Temat numeru
 
Witaj Krzyżu jedyna nadziejo!

To co odróżniało pierwszych chrześcijan od pogan to sposób życia, który możemy streścić w trzech cechach: stosunek do bliźniego – „miłuj bliźniego swego jak siebie samego”, specyficzna moralność – „bądźcie naśladowcami moimi” oraz stosunek do cierpienia – „weź krzyż swój i chodź za mną”. To wszystko budziło u pogan zdumienie, a zarazem przyciągało. W tym miejscu rozważmy jednak trzecią cechę, najtrudniejszą do zrozumienia tak w rozpustnym cesarstwie rzymskim, jak i w hedonistycznym XXI wieku.

Mam wciąż żywo przed oczami zdarzenie z dzieciństwa, kiedy razem z braćmi ofiarowaliśmy naszej babci pięknie wykonany krzyż z wizerunkiem Pana Jezusa. Ku naszemu zdziwieniu babcia rozpłakała się i miała do nas ogromną pretensję, bo według niej krzyż to zwiastun nieszczęścia, więc życzyliśmy jej bólu i cierpienia, a przecież powinniśmy życzyć jej zdrowia, bo rzekomo to „zdrowie jest najważniejsze”. Pomijając zabobonne podejście, trudno wyobrazić sobie coś bardziej odległego od myślenia chrześcijańskiego.

Czy tego chcemy, czy nie, w nasze życie wpisane jest cierpienie i wyrzeczenie, które może przybrać formy bardzo różne: od bólu fizycznego po ból duszy. Dla nas chrześcijan to nic dziwnego, że tego doświadczamy, bo nasz Pan Jezus Chrystus cierpiał dając nam najdoskonalszy przykład męstwa. Syn Boga wzywa nawet do tego wprost: Jeśli kto chce iść za mną niech weźmie krzyż swój i niech mnie naśladuje (Łk 9, 23). Wniosek, który nasuwa się z tych słów, jest jasny: nie można być chrześcijaninem, jeśli się nie bierze swego krzyża na ramiona. To jest prawda chrześcijańska, przeciwko której dzisiejszy świat szczególnie występuje.

Świat, a z nim „jego pożądliwość” jest ukierunkowany na to, aby oddalać nas od teologii krzyża, od cierpienia i wszelkiego wyrzeczenia, a czyni to poprzez maksymalne skupianie naszej uwagi na przyjemnościach i „używaniu życia”. „Światowcy” zagrzewają do trwania w swym pozbawionym skrupułów złu, codziennie wołając: – Życie, życie! Pokój, pokój! Radość, radość! Jedzmy, pijmy, śpiewajmy, tańczmy, bawmy się! Bóg jest dobry, Bóg nie stworzył nas po to, żeby nas potępić! Nie miejmy żadnych skrupułów! Problem jednak jest w tym, że kiedy cierpienie przychodzi, a przyjść musi, bo jest wpisane w ludzką egzystencję, to „świat” rozkłada ręce i mówi: „radź sobie sam”, nie dając odpowiedzi na pytanie o sens krzyża, bo to nie jest logika tego świata.

Nie każde cierpienie ma wartość


- Jak wielu na skutek pychy i niepanowania nad wyobraźnią wstępuje na kalwarie, które nie są Chrystusowe! Krzyż, który masz dźwigać, to Krzyż Boży. Odrzucaj zdecydowanie każdy krzyż tylko ludzki
– powiedział św. Josemaria Escriva. Cierpienie, które jest wywołane sprzeciwem wobec Boga, pójściem za fałszywymi ideami i duchem tego świata jest owocem grzechu. Takie cierpienie nie ma żadnej wartości w oczach Bożych.

Wyobraźmy sobie człowieka, którego powaliła ciężka choroba i umiera w męczarniach. Jeśli nie mogąc pogodzić się ze swoim stanem (zawinionym lub nie) buntuje się przeciw Bogu, to jego cierpienie nie przynosi żadnej zasługi i cierpi na marne. Samo cierpienie nie wystarczy nam do zbawienia. Potępieńcy w piekle też cierpią, a przecież nigdy z niego nie wyjdą. Jakże smutny jest stan tych, którzy cierpiąc nie znają Jezusowej logiki krzyża. Poza nim samym nie znajdą oni nigdzie pocieszenia.

Od cierpienia i bólu nie uciekniemy po tej stronie świata, ale prawdziwy chrześcijanin odpowie jego przyjęciem i będzie ono w nim owocować, stając się źródłem wielu łask i paradoksalnie znajdzie on pocieszenie, bo sam Jezus nas pociesza w każdym naszym utrapieniu, byśmy sami mogli pocieszać tych, co są w jakiejkolwiek udręce, pociechą, której doznajemy od Boga. Jak bowiem obfitują w nas cierpienia Chrystusa, tak też wielkiej doznajemy przez Chrystusa pociechy (2Kor 1,4n).

Człowiek tego świata odpowie buntem i w konsekwencji tylko pomnoży swoje udręki, chyba że z pomocą łaski Bożej będą one dla niego „przebudzeniem”.

Skoro cierpienie ma tak wielką wartość, to czy należy pragnąć cierpienia? Nie brakuje świętych, którzy wzywają do ochoczego podejmowania cierpień, ale zwykle nasza ludzka natura buntuje się przeciw temu i reaguje strachem, nawet sam Jezus lękał się i prosił Ojca, aby „oddalił od niego ten kielich”. Jednak Syn Boży okazał posłuszeństwo woli Ojca i tak samo powinno być z nami. Nie trzeba pragnąć cierpienia, ale gdy ono przyjdzie, trzeba umieć okazać męstwo i powiedzieć: Cierpiałeś Ty, będę cierpiał i ja, jeśli taka jest Twoja wola.

Ekspiacyjne działanie cierpienia


Stosunkowo łatwo jest przyjąć prawdę o zadość czyniącym działaniu cierpienia, czyli takim, które jest rozumiane jako pokuta. Pokuta za własne grzechy jako ponoszenie konsekwencji swoich błędów. Św. Piotr mówi: Co bowiem za chwała, jeżeli przetrzymacie chłostę jako grzesznicy? – Ale to się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia (1P 2,20).

Najtrudniej jest ofiarować własne cierpienia, zwłaszcza niezawinione, za grzechy innych ludzi. Wtedy bowiem bierzemy dopiero cząstkę męki Chrystusa na siebie i ją „dopełniamy”, jak mówi św. Paweł: Teraz raduję się w cierpieniach za was i ze swej strony w moim ciele dopełniam braki udręk Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół (Kol 1,24). Takie cierpienie ma rzeczywistą i zbawienną wartość. Uszlachetnia naszą duszę i zdobywa łaski w niebie. Tylko takie cierpienie, złączone z Męką Jezusa Chrystusa, można ofiarować w dowolnej intencji, a w połączeniu z naszą modlitwą nabiera ono zbawiennej skuteczności. Najdoskonalsza zaś ofiara to taka, która jest ofiarowana za Kościół. Dlatego życie choćby chwalebne i szlachetne, ale wolne od cierpienia, ma jednak brak, bo jest niedoskonałym naśladowaniem Chrystusa.

Kiedy cierpienie nie nadchodzi


Nie należy zapominać o tych słowach Boga: Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę (Ap 3,19). Może jednak być tak, że cierpienie rozumiane w tym najogólniejszym i potocznym sensie jednak nas nie dotyka. Mamy uporządkowane życie, rodzinę, pracę – wszystko po myśli Bożej. Cieszymy się zdrowiem i przychylnością Bożego oblicza. Czy mamy więc zapomnieć o cierpieniu do czasu aż ono przyjdzie? Nic bardziej błędnego! Aby nie zapomnieć o tym, za jaką cenę zostaliśmy odkupieni, winniśmy stosować różne praktyki ascetyczne w postaci umartwienia ciała. Mogą one być bardzo różne, wywodzące się przede wszystkim z trzech podstawowych: modlitwy, postu i jałmużny. Ich zadaniem jest branie w karby naszej grzesznej natury i zmuszenie jej do posłuszeństwa, bo ma ona skłonność do ulegania pożądliwości.

Każde zmierzenie się z cierpieniem jest szczególnym rodzajem walki, która rozgrywa się najpierw na płaszczyźnie ducha. Do walki duchowej, jak do każdej wojny trzeba być odpowiednio wyćwiczonym. Nasze przygotowanie powinno polegać na uprawianiu ascezy. Samo słowo „asceza” jest pochodzenia greckiego i znaczy tyle co „ćwiczenie”. Musimy więc ćwiczyć! Święty Paweł porównuje życie człowieka do zawodów sportowych. Zawodnicy aby wygrać odmawiają sobie wielu rzeczy i ćwiczą – podejmują wielki wysiłek treningów, aby gdy przyjdzie czas biegu, stoczyć walkę i wygrać. Ci, którzy zwyciężą, otrzymają „niewiędnący wieniec chwały”.

Pan Jezus przez całe życie uprawiał ascezę. Swoją działalność rozpoczął od czterdziestodniowego postu, także potem wiele nocy spędzał na modlitwach. Wszystkie te ćwiczenia pomagały Mu w znoszeniu trudów głoszenia Dobrej Nowiny, ale przede wszystkim przygotowywały do podjęcia ostatniej walki – agonii na krzyżu. Słowo „agonia” po grecku oznacza „walkę”. Kościół Święty naucza, że każdy chrześcijanin wzorem naszego Pana winien praktykować ascezę, czyli brać na siebie pewne wyrzeczenia i umartwienia, aby ćwiczyć duszę i ciało. Ćwiczenie to ma za zadanie wyrobić w nas potrzebne cnoty do tego, aby móc dźwigać swój krzyż, gdy przyjdzie czas, aby go wziąć.

Asceza w Wielkim Poście


Uprawiać ascezę powinniśmy zawsze. Paradoksalnie, im wygodniejsze jest nasze życie i wyższy status materialny, tym bardziej powinniśmy o niej pamiętać. Jednak w Wielkim Poście asceza przyjmuje szczególnie pokutny wymiar. Ten okres ma za zadanie przygotować naszą duszę do przeżycia Triduum Paschalnego. Dlatego w tym czasie bierzemy na siebie więcej różnych dodatkowych umartwień, aby choć trochę „odczuć” to ogromne cierpienie, które wziął na siebie Chrystus. Ponieważ człowiek jest istotą cielesno-duchową, dlatego podejmowana pokuta powinna być zewnętrzna i umartwiać nasze ciało i zmysły, aby tym lepiej przysposobić naszą duszę do otwarcia się na misterium męki Chrystusa. Nie ma umartwienia wewnętrznego tam, gdzie nie stosuje się umartwień zewnętrznych głosi klasyczna zasada ascetyki chrześcijańskiej, o której często się zapomina, zwłaszcza kiedy dzisiejsza kościelna dyscyplina pokutna w Wielkim Poście już praktycznie niczego nie nakazuje, a jedynie zachęca.

Dusza ma otwierać się na tajemnicę płynącą z odkupienia na krzyżu, a ciało ma choć w drobnym stopniu odczuć ciężar tej agonii. Tylko wtedy, gdy przychodzi święty czas Wielkiego Tygodnia i bierzemy udział w liturgicznych obrzędach, odnosimy prawdziwe duchowe dobro i mamy pełniejszy udział w radości Zmartwychwstania.

Skandal Krzyża


Jest jeszcze jeden aspekt „logiki krzyża”, a mianowicie kontekst społeczny. Dzięki łasce Bożej i ogromnemu poświęceniu naszych przodków był czas, kiedy filozofia Ewangelii sterowała państwami, kiedy Boża moc chrześcijańskiej mądrości przenikała ustrój, prawa, instytucje, obyczaje ludów, wszystkie warstwy i sprawy państwa; kiedy religia przez Chrystusa ustanowiona, należne sobie zajmując stanowisko, cieszyła się wszędzie przychylnością panujących i władz opieką, kiedy między kapłańską a świecką zwierzchnością kwitła zgoda i przyjazna usług wymiana – pisał Leon XIII w encyklice Immortale Dei. Był to czas kiedy krzyżowi oddawano należną publiczną cześć, ale dziś jest inaczej. Pyszni grzesznicy nie chcą zgiąć hardych karków przed znakiem Odkupienia i jakby tego było mało, domagają się usunięcia go z miejsc publicznych, jakby wołając: Nie chcemy, aby panował nad nami! Od dawna nikt tak mocno nie występował przeciwko symbolom chrześcijańskim, jak to ma miejsce obecnie.

Słowa św. Pawła okazują się znowu szczególnie aktualne: Głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan (1Kor 1,23). Wyrok trybunału w Strasburgu nakazujący zdjąć krzyże w szkołach, coraz większa propaganda liberalnych mediów zmierzająca do usuwania krzyży z miejsc publicznych to tylko zapowiedź tego, co powoli zaczyna ogarniać postchrześcijańską Europę. Antychrześcijańskie nastroje będą stawać się coraz silniejsze pośród współczesnych pogan.

Czy to jest zapowiedź kolejnych prześladowań? Znak Jezusa Chrystusa, podstawowy symbol chrześcijaństwa jest usuwany z miejsc publicznych – nie chcemy go tu! Ten okrzyk może przekształcić się jutro w: nie chcemy was tu!

Jak mamy zareagować? Czy mamy czekać i nie reagować? Chrześcijańska postawa to nie tylko afirmacja i dźwiganie swego krzyża, ale także jego obrona. To odwaga przeciwstawienia się próbie usunięcia go z miejsca pracy czy nauki – bierność byłaby zdradą Ukrzyżowanego.

Gdy w Brazylii przeprowadzano rozdział Kościoła od państwa, zewnętrzne oznaki religii musiały zniknąć między innymi z gmachów użyteczności publicznej. Katolicy protestowali i żądali przede wszystkim przywrócenia krucyfiksów do sal sądowych. W narodzie powstało ogromne poruszenie i rząd się ugiął! Nadszedł dzień przywrócenia krucyfiksów. Tego dnia napłynęło do Sao Paulo 20 tysięcy ludzi. Burmistrz ujął krzyż w dłonie, podawał do ucałowania wielu zacnym damom i panom i niósł go przez ulice miasta. Wszyscy gdy tylko ujrzeli krzyż, zdejmowali czapki z głów, a z tysięcy gardeł rozległ się okrzyk: Niech żyje Chrystus Ukrzyżowany! Rozpoczęła się procesja – tryumfalny pochód. Poruszeni ludzie klęczeli na ulicy, szlochając. Żołnierze salutowali z czcią. Dwanaście orkiestr przygrywało. Z okien popłynął na wizerunek Ukrzyżowanego istny deszcz kwiatów. Bezpośrednio za krzyżem podążała flaga narodowa. Entuzjazm sięgnął zenitu, gdy pochód doszedł pod gmach sądu, gdzie na balkonie oczekiwali duchowni i świeccy dygnitarze. Krucyfiks uroczyście wniesiono do wnętrza budynku. Towarzyszył temu ogromny aplauz tłumu. Na koniec lud wszedł na salę i uczcił wizerunek Zbawcy.

Czy Stara Europa, będzie jeszcze choćby raz świadkiem takiej wzniosłej manifestacji? Czy znajdzie się młodzież, która przywróci tryumfalnie krzyże w parlamentach, szkołach, sądach i miejscach publicznych? A gdy nadejdzie dzień nowego Podwyższenia Krzyża św., to czy będziecie przy tym? O to toczy się walka. Im szerzej rozlewa się zaraza grzechu, tym wyraźniej widać, że polityczno-społeczno-religijna wojna staje się walką o triumf diabła, Bogu mówiąc precz!

Nie można siedzieć cicho i odrzucać wszelką myśl o możliwym cierpieniu związanym z obroną publicznych praw Boga. Jezus umarł na krzyżu, bo nie słuchał Apostołów, którzy strofowali Go, by nie szedł do Jerozolimy i nie drażnił uczonych w Piśmie. Publicznie wyraził sprzeciw wobec profanowania świątyni i wyrzucił kupców i bankierów i w ogóle – można by rzec – „nie skorzystał z okazji, aby siedzieć cicho”, przez co „ranił uczucia” faryzeuszy. A potem Apostołowie poszli ze znakiem krzyża i bardzo nim „drażnili” ówczesnych władców, za co ponieśli męczeńską śmierć. Oni nie nieśli Ewangelii i Krzyża w ustronne miejsca, gdzie nikomu miał nie przeszkadzać, ale przeciwnie, nieśli go właśnie tam, gdzie rozpalał ogień, tak pożądany przez Jezusa: Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął (Łk 12,49). U jednych ogień ten rozpalił nienawiść, u drugich miłość. Nie stawia się światła krzyża pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Jednym na zgubę, drugim na chwałę...

Ks. Grzegorz Śniadoch

"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
Droga Chrystusa drogą Kościoła
Nie ma chyba dnia, by różnego rodzaju media nie nagłaśniały prawdziwych, półprawdziwych i całkiem wydumanych grzechów Kościoła. Nie wpadajmy wtedy w panikę, tylko w spokoju rozważmy dość znaną opinię: Kościół jest święty, bywa też grzeszny… Jak rozumieć tę sprzeczność?

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Dołącz Do Apostolatu Fatimy – Odwiedź Stronę Internetową!

Od początku lutego br. Apostolat Fatimy posiada swą stronę internetową, na której szeroko opisujemy i ilustrujemy aktywność Apostołów oraz ich świadectwa i osobiste historie, a także zdjęcia z pielgrzymek do Fatimy. Podsumowujemy tam również wszystkie korzyści, jakie wiążą się z uczestnictwem w tej wielkiej duchowej rodzinie.

 

 

Przypomnijmy, że Apostolat Fatimy to szczególna forma zaangażowania Przyjaciół i Dobrodziejów Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi w aktywne propagowanie Orędzia Matki Bożej Fatimskiej poprzez wsparcie modlitewne i finansowe.

 

Apostolat istnieje od 2003 roku, a liczba członków przekroczyła już 60 tysięcy osób! Uczestnictwo w Apostolacie to odpowiedź na wezwanie Maryi, która zachęciła nas do ofiarowania się za grzeszników, zapewniając przy tym: W końcu Moje Niepokalane Serce zatryumfuje! Apostołowie Fatimy poprzez swą działalność wypełniają przykazanie Pana Jezusa obowiązujące wszystkich katolików: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię (Mk 16,15).

 

Pielęgnujemy tradycyjną pobożność

 

Dzięki Apostołom Fatimy przeprowadziliśmy wiele wspaniałych akcji. Na przestrzeni lat udało nam się rozprowadzić wśród polskich rodzin m.in.:

  • 8 871 000 kalendarzy 365 dni z Maryją
  • 2 926 400 różańców
  • 1 051 000 Cudownych Medalików
  • Ponad MILION breloków z napisem Nie wstydzę się Jezusa!
  • 974 200 obrazków z wizerunkiem Matki Bożej Fatimskiej
  • 966 000 książek Fatima. Orędzie tragedii czy nadziei?
  • 753 000 tarcz Najświętszego Serca Pana Jezusa

 

Kongres Apostołów Fatimy

 

W 2017 roku Apostołowie Fatimy z różnych stron Polski przybyli do krakowskiego Centrum Kongresowego ICE, by uczestniczyć w pierwszym Kongresie Apostołów Fatimy. Przedstawiciele Stowarzyszenia oraz Instytutu Ks. Piotra Skargi zaproponowali Apostołom bogatą refleksję nad sensem Orędzia Fatimskiego oraz nad sposobami jego propagowania. Apostołowie zapewniali, że Kongres był dla nich wielkim duchowym przeżyciem, które pozwoliło im lepiej zrozumieć Orędzie Fatimskie, a co za tym idzie, wzbogaciło ich życie religijne.

 

Liczne przywileje

 

Przynależność do Apostolatu Fatimy wiąże się z licznymi przywilejami. Najważniejszym z nich są Msze Święte, odprawiane 13. dnia każdego miesiąca w intencji wszystkich Apostołów.

 

Dodatkowo zaprzyjaźnione z nami siostry klauzurowe wspierają Apostołów Fatimy swoją codzienną modlitwą. Modlitwa wznoszona przez zakonnice klauzurowe ma w oczach Boga szczególną wartość. To wielki dar!

 

Co dwa miesiące członkowie Apostolatu otrzymują bezpłatnie pismo „Przymierze z Maryją”, które ukazuje się od 2001 roku i dociera do ponad 350 000 rodzin. Nasz dwumiesięcznik jest adresowany do wszystkich, którzy oczekują jasnej, tradycyjnej nauki i czystej katolickiej duchowości. Warto podkreślić, że Apostolat Fatimy jest stale obecny na łamach pisma.

 

Już po roku uczestnictwa w Apostolacie Fatimy każdy może wziąć udział w losowaniach kilkudniowej pielgrzymki do Sanktuarium Matki Bożej Różańcowej w Fatimie. Dwa razy w roku – w maju i październiku – grupa Apostołów Fatimy wyjeżdża razem z kapłanem do Portugalii, by poznać miejsce objawień Najświętszej Maryi Panny i uczestniczyć w pięknych nabożeństwach. Dotychczas pielgrzymowało z nami już ponad 800 osób.

 

* * *

Każdy może zostać Apostołem Fatimy. Jeśli jeszcze nie dołączyłeś do naszej duchowej rodziny, zrób to teraz!

Nie wahaj się. Powierz Maryi swoje troski i dołącz do Apostolatu Fatimy
dzwoniąc pod numer 12 4234423, wysyłając list na adres Stowarzyszenia
bądź też za pośrednictwem strony internetowej www.ApostolatFatimy.pl.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szanowni Państwo!

Serdecznie dziękuję za tegoroczny, naprawdę piękny, kalendarz ścienny „365 dni z Maryją”! Dziękuję również za kartki świąteczne, które otrzymałam w grudniu wraz z „Przymierzem z Maryją”. Cudowne, jak zawsze! Jestem również wdzięczna za wszystkie inne przesyłki, w tym oczywiście Wasz dwumiesięcznik. Zmartwiłam się jednak, gdy napisali Państwo, że z powodów finansowych nie będzie możliwe zwiększenie nakładu „Przymierza…” i że kalendarzy w ubiegłym roku też było dużo mniej niż poprzednio. To smutne i niepokojące! Mam jednak nadzieję, że znajdą się dobrzy ludzie i fundusze, aby to wszystko wróciło do normy, a nawet było znacznie lepiej. Szczerze tego życzę Państwu oraz wszystkim Czytelnikom. Jeszcze raz serdecznie za wszystko dziękuję i życzę wszystkiego, co najlepsze! Pomyślności, dobrych pomysłów, których, nota bene, nigdy Państwu nie brakowało, Opatrzności Bożej oraz jak największej liczby odbiorców i Czytelników. Pozdrawiam serdecznie! Z Panem Bogiem!

Wasza wierna Czytelniczka

 

 

Szanowna Redakcjo!

Z całego serca pragnę podziękować za przesłanie nowego numeru „Przymierza z Maryją”. Bardzo mnie to cieszy, bo jest tu wiele artykułów bardzo ciekawych i – co najważniejsze – poruszających problemy naszego codziennego życia. Po przeczytaniu przekazuję do czytania swojej rodzinie, która też bardzo chętnie czyta „Przymierze”. Ze swej strony zapewniam o modlitwie. Dziękując serdecznie za pamięć o mnie, całą Redakcję i Pana Prezesa polecam opiece Matki Bożej.

Z Panem Bogiem!

Barbara z Poznania

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

Obiecałam kiedyś dać świadectwo o wielkiej łasce dla mojej siostry, więc dotrzymuję słowa. Moja siostra od kilku lat cierpiała na depresję, stan jej zdrowia ciągle się pogarszał. Parę razy znalazła się w szpitalu, gdzie ją trochę podleczyli, ale po wyjściu nie zgadzała się już na żadne leczenie. Nie pomagały prośby ze strony najbliższych. Jej rodzina zaczęła się sypać…

Nie pamiętam już, od kogo dostałam Nowennę Pompejańską. Z wielką nadzieją zaczęłam ją odmawiać w intencji mojej siostry. Przez pierwszą część błagalną nic się nie zmieniło, a nawet było gorzej. Jednak w pierwszy dzień części dziękczynnej siostra zgodziła się na leczenie. Teraz minął już drugi rok i – dzięki łasce Bożej – powoli zapominamy o chorobie. Siostra z wielkim oddaniem zajmuje się wnukami, razem z mężem jeżdżą na pielgrzymki. Rodzina widząc tak wielką pomoc Matki Najświętszej, sama zaczęła się modlić nowenną w swoich sprawach.

Kocham Cię Mateńko całym sercem i oddaję całą moją rodzinę pod Twoją opiekę.

Helena ze Świnoujścia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, Bóg zapłać za wszystkie przesłane „Przymierza z Maryją”, za kartki świąteczne i wszelkie inne przesyłki. To Wasza wielka praca i wielkie zadanie. Życzę Wam, by Chrystus Pan darzył Was pokojem Bożym i radością. Niech Wasze pismo pociąga do Boga jak najwięcej ludzi.

Z Panem Bogiem!

Ks. Stanisław z Podkarpacia

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Na wstępie chciałabym bardzo gorąco podziękować całej redakcji „Przymierza z Maryją” za przesyłanie mi kolejnych wydań tego ciekawego pisma oraz za inne materiały.

Pragnę podzielić się doświadczeniem ostatnich dni, które umocniły moją wiarę w Pana Boga, opiekę Najświętszej Maryi Dziewicy i wszystkich Świętych.

Od września 2018 roku jestem na emeryturze. I przyznam szczerze, wcześniej bardzo się bałam tego czasu, bo kochałam swoją pracę wychowawczyni i nauczycielki w przedszkolu. Byłam w nią bardzo zaangażowana.

Co pozwoliło mi przetrwać ten trudny pierwszy okres? Piękna pogoda, praca na działce, spacery, czytanie książek, spotkania z mamusią i siostrą, a nade wszystko codzienna modlitwa do św. Rity, św. Jana Pawła II, św. Ojca Pio i Koronka do Bożego Miłosierdzia.

Wreszcie nadszedł dzień 22 listopada, wizyta u lekarza‑ginekologa, zły wynik badań, skierowanie na operację…

Bardzo przeżyłam tę sytuację, ale ani na chwilę jednak nie wątpiłam w Boską opiekę. Nie żaliłam się, nie mówiłam w duszy: „Boże, dlaczego ja?”.

Zawierzyłam Panu Bogu, mówiłam sobie: „Taka jest Jego wola, co ma być to będzie, jeżeli jeszcze mam żyć, to będę żyła”.

Postanowiłam jednak skonsultować się z jeszcze jednym lekarzem‑specjalistą. Cztery dni wątpliwości i oczekiwania, codzienna modlitwa moja, mamusi, siostry i koleżanki.

Co się okazało? Po wizycie u lekarza miałam dobre wyniki, operacja nie jest konieczna, za pół roku muszę pójść do kontroli. Nie mogłam wprost uwierzyć. Uznałam to za cud!

Dzisiaj dziękuję Bogu za okazaną łaskę, a Maryi Dziewicy, św. Ricie, św. Siostrze Faustynie, św. Ojcu Pio, św. Janowi Pawłowi II za wstawiennictwo i za to, że mnie nie opuścili. Chcę powiedzieć wszystkim, że wiara i modlitwa czynią cuda!

Pozdrawiam wszystkich Czytelników „Przymierza z Maryją”, a Redakcji życzę jeszcze większego nakładu i sukcesów w pozyskiwaniu nowych Czytelników i Darczyńców.

Szczęść Boże!

Bożena z Puław

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo sobie cenię Wasz periodyk „Przymierze z Maryją”. Z wielką chęcią przeczytałbym artykuł o moim Sanktuarium Maryjnym w Przyłękowie, na ostatniej stronie pisma.

Pozdrawiam Pana Prezesa bardzo serdecznie i gratuluję wciąż nowych, pożytecznych pomysłów, mających na celu jedynie dobro naszego Kościoła, którego żadne bramy tego świata nie przemogą, bo korzeniem jego jest Nasz Pan Jezus Chrystus.

Z serdecznymi pozdrowieniami

Stanisław