzeszną ludzkością. Maryja wyniesiona zostaje do najwyższej chwały Matki Boga, świat zaś zaczyna kroczyć ku lepszemu, pokrzepiony obietnicą zbawienia. Wobec takich faktów budzi się w nas uczucie radości, przyjaźni, współczucia i wdzięczności. Niepowtarzalna atmosfera Te właśnie refleksje towarzyszyły przez wieki licznym narodom chrześcijańskim i to one wykreowały niepowtarzalną bożonarodzeniową atmosferę, tak odmienną od atmosfery wszystkich innych ludzkich rytuałów, nawet tych religijnych. Boże Narodzenie zawsze było unikalne, zawsze miało w sobie coś swoistego. W każdym dniu roku możemy ofiarowywać lub otrzymywać prezenty z najróżniejszych okazji – na urodziny, imieniny, dzień matki, a nawet w związku z którymś z licznych współczesnych świątecznych wynalazków. Te podarunki jednak nigdy nie dorównają prezentom złożonym pod choinką. Dlaczego? Ano dlatego, że za tamtą uprzejmą wymianą upominków nie kryje się ta filozofia miłości, która dała początek świętom Bożego Narodzenia. Pięknie przystrajać domy możemy przy każdej okazji, lecz nic się nie może równać z bożonarodzeniowym wystrojem naszych domowych ognisk, z tak przecież szczególnymi symbolami tego święta. Łatwiej przebaczyć Okres Bożego Narodzenia nie czyni z człowieka wzoru wszelkich cnót, nie możemy powiedzieć, by czystość, roztropność i umiarkowanie charakteryzowały właśnie tę ostatnią część roku. Z całą pewnością wolno nam jednak przyznać, że w czasie tych świąt uprzejmość jest jeszcze bardziej subtelna, miłosierdzie błyszczy, a szczodrobliwość staje się naprawdę widoczna. Czemu tak się dzieje? Dlatego, że żywimy głębokie przekonanie, iż Dzieciątko Jezus przyszło na świat dla nas wszystkich, dla całej ludzkiej społeczności, i z tej przyczyny zaczyna panować pośród nas ta sama atmosfera, która towarzyszyłaby nam przy narodzinach potomka. Nie jest dobrze kłócić się w rodzinie, lecz w dniach, kiedy witamy nowe życie, kłótnia wypada szczególnie nieładnie. W niektórych krajach, które jeszcze mogłyby nazwać się katolickimi, w każdy inny dzień, po stłuczce, między kierowcami samochodów wywiązałaby się na pewno niezbyt przyjemna rozmowa, w okresie Bożego Narodzenia jednak uczestnicy wypadku ograniczają się do wyjścia z auta i stwierdzenia, że w święta nie wypada się kłócić. Jeśli sąsiad hałasuje, zawsze możemy zwrócić mu uwagę, w Boże Narodzenie takie przewinienie wybacza się jednak bez trudu. W tym okresie przebaczamy znacznie łatwiej, mamy bowiem nadzieję, że i Bóg przebaczy nam z powodu tej szczególnej okazji. Ta właśnie nadzieja w Boże Narodzenie wiedzie do konfesjonałów osoby, które w ciągu roku nie bardzo troszczą się o swoje życie duchowe. Co nas różni? Gdyby świętom odebrać ów czynnik religijny, stałyby się one całkowicie martwe. To on tworzy ich jedność i wspólnotowość. Nie istnieje laickie Boże Narodzenie, nie da się świętować Bożego Narodzenia w innym terminie. Ale w świętowaniu narodzin Bożej Dzieciny jest wiele elementów, które w sposób uzasadniony różnią się, w zależności od regionu, kraju, specyfiki kulturowej, ekonomicznej czy klimatycznej. Weźmy na przykład kwestię ciszy. W krajach, gdzie zimy są śnieżne, śnieg tłumi hałas, a ludzie stają się bardziej refleksyjni, klimat zaś zachęca raczej do pozostania w domu. Wszystko to sprawia, że Boże Narodzenie w tych krajach ma charakter szczególnie spokojny. Tak jest na przykład w Polsce. Ale przyjrzyjmy się krajowi zupełnie innemu, takiemu jak Wenezuela. Tam ciepły klimat zaprasza do wyjścia na ulicę, gdzie spotykamy sąsiadów, krewnych i przyjaciół, a i temperamenty mieszkańców są znacznie żywsze i bardziej dynamiczne. Nadzieja na spokój w okresie bożonarodzeniowym jest tam całkowicie płonna. Ale nastrój świąteczny także w Wenezueli jest zupełnie wyjątkowy. Tylko w tym czasie organizuje się tam wielkie „rolkowanie”, po hiszpańsku – „patinata”, czyli przejazd na rolkach pustymi ulicami wielkich grup młodzieży między 12. i 18. rokiem życia, w duchu radości, solidarności i koleżeństwa, które królują w tych dniach. Pewien francuski podróżnik określił kiedyś procesję w Ameryce Łacińskiej jako zadziwiającą mieszankę pobożności i pirotechniki. I mimo że Boże Narodzenie nie jest czasem procesji, niepodobna obchodzić tych świąt bez zgiełku i hałasu. Latynoskie święta Narodzenia Pańskiego bez petard, eksplozji i sztucznych ogni po prostu nie istnieją. W wielu miejscach stolicy Wenezueli, Caracas, można kupić niewielkie rakietki, zwane tu „triquitraque”, które nie czyniąc żadnej szkody, robią wiele hałasu. Kiedy zatem dorośli oddają się miłym rozmowom, dzieci zwykle zabawiają się tymi petardami przez całą noc. Różnorodność kolęd Zatrzymajmy się jeszcze przez chwilę nad kolędami. We wszystkich krajach wyróżnić dałoby się dwa ich typy. Pierwszy to pieśni refleksyjne, śpiewane wolno, przeważnie także bogatsze w treści teologiczne. Najbardziej rozpowszechnionym w świecie przykładem kolędy tego typu jest Stille Nacht (Cicha Noc), zaś w Polsce Bóg się rodzi. Drugim typem pieśni bożonarodzeniowej jest kolęda wesoła, której treść nie niesie głębszych przesłań, lecz wyraża naszą spontaniczną radość i wdzięczność Bogu. W świecie anglojęzycznym najbardziej znaną kolędą tego drugiego typu jest Hark the Herald angels sing, we Francji Il e né le divin enfant, w Polsce zaś Przybieżeli do Betlejem. Jednak nie wszędzie śpiewa się kolędy w tym samym czasie. W Polsce nie śpiewa się kolęd przed Wigilią, ale w niektórych krajach już z początkiem grudnia zaczyna się je śpiewać, i tak przez całe Boże Narodzenie, aż do 6 stycznia, święta Trzech Króli, kiedy to stopniowo zaczynają zanikać. Dlaczego istnieją takie różnice? Otóż w tych zakątkach świata, których mieszkańcy doświadczają wyraźnie czterech pór roku, sama natura wprowadza nas w atmosferę zbliżających się świąt, ale w tropikach, które właściwie nie znają pór roku, to właśnie kolędy mają za zadanie stopniowo przygotować świąteczną atmosferę. * * * Mamy zatem w świętach Bożego Narodzenia to, co wspólne, to, co nas jednoczy, czyli ich bezsporną wymowę religijną, ale obok tego mamy także uprawnione różnice wynikające ze specyfiki miejsc, w których zamieszkują tak różnorodne katolickie narody. W tym, co najistotniejsze, jesteśmy tacy sami, we wszystkim innym możemy się pięknie różnić. Valdis Grinsteins
 >
Tradycja szopki krakowskiej
Podobnie jak choinka, opłatek czy kolędy, także szopka stanowi nieodłączny element świąt Bożego Narodzenia. O ileż byłyby uboższe kościoły, gdyby w grudniowe i styczniowe dni zabrakło w nich przedstawień adoracji nowo narodzonego Pana Jezusa. Rozpowszechnienie „szopkowego” zwyczaju przypisuje się św. Franciszkowi z Asyżu. W 1223 r. na leśnej polanie w Greccio, Biedaczyna z Asyżu przygotował żywe sceny mające przybliżyć braciom i wiernym okoliczności przyjścia na świat Zbawiciela. Rozpropagowana przez franciszkanów tradycja przyjęła się w całym katolickim świecie. W niektórych miejscach Europy nabrała lokalnego kolorytu. Do dziś przetrwały mające swoje charakterystyczne cechy szopki: neapolitańska, wenecka czy prowansalska. Wyobrażają one scenę adoracji Dzieciątka Jezus w pejzażu lokalnym. NA ZIEMIACH POLSKICH Do Polski tradycja przygotowywania jasełek dotarła jeszcze w Średniowieczu. Wielką popularnością wśród wiernych cieszyły się szczególnie wielkie szopki budowane w kościołach przyklasztornych. Z czasem inscenizacje wydarzeń ewangelicznych zakonnicy uzupełniali elementami świeckimi. Krokiem w złym kierunku okazało się wprowadzenie do nich krótkich inscenizacji. Żywa reakcja gapiów na żartobliwe sceny przedstawiające np. Żyda potrząsającego futrem, niby na sprzedaż, śmierci bijącej się z diabłem itp., skłoniła władze duchowne do wyeliminowania tego typu widowisk ze świątyń jako nielicujących z godnością miejsca. W kościołach pozostały tradycyjne, statyczne sceny, choć mniej efektowne, to jednak również bardzo popularne. W XIX-wiecznym Krakowie narodził się nawet zwyczaj nawiedzania przez mieszczan kolejnych kościołów, by pomodlić się przed żłóbkiem, a jednocześnie podziwiać zdolności plastyczne i pomysłowość twórców nieruchomych jasełek. Żartobliwe postaci i sceny odrodziły się w szopce ludowej. Jej anonimowi twórcy sięgnęli do popularnych w XIX w. teatrzyków lalkowych. Przed betlejemską szopą pojawiły się kukiełki wyobrażające: przeniesionych do ówczesnych realiów pastuszków, aniołów, osoby znane z Ewangelii (Herod, Trzej Królowie) oraz charakterystyczne grupy tworzące XIX-wieczne społeczeństwo (górale, krakowiacy, Żydzi, Cyganie, dziady proszalne itp.). Prosta zrazu scenografia zaczęła przybierać coraz to wspanialszą postać. W Krakowie architektura szopki wystrzeliła w górę, rozkwitła różnobarwnymi wieżami, kopułami i elementami ozdobnymi zapożyczonymi z miejscowej architektury sakralnej. Najważniejsza scena adoracji Dzieciątka Jezus przez Najświętszą Panienkę i św. Józefa pozostała nieruchoma. Także osoby składające hołd Królowi Wszechświata zamarły w pozie oddawania pokłonu. Niższa kondygnacja mieściła za to scenę, wewnątrz której pojawiały się występujące kukiełki. Z takimi przenośnymi szopkami-teatrami ubodzy mieszkańcy przedmieść stawali na krakowskim rynku, by za utargowaną kwotę przenieść widzów w świat trochę biblijny, trochę bajkowy, w którym triumfuje Dobro, a okrutnego tyrana, króla Heroda, spotyka zasłużona kara – śmierć ucina mu głowę, po czym diabeł porywa go do piekła. WZÓR Z KRAKOWSKICH ŚWIĄTYŃ Niestety I wojna światowa przerwała tradycję tego typu domowych przedstawień jasełkowych. Szopki krakowskie przetrwały jedynie jako akcesoria grup kolędniczych, krążących od domu do domu ze świątecznymi powinszowaniami i kolędą. Możemy je podziwiać także na organizowanym co roku w pierwszych dniach grudnia w Krakowie konkursie. Zasadniczo zniknęła z nich scena dla kukiełek, ale pozostała cała tekturowo-staniolowa architektura otaczająca żłóbek. Stanowi ona bardzo niedoskonały, ale jednak odblask splendoru, który otacza Syna Bożego w Niebie. Jak wspomniałem, szopka krakowska czerpie wzory ze świątyń krakowskich. Jej twórca posługuje się jednak nie całymi budowlami, lecz pojedynczymi ich elementami, detalami architektonicznymi, komponując je dowolnie, wznosząc niby znane, jednak zupełnie nowe, fantazyjne budowle. Najchętniej kopiowane są wieże kościoła Mariackiego, tambur i kopuła kaplicy Zygmuntowskiej na Wawelu (pod jej złotym hełmem umieszczany jest najczęściej żłóbek z maleńkim Panem Jezusem), wyższa wieża katedry wawelskiej. Czasem któryś element przypomina raczej architekturę kościoła św. Józefa z Rynku Podgórskiego. O tej, zbudowanej w XIX w. świątyni można zresztą powiedzieć, iż jest monumentalną kuzynką szopki krakowskiej. Jan Sas-Zubrzycki, jak dobry szopkarz, zaprojektował ją, twórczo przekształcając formy gotyku krakowskiego. Adam Kowalik
 >
 >
 >
numer 88 maj/czerwiec
Dlaczego nie chciałaś mnie mamo?
Przymierze z Maryja okladka numeru Wiara zanika, a wraz z nią gaśnie światło rozumu oświeconego łaską. Skutkiem tego, narody niegdyś chrześcijańskie – silne, odważne i bogate – popadają w gnuśność i zepsucie obyczajów. Nie liczą się już z Prawem Bożym nie tylko poszczególni ludzie czy rodziny, ale i całe państwa. Dlatego powszechnie tolerowane, a nawet zaakceptowane zostają najgorsze nawet grzechy rozpusty, nałogi i zbrodnie. Świat dawniej chrześcijański na skutek grzechów i regularnej, otwartej i ukrytej, prowadzonej od pokoleń wojny z Kościołem, dojrzewa do oczyszczenia kary. Mówiło o tym przecież wielu świętych, papieży, a i sama Matka Najświętsza ostrzegała nas przed tym w swoich objawieniach m.in. w Fatimie i Akita.
 >
 
Maryja listy od przyjaciol Szczęść Boże! Chciałam Was gorąco pozdrowić i podziękować za modlitwy za mnie. Ja także modlę się za Was. „Przymierze z Maryją” jest dla mnie dużym wsparciem. Bogu dziękuję za to, że od 2008 roku jestem z Wami. W tym czasie otrzymałam wiele łask i serdecznie za nie dziękuję Bogu. Mój mąż, który przez długi czas nadużywał  alkoholu, przestał pić. Od 6 lat mam spokój w domu i w rodzinie. Jeszcze raz dziękuję za wszystko i z niecierpliwością czekam na Wasze pisma. Z wyrazami szacunku Gizela  
 >
Przedstawiony tutaj obraz francuskiego malarza Françoisa‑Louisa Dejuinne’a (1786–1844) robi ogromne wrażenie… Cóż na nim widzimy? Dzieło artysty ukazuje chrzest pogańskiego króla Franków, Chlodwiga, w Boże Narodzenie roku 496. Władca przyjął ten sakrament z rąk biskupa Reims, św. Remigiusza, który podczas uroczystości powiedział słynne słowa: Uchyl głowy, dumny władco! Teraz musisz spalić to, coś dotąd wielbił, i wielbić to, coś dotychczas palił. Chlodwig nawrócił się na chrześcijaństwo pod wpływem swej głęboko wierzącej małżonki, św. Klotyldy, po zwycięstwie Franków nad Alemanami w bitwie pod Tolbiac (obecnie Zülpich) w lutym 496 r. Według tradycji złożył wtedy przyrzeczenie, że jeśli pokona wroga, zerwie z pogańskimi wierzeniami i przyjmie chrzest. Słowa dotrzymał i… tak się narodziła katolicka monarchia francuska, zwana najstarszą córą Kościoła. Przejdźmy do sceny Chrztu, przedstawionej na obrazie… Dwie centralne postacie – biskupa i Chlodwiga – otacza coś w rodzaju poświaty. W ten sposób artysta podkreślił nadprzyrodzony charakter tego wiekopomnego wydarzenia. Św. Remigiusz trzyma w lewej ręce pastorał, a prawą ręką leje na głowę władcy wodę chrzcielną. Chlodwig, odziany w zbroję wojownika, jedną nogę zanurza w obszernej chrzcielnicy, zaś w prawej dłoni dzierży swą groźną broń, którą Francuzi nazywają „la francisque”. Tego topora król ma odtąd używać w obronie wiary katolickiej. Klęczący przy biskupie ministrant trzyma srebrną tacę, na której znajduje się flakonik zawierający święty olej, używany podczas ważnych uroczystości. Według tradycji olej ten został przyniesiony w specjalnej ampułce przez anioła. Podczas rewolucji francuskiej ampułka ta została zniszczona przez „tolerancyjnych” rewolucjonistów… Po prawej stronie obrazu widzimy przedstawicieli duchowieństwa, którzy asystują biskupowi w obrzędzie Chrztu. Noszą oni krucyfiks i inne symbole religijne. Po lewej stronie znajdują się wojownicy Chlodwiga. Ich twarze zdają się wyrażać niedowierzanie, że ich przywódca nawrócił się. Ale za chwilę także oni pójdą za jego przykładem. W głębi widzimy grupę kobiet uczestniczących w tej ceremonii. Wśród nich szczególnie wyróżnia się pogrążona w modlitwie św. Klotylda. Podobnie jak Francja, także Polska (i inne narody) narodziła się pod znakiem Chrystusowego Krzyża. Dopiero obchodziliśmy 1050. rocznicę Chrztu Mieszka I. Władca włączył tym samym swój kraj do grona państw i narodów chrześcijańskich, a przez to zasłużył na chwałę. Dzisiaj, niestety, niemal wszystkie te kraje chcą odciąć się od swych chrześcijańskich korzeni. Współczesne chrześcijaństwo trawi straszliwy kryzys. Można nawet stwierdzić, że z tej ogromnej budowli, którą był chrześcijański świat, pozostały zgliszcza, pod którymi jeszcze tlą się resztki wiary. Jeśli chcemy odbudować cywilizację chrześcijańską, musimy koniecznie starać się podtrzymać ten tlący się żar. Ale, oczywiście, trzeba zadać sobie pytanie: czy to jest możliwe? Tak, oczywiście! Nie możemy w to wątpić. Prawdą jest, że po ludzku patrząc, wydaje się to niemożliwe. Cały świat bowiem obrał kurs przeciwny chrześcijaństwu i Kościołowi. Musimy jednak pamiętać, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Zresztą, Matka Boża obiecała w Fatimie, że Jej Niepokalane Serce zatriumfuje. To będzie jednocześnie triumf Chrystusa i Jego Kościoła. Dlatego nie traćmy nadziei i módlmy się o to, żeby ten triumf nastąpił jak najszybciej. Jest to nasz chrześcijański obowiązek, szczególnie teraz, w 1050. rocznicę Chrztu Mieszka I. Amen. Leonard Przybysz  
 

PISMO POŚWIĘCONE FATIMSKIEJ PANI

Przymierze z Maryja - pismo poświęcone Fatimskiej PaniZ każdym kolejnym numerem "Przymierza z Maryją" bogatsi jesteśmy w doświadczenia i wiemy, że nasze pismo służy pomocą tysiącom rodzin, dla których Maryja jest przewodniczką i opiekunką. Trud włożony w tworzenie dwumiesięcznika daje efekty w postaci poszerzenia świadomości moralnej i religijnej naszego narodu.


Najważniejsze tematy, które poruszamy na łamach "Przymierza z Maryją" to:

- kwestia godnego przyjmowania Komunii Świętej
- śmierć, czyściec i modlitwa za dusze w czyśćcu cierpiące, wieczne zbawienie i wieczne potępienie
- objawienia w Fatimie i w Lourdes, nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa
- objawienia Jezusa Miłosiernego i kult Bożego Miłosierdzia
- szkaplerz święty i związane z nim nabożeństwo
- żywoty i historie świętych
... i wiele innych, wśród których nie brakuje kwestii dotykających kryzysu naszej cywilizacji, takich jak kondycja współczesnych rodzin, czy też walka o życie nienarodzonych

MARYJA I "PRZYMIERZE"

Maryja i Przymierze, czyli od niewielkiego biuletynu do kolorowego, popularnego dwumiesięcznikaCZYLI OD NIEWIELKIEGO BIULETYNU DO KOLOROWE-
GO, POPULARNEGO DWU-
MIESIĘCZNIKA...


Kiedy w październiku 2001 roku wydrukowaliśmy pierwszy numer „Przymierza z Maryją”, niewiele osób dawało nam szanse na „sukces”. Sceptyków lub pesymistów co do naszej misji było więcej niż optymistów. Dziś jednak chyba nie ma wątpliwości – 280 000 rodzin, które otrzymują pismo, to najlepszy dowód na to jak ważny i potrzebny jest nasz dwumiesięcznik.

Nasze pismo przeszło długą drogę – od czarno-białego biuletynu do kolorowego pisma, z którego opinią liczą się katolicy – duchowni i świeccy. Wiele się zmieniło, z wyjątkiem jednego – od początku stronę tytułową „Przymierza z Maryją” zdobi wizerunek Matki Bożej Fatimskiej. Maryja daje nam pomoc, którą czujemy na każdym kroku. I Jej też zawierzamy nasze pismo, z wiarą oczekując triumfu Jej Niepokalanego Serca!

prezent
 
Copyright © by STOWARZYSZENIE KULTURY CHRZEŚCIJAŃSKIEJ IM. KS. PIOTRA SKARGI
 
...