Temat numeru
 
Wobec Najświętszej Męki Pana Naszego Jezusa Chrystusa

Nadchodzi Wielki Tydzień, który skłania nas do ponownego przeżywania czasu Męki i Śmierci Pana Naszego Jezusa Chrystusa.

 

Niestety, przy tej okazji mamy skłonność do popadania w rutynę, nawet w obliczu tego, co najwznioślejsze.
Dlatego święci tak wiele mówią o wysiłku dla osiągnięcia nowej gorliwości, właściwej dla tego okresu Roku Liturgicznego. Ma to nam pomóc w maksymalnym skorzystaniu z łask odpowiednich dla tego czasu. Niezbędny jest zatem wzrost naszej gorliwości religijnej i naszej wiary w okresie Wielkiego Postu i Wielkiego Tygodnia.
W tekstach Ojców Kościoła i w tekstach liturgicznych powszechne jest rozumienie tego czasu jako okresu szczególnie odpowiedniego do żalu za grzechy i idącej za tym poprawy życia oraz wysiłku zmierzającego do rozwoju duchowego.
Św. Leon Wielki papież w jednej ze swych homilii mówi: "Mimo że nie ma takiego okresu w ciągu roku, do którego nie byłyby przypisane dary Boże, a Bóg pozwala nam w każdym czasie zbliżyć się do Jego przebaczenia, wypada jednak już teraz przygotować dusze wszystkich do poprawy duchowej z jak największą starannością i pilnością, tak, aby ożywione zostały jeszcze większym zaufaniem do Boga. Bliskość dnia, w którym zostaliśmy odkupieni zaprasza nas do ćwiczenia pobożności, aby w ten sposób uczcić wielką tajemnicę Męki Pana, w czystości duszy i ciała" (1).
"Święty Benedykt zaleca swym mnichom w zakonnej regule, aby w tym czasie oddawali się modlitwie, której towarzyszą łzy żalu za grzechy i gorliwość" (2).
Męka Pana Naszego jest w ten sposób stałym źródłem ożywiania wiary i uświęcania dusz. To niewyczerpany skarbiec, z którego zawsze możemy czerpać coś nowego.
W tym dramacie wybija się jedna postać, której nie da się porównać z innymi, na którą powinniśmy zwrócić szczególną uwagę. Jest Ona najwspanialszym przykładem wierności Boskiemu Odkupicielowi pośród wszystkich ludzi. To Ona zajmuje najwyższe miejsce w hierarchii bytów stworzonych - Mater Dolorosa, Matka Wcielonego Słowa Bożego! W taki sposób współuczestniczyła Ona w cierpieniach swego Boskiego Syna, że w pełni zasługuje Ona na zaszczytne miano Współodkupicielki!
Rozważmy przerażający i bolesny dramat Męki Pańskiej, analizując przy tym dwie osobowości: Judasza Iskarioty, obłudnego zdrajcy, i św. Dyzmasa, Dobrego Łotra, wiernego w chwili konania.
Aby przybliżyć obie te postawy wykorzystamy różne fragmenty, wyjęte z Pisma Świętego, Tradycji, słów świętych oraz pobożnych lektur.

Judasz Iskariota: Przykład obłudy

"I natychmiast przystąpiwszy do Jezusa, rzekł: Bądź pozdrowion, Rabbi! I pocałował go." (Mt. 26, 49).
"Nigdy dotąd historia nie odnotowała tak odrażającej obłudy. Trzeba więc pokazać brzydotę i istotę tego aktu obłudy, od którego rozpoczęło się poniżenie i umęczenie naszego najukochańszego Odkupiciela. Jest to przecież jeden z występków, przeciwko któremu wypowiadają się Ewangelie, a które Jezus zawsze piętnował w stanowczych słowach, ostrzegając niejednokrotnie apostołów, aby strzegli się tego zaczynu (Łuk. 12, 1). Oto jaki wstręt usiłował wzbudzić Jezus do tego występku, który najlepiej widać analizując postępowanie Judasza Iskarioty."
"Tak jak kruki, kiedy rzucają się na ofiarę, a potem wydziobują jej oczy, tak uczynił demon z Judaszem, i tak też czyni z każdym grzesznikiem, zmieniając mu rozum i osąd tak, aby niczego nie dostrzegał. Ten piekielny kruk do takiego stopnia opanował duszę zdrajcy, że sam Jezus nie wahał się powiedzieć w czasie Ostatniej Wieczerzy, że jeden z nich jest diabłem.
Orygenes napisał: "Jezus był jak manna na pustyni. Każdy człowiek rozpoznawał go mniej lub bardziej zgodnie z różnymi predyspozycjami własnego serca. Dlatego i sam Judasz, który chodził szukając go z kłamstwem na ustach, z perfidią wymalowaną na twarzy, z obłudą w sercu, nie poznał go. A więc jest rzeczą jasną, że wszyscy obłudnicy, wszyscy Judaszowie, wszyscy spadkobiercy jego złego ducha, nie będą mogli zobaczyć Boga, ani poznać jego władzy, jego mocy, choćby i szczycili się tym, że należą do jego uczniów."
"Wielu jest zdania, że Judasz, załamany podobnie jak wszyscy pozostali, nie tylko nie skorzystał z tego cudu, aby uznać władzę Jezusa, ale wręcz przeciwnie, przewrotny w przeciwieństwie do wszystkich pozostałych, którzy czuli się zastraszeni i osłupiali, do obłudy dodaje zatwardziałość. I czyniąc pozory spokoju zbliża się do Jezusa, pozdrawia Go słowami pokoju, gdy w rzeczywistości w tym samym momencie wypowiada Mu okrutną wojnę."
"Jakże bardzo odczuwał Jezus to udawanie, tę obłudę swego ucznia. Św. Leon Wielki nie waha się mówić, że Jezus bardziej czuł ten fałsz Judasza niż wszystkie pozostałe zniewagi, którym poddany był w czasie swej męki. Ponieważ, jak poucza Duch Święty, lepiej znosić razy od tych, którzy kochają, niż pocałunki tych, którzy nienawidzą. Dlatego też, jak bardzo muszą rozdzierać Serce Jezusa obłudnicy naśladujący Judasza, którzy uznają Jezusa za swego Boga, ale nieustannie przeklinają Jego Święte Imię!
"Kto może bez zdumienia patrzeć na Jezusa w objęciach Judasza, baranka z wilkiem, świętość ze zbrodnią, miłość z nienawiścią, szczerość z perfidią, dobroć z niewdzięcznością, prawdę z obłudą!"
"Podsumujmy zatem: jak bardzo musimy nienawidzić obłudnika, dlatego, że jego postawa polega na udawaniu słów i czynów, co stoi w jaskrawej sprzeczności z jednym z podstawowych atrybutów Boga, jakim jest prawda."
"Obłudnik, mówi św. Tomasz, ponosi wielką winę za udawanie cnoty, świętości, pobożności, nie posiadając takowych i nie ceniąc ich, przez świętokradcze nadużywanie rzeczy duchowej, czyniąc ze świętości zbrodnię, a z cnoty występek" (3).
Wiemy jak skończył ten obłudnik i jaką nagrodę otrzymał za swą obłudę.

Święty Dyzmas: Przykład prawdziwej skruchy

Św. Łukasz relacjonuje w swojej Ewangelii, że kiedy rozpoczęła się Droga Krzyżowa naszego Zbawiciela ulicami Jerozolimy, "Prowadzono też z nim i innych dwóch złoczyńców, aby byli straceni. A gdy przyszli na miejsce, które zwą Trupią Głową, tam go ukrzyżowali; i łotrów, jednego po prawej, a drugiego po lewej stronie."(Łuk. 23.32-33)
"I stał lud patrząc; a naśmiewali się z niego przełożeni z nimi, mówiąc: innych wybawiał, niechże sam siebie wybawi, jeśli ten jest Chrystusem Bożym wybranym. Naigrawali się też z niego i żołnierze, przychodząc, a ocet podając, i mówiąc: jeśli ty jesteś królem żydowskim, wybawże sam siebie."
"Jezus zaś mówił: Ojcze! Odpuść im, bo nie wiedzą, co czynią."
Te słowa były promieniem łaski boskiej dla Dyzmasa, łotra ukrzyżowanego po prawicy Zbawiciela. Uderzony łaską łotr w jednej chwili nawrócił się jak św. Paweł wówczas, gdy spadał z konia.
Tymczasem łotr ukrzyżowany na lewicy Jezusa bluźnił mu. Dyzmas upomniał go mówiąc: "Ani ty się Boga nie boisz, chociaż tę samą karę ponosisz? A my wprawdzie słusznie, bo godną zapłatę za uczynki odbieramy: lecz ten nic złego nie uczynił. "
Wyrażając skruchę za grzechy i ufając boskiemu miłosierdziu Dyzmas wyznał wiarę w boskość Jezusa, mówiąc do niego: "Panie, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do królestwa swego!". I otrzymał tę wspaniałą odpowiedź, która była pierwszą publiczną kanonizacją, jedyną, jakiej dokonał sam Pan Jezus: "Zaprawdę mówię tobie, dziś ze mną będziesz w raju'" (Łuk, 23, 43).
"Ten baranek, pełen słodyczy, zważając bardziej na wielkość skruchy i na pokorną prośbę tego złoczyńcy niż na zniewagi mu wyrządzone, udzielił mu tego, o co prosił. Obiecał, że jeszcze tego samego dnia będzie z nim w raju. I słowa dotrzymał."(4).

Przeto jeśli wespół powstaliście z Chrystusem, szukajcie tego, co w górze jest

Aby zakończyć, zacytujemy natchnione słowa z listu św. Pawła do Kolosan (3, 1- 11) o owocach Zmartwychwstania Boskiego Zbawiciela w duszy wybranych:
"Przeto jeśli wespół powstaliście z Chrystusem, szukajcie tego, co w górze jest, gdzie Chrystus siedzi na prawicy bożej; co w górze jest, miłujcie, nie co na ziemi. Albowiem umarliście i życie wasze ukryte jest z Chrystusem w Bogu. Gdy się ukarze Chrystus, życie wasze, wtedy i wy z nim się ukarzecie w chwale."
"Umartwiajcie więc członki wasze, które są na ziemi: rozpustę, nieczystość, lubieżność, złą pożądliwość i chciwość, która jest bałwochwalstwem, z powodu nich przychodzi gniew boży na synów niewierności; a i wyście się kiedyś im poddawali, gdyście żyli wpośród nich. Lecz teraz złóżcie i wy wszystko: gniew, oburzenie, złość, bluźnierstwo, brzydką mowę z ust waszych.
Nie okłamujcie się nawzajem, skoro zwlekliście z siebie starego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekliście się w nowego, tego, który się odnawia w miarę poznania, na wzór Tego, co go stworzył; w czym nie ma poganina i żyda, obrzezania i odrzezka, barbarzyńcy i Scyty, niewolnika i wolnego, ale wszystko i we wszystkich Chrystus."

Przypisy

(1) Święty Leon Wielki, Homilias, Homilias sobre el ano liturgico, Homilias sobre la Quaresma, Homilia 4. B.A.C., Madrid, 1969, s. 177.
(2) D. Guéranger, El Ano Liturgico, Editorial Aldecoa, Burgos, 1956, t. II. s. 128, 129.
(3) Niektóre komentarze z książki x. B.L. Garnier Leituras Populares sobre a Sagrada Paixăo de Nosso Senhor Jesus Cristo e dores de Maria Santíssima, Rio de Janeiro, Wydanie 2, (1883), s. 79-87.
(4) Les Petits Bollandistes, Vies des Saints, wg Pčre Giry, Mgr Paul Guérin, Bloud et Barral, Libraires-Éditeurs, Paris, 1882, t. 16, s. 53 - 54).

Wielki Tydzień dzisiaj

W świętym czasie Triduum Paschalnego powinniśmy jeszcze bardziej ukochać Kościół Katolicki, który cierpi w dzisiejszych dniach. Możemy dziś niestety dostrzec ciemności, które stopniowo ogarniają świat. Ciemności grzechu, nieporządku i nienawiści wypełniają ziemię we wszystkie strony. Obchodząc pamiątkę świętej Męki, Śmierci i Zmartwychwstania Pańskiego, wspominamy zwycięską walkę jaką stoczył z ciemnością Chrystus Pan.
On w Wielki Czwartek ustanowił Świętą Eucharystię, aby być z nami zawsze. Pamiętajmy, aby przystępować do Komunii Świętej z należną czcią i pobożnością, a także opłakiwać Mękę Pana. Powinniśmy płakać jak grzesznicy, ponieważ wiemy, że obrażaliśmy Go w przeszłości i musimy żałować za grzechy całego naszego życia.
Święty Piotr, który zaparł się Jezusa, płakał do końca swoich dni. Według tradycji, kiedy umarł (był ukrzyżowany przez Rzymian głową w dół) miał na twarzy dwie bruzdy będące śladami po łzach, którymi całe życie opłakiwał swoje zaparcie się Zbawiciela.
Obyśmy i my w naszej duszy wyryli znamię smutku za nasze grzechy, które popełniamy oraz za grzechy innych. Winien to być szczery żal, nie zaś sentymentalny smutek. Tak jak u św. Piotra, nasz żal ma być powodowany wstrętem do naszych grzechów!
Nie można brzydzić się wyłącznie grzechami innych nie pamiętając o własnych. Po pierwsze, to mój grzech, to ja zgrzeszyłem. Ja jestem sprawcą mojego grzechu i cierpienia Zbawiciela. Ponieważ zgrzeszyłem myślą, mową, uczynkiem i zaniedbaniem, to jest moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina!
W taki właśnie sposób powinniśmy podchodzić do grzechów własnych i grzechów cudzych, zwłaszcza w tych błogosławionych dniach Wielkiego Tygodnia.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza a Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
100. jubileuszowy numer
Drodzy Przyjaciele,
Przymierze z Maryją – te dwa słowa będące tytułem pisma, którego 100. numer otrzymujecie właśnie do rąk, mogą być jednocześnie receptą na wszystkie problemy osobiste, problemy naszej Ojczyzny, świata i Kościoła.
Przymierze oznacza szczególną relację, związek, więź. Przywodzi ono na myśl historię Narodu Wybranego i tę szczególną więź, jaka łączyła go z Bogiem. Przede wszystkim kojarzy się jednak z Nowym Przymierzem, które zostało zawarte z Bogiem poprzez Ofiarę Jezusa Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie.


UWAGA!
Przymierze
z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE
 
Spotkanie z Maryją
Karol Wolniakowski

W dniach 5–8 maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy, której miałem zaszczyt być jednym z opiekunów. Były to wyjątkowe cztery dni wypełnione obecnością Matki Bożej.

 

Na pierwsze spotkanie z uczestnikami wyjazdu, które odbywało się na krakowskim Kazimierzu, poszedłem lekko stremowany, ponieważ pierwszy raz miałem wyjeżdżać za granicę jako opiekun grupy. Cała trema i niepewność zniknęły jednak dość szybko. Zobaczyłem pielgrzymów pełnych wigoru i zapału, niemogących się doczekać, by odwiedzić Maryję w Fatimie.

 

Pielgrzymka rozpoczęła się już o trzeciej rano, przejazdem na lotnisko w Balicach. Pomimo że dla większości z nas był to pierwszy lot samolotem, na twarzach pielgrzymów nie dało się zauważyć strachu. Wręcz przeciwnie. Wszyscy wiedzieli, że nie może przydarzyć się nam nic złego, ponieważ udajemy się do Matki, której zawierzyliśmy powodzenie naszej wyprawy.

 

Sama Portugalia przywitała nas pięknym słonecznym niebem, wraz z przyjemnie chłodzącymi, delikatnymi podmuchami wiatru. Nie mogliśmy z tego nie skorzystać i nasze odkrywanie kraju trojga fatimskich pastuszków rozpoczęło się zaraz po wylądowaniu w malowniczo ułożonej na brzegu oceanu Lizbonie, którą przejechaliśmy wzdłuż i wszerz. Po tej przejażdżce, wyruszyliśmy do Fatimy.

 

Po przyjeździe do hotelu nikt nie marnował czasu na długi odpoczynek. Jeszcze przed kolacją w zarezerwowanej dla nas kaplicy towarzyszący nam kapłan, ks. Przemysław Drąg, odprawił dla nas nabożeństwo, a późnym wieczorem udaliśmy się na plac przy Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, w miejsce gdzie 101 lat temu Maryja poleciła wybudować świątynię. Zebraliśmy się tam wraz z tysiącami wiernych, aby uczestniczyć we wspólnym Różańcu i procesji ze świecami.

W Fatimie nie było czasu na nudę. Pomimo bardzo napiętego terminarza, nikt nie narzekał na zmęczenie. Maryja dodawała sił nam wszystkim.

Nazajutrz, zaraz po porannej Mszy Świętej, zwiedziliśmy muzea fatimskie, by następnie odprawić Drogę Krzyżową w miejscu, gdzie pastuszkowie spotkali Anioła, który zapowiedział im Objawienia Matki Bożej. Oczywiście nie mogliśmy pominąć malowniczego miasteczka Aljustrel, gdzie urodzili się i wychowali św. Franciszek i św. Hiacynta Marto oraz ich kuzynka, Łucja dos Santos. To jednak nie był koniec pełnego wrażeń dnia. Zaraz po kolacji przenieśliśmy się na plac, gdzie rozpoczęliśmy palenie ponad 200 świec przesłanych przez polskie rodziny w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

 

Trzeci dzień naszej pielgrzymki przeznaczony został na zwiedzanie. Po Mszy Świętej wyruszyliśmy do urokliwej miejscowości Batalha, gdzie podziwialiśmy klasztor Matki Bożej Zwycięskiej, postawiony jako wotum wdzięczności króla Jana I za zwycięstwo w bitwie pod Aljubarrotą, które przyniosło Portugalii niepodległość. Monumentalne wnętrze wapiennej budowli, będące perłą manuelińskiego stylu gotyckiego, każdego z nas wprawiło w zachwyt.

 

Niemniej podniosłe uczucia towarzyszyły nam w opactwie cystersów Santa Maria de Alcobaça, podobnie jak Batalha wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzień zwiedzania zakończyliśmy w Nazaré, gdzie z tarasu widokowego zobaczyliśmy wspaniałą panoramę wybrzeża Oceanu Atlantyckiego.

 

Czwarty i zarazem ostatni dzień upłynął nam na podróży do Krakowa. Choć nasza przygoda z Fatimą dobiegła końca, każdy z uczestników mógł czuć się w pełni usatysfakcjonowany. Wyruszyliśmy do Portugalii pełni nadziei i oczekiwania na spotkanie z Maryją, wróciliśmy szczęśliwi i wypełnieni Matczyną miłością.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Na wstępie pragnę wyrazić moją wdzięczność za przysyłane mi materiały… Jako Apostoł Fatimy staram się codziennie szczerze modlić. Staram się też dawać świadectwo choćby w rozmowach z ludźmi, których spotykam na swej drodze, a szczególnie z młodzieżą gimnazjalną, z którą mam styczność. Odpowiadając na ich różnorakie problemy, przytaczam im przykład Objawień Matki Bożej w Fatimie i postawę pastuszków, którzy mimo młodego wieku, tyle wycierpieli, a jednak nigdy nie zapomnieli o modlitwie i rozważaniu Różańca. Co więcej, odmawiali sobie przyjemności, podejmując wiele wyrzeczeń, do których nie byłby zdolny niejeden dorosły.

 

Ja też – ze Zbawicielem – niosę swój krzyż, którym jest choroba mojego syna, Marcina. W wieku 28 lat zachorował na schizofrenię. Ktoś, kto ma lub miał wśród najbliższych kogoś z tą chorobą, potrafi w pełni zrozumieć mój ból, zwłaszcza, że syn mając już 37 lat nadal uważa się za zdrowego i nie chce się leczyć. Od skończenia studiów nie jest w stanie podjąć pracy. Każda moja próba namówienia go na to, by starał się o rentę, bardzo go irytuje. Pozostaje mi jedynie modlitwa w jego intencji i w niej pokładam nadzieję. Syn już raz doznał łaski uzdrowienia – został uleczony z reumatoidalnego zapalenia stawów. Stało się to podczas wizyty Jana Pawła II w Siedlcach w 1999 roku. Syn przebywał wówczas w tutejszym szpitalu na oddziale ortopedycznym. Nam wtedy było dane być bliżej papieża i gorąco modliliśmy się o zdrowie dla syna. Od tego czasu po chorobie nie ma śladu. Nieustannie przypominam synowi to zdarzenie. Wierzę, że Bóg go nie opuści. Jak każda matka chciałabym, aby syn znalazł swą drogę życiową, abym mogła spokojna odejść do Pana. Proszę o modlitwę do Matki Najświętszej w intencji Marcina, licząc na to, że Najlepsza Matka rozumie ból matki. Pan Jezus powiedział przecież: „Proście, a będzie Wam dane”…

 

Pozdrawiam Was serdecznie i modlę się o błogosławieństwo Boże dla całego Apostolatu Fatimy.

Elżbieta z Siedlec

 

 

Droga Redakcjo!

 

Dziękuję serdecznie za przesyłanie tak wartościowej literatury jaką jest „Przymierze z Maryją”. Treści w nim zawarte i problemy tam poruszane stanowią dla mnie oraz moich sąsiadów rzetelną informację na tematy związane z Kościołem w Polsce i na świecie. Obecnie sytuacja moja i mojej rodziny nie jest łatwa, lecz polecam nas wszystkich Opatrzności Bożej. Polecam również Bogu Jedynemu Wasze dzieło i Waszą pracę. Jeszcze raz dziękuję za wszystko i pozdrawiam serdecznie. Szczęść Boże!

Edward z Częstochowy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Dziękuję z całego serca za modlitewne wsparcie. Głęboko wierzę, że Fatimska Pani ma mnie i moją rodzinę w Swojej opiece. Przekonałam się o tym, gdy przyszło się nam zmierzyć z chorobą nowotworową męża. W lutym 2015 roku przeszedł trudną, trwającą 13 godzin, operację. Usunięto mu guza dna jamy ustnej i języka. Wszyscy mówili, że nie będzie mówił, że będzie miał problemy z połykaniem. Wszystko to było bardzo przerażające. Kiedy zobaczyłam go po operacji, byłam pełna wątpliwości. Wtedy chciałam być tylko sama, daleko od ludzi. W pewnej chwili powiedziałam sobie: „przecież on żyje, a ty musisz zrobić wszystko, żeby wyzdrowiał”. Wtedy zawierzyłam go Bogu Miłosiernemu i Matce Bożej. Cały czas jednak czułam lęk o jego życie i miałam wątpliwości, czy sobie z tym wszystkim poradzę. Wtedy otrzymałam od mojej siostry Nowennę Pompejańską. Już pierwszego dnia modlitwy zaczęłam odzyskiwać spokój wewnętrzny i głęboko wierzyłam, że mój mąż zostanie uzdrowiony. Z dnia na dzień ten spokój się pogłębiał, a ja zaczęłam poświęcać coraz więcej czasu na modlitwę. Każdego dnia odmawiam Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz inne modlitwy. Te około 1,5 godziny dziennie, które na to przeznaczam, pozwala mi się wyciszyć i jest moją siłą do działania. Czuję, że z Bogiem mogę wszystko. Mam w sobie tyle siły i wierzę, że wystarczy mi jej na długo. Wiem, że to wszystko stało się i dzieje się za przyczyną Miłosiernego Jezusa i Najświętszej Maryi Panny. Modlitwa różańcowa jest moim oparciem i błogosławieństwem na każdy dzień.

Serdecznie pozdrawiam

Elżbieta ze Zduńskiej Woli

 

 

Szanowny Panie Redaktorze!

 

Dopiero od niedawna otrzymuję pismo „Przymierze z Maryją” i przyznam, że zaskoczyła mnie informacja o jego tak długim stażu. Szczerze gratuluję tego Jubileuszu, będącego efektem wytrwałej pracy, a przede wszystkim wiary w sens tego posłannictwa.

Jako siedemdziesięciolatek, śledzący nie od dziś wydawnictwa religijne, jestem pod wrażeniem poziomu pisma, podejmowanych tematów i wnikliwości autorów w ich przedstawianiu. Oczywiście – moim zdaniem – istnieją także punkty słabsze albo wywołujące kontrowersje, ale to poniekąd naturalne. (…)

Raz jeszcze gratuluję i – wyrażając szczere uznanie dla pracy Autorów i Wydawcy – życzę owocnej apostolskiej siejby. Szczęść Boże!

Z uszanowaniem

Jerzy z Rybnika

Kochani moi!

 

Dziękuję Bogu za to, że Wasz Instytut istnieje, rozwija się i tak pięknie pracuje dla większej chwały Bożej. Przed laty zachorowałam na nowotwór narządów rodnych. Podjęłam ten krzyż i zwróciłam się o pomoc do Boga z wielkim zaufaniem, aby dodał mi sił. Wszystkie moje cierpienia każdego dnia łączyłam z nieskończonymi zasługami Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa, i ofiarowywałam je za nawrócenie grzeszników, za wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące, za zbawienie dusz. I to czynię do dzisiaj. Bóg w Swej hojności udzielił mi o wiele więcej łask, niż prosiłam. Pół roku później byłam już po leczeniu. Cały czas czułam pomoc Bożą i opiekę najlepszej z matek, Maryi. Bóg uzdrowił mnie całkowicie. Wróciłam do pracy – jestem pielęgniarką na oddziale wewnętrznym. Jest mi ciężko, bo sił fizycznych mam mniej niż przed chorobą, ale czuję pomoc Trójcy Świętej i Maryi. W moim życiu Bóg jest na pierwszym miejscu i Jego wola jest w pierwszej kolejności do wypełnienia. Chcę każdemu mówić, że jarzmo Boga jest słodkie, a brzemię lekkie, jeśli wszystko odda się Jemu.

 

Pozdrawiam Was, którzy z miłości do Maryi i Jej Syna podejmujecie tak wspaniałe dzieło. Niech Królestwo Jezusa Chrystusa rozszerza się na serca, które jeszcze Go nie znają. Szczęść Boże!

Maria