Problemy
 
Wierzący niepraktykujący?
Ks. Marcin Kostka FSSP

Często się zdarza, że nasi Czytelnicy piszą o osobach ze swojego otoczenia, które mają ewidentny problem z wiarą w Boga, ale same określają siebie jako „wierzący-niepraktykujący”. Jak rozmawiać z takimi ludźmi? Na co zwracać uwagę w wychowaniu dzieci, żeby taki problem nie zaistniał w naszych rodzinach?

Pochylając się nad tematem „wierzący-niepraktykujący”, musimy odnieść się na samym początku do tego, czym naprawdę jest wiara i czym ona jest dla chrześcijanina.

 

Wierzę w jednego Boga… Słowa te wypowiadamy wiele razy w ciągu całego naszego życia, jednak w ogóle nie zastanawiamy się nad ich znaczeniem. Wypowiadane wierzę świadczy o naszym otwarciu na Boga, ufności względem Niego i przyjmowaniu za prawdę wszystkiego, co nam objawił w Piśmie Świętym i Tradycji, a nade wszystko przez Osobę Swojego Syna Jezusa Chrystusa.

 

Wielu ludzi stwierdza, że są wierzącymi, nie bardzo wiedząc, co się kryje pod tym określeniem. Zapytani: Co to jest wiara?, odpowiadają, że jest to uznanie istnienia Boga. Rację mają tylko w bardzo małym stopniu. Weźmy na przykład osobę szatana. On też uznaje, że Bóg istnieje, a jednak jego postawę trudno nazwać wiarą. Mówi o tym św. Jakub Apostoł: Wierzysz, że jest jeden Bóg? Słusznie czynisz – lecz także i złe duchy wierzą i drżą (Jk 2,19). Wiara to coś więcej. To przyjęcie i uznanie za prawdę tego, co Bóg mówi. Jednocześnie wiara czyni nas zdolnymi uwierzyć w to, co nie jest proste. Popularny piosenkarz Mietek Szcześniak zauważa, że nie jest żadną sztuką wierzyć w Niego, ale o wiele trudniej jest wierzyć Jemu. Wiara jest przylgnięciem do Trójjedynego Boga, jest całkowitym zdaniem się na Niego. Człowiek musi być świadomy tego, że wszystko zawdzięcza swemu Stwórcy, nawet to, że istnieje. Wiara to także pragnienie Boga, Jego bliskości. Nieważne, czy jesteśmy tego godni, ważne jest, czy jesteśmy „głodni” Boga. Każdy człowiek nosi w sobie to wielkie pragnienie bliskości Boga i bezpieczeństwa, które daje tylko On. Trzeba jedynie odkryć to w sobie.

 

Dlaczego wierzę?

Chyba każdy wierzący człowiek chociaż raz w życiu zadaje sobie pytanie o sens wiary. Myśląc tylko w kategoriach doczesnych i przyziemnych, wiara i praktyki z nią związane nie mają zbyt wiele sensu. Można to wszystko uznać za pewną tradycję, czasem bardzo piękną lub za jeszcze jeden powód, aby było kilka dni wolnych od pracy. Jednak takie rozumowanie może tylko zniechęcić. Trzeba koniecznie odwołać się do tego, co będzie po naszej śmierci. Życie człowieka na ziemi w porównaniu z wiecznością to mgnienie oka, dlatego bardzo ważne powinno być to, co nas spotka po rozstaniu się z tym światem. To właśnie wiara i życie wiarą sprawiają, że możemy być spokojni o naszą przyszłość po śmierci. Chrystus mówi nam: W domu Ojca mego jest mieszkań wiele (J 14,2) Nasz ludzki umysł nie jest jednak w stanie ogarnąć tej pełni szczęścia, którą ofiarowuje nam nasz Pan i Zbawiciel. Dlatego właśnie przychodzi nam z pomocą wiara – bezwarunkowa, niestawiająca żadnych zbędnych pytań. Sens wiary doskonale określił bł. Piotr Jerzy Frassati, patron studentów: Życie bez wiary nie jest życiem, lecz wegetowaniem.

Wiara czyni cuda

Czytając w Piśmie Świętym opisy wielu cudów: uzdrowień, wypędzania złych duchów, wskrzeszania etc., słyszymy pytanie o wiarę oraz zapewnienie Chrystusa, że cuda były możliwe dzięki wierze danej osoby, jak np. w przypadku niewidomego, którego Pan spotkał pod Jerychem i powiedział mu: Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła (Łk 18,42). A przy wskrzeszeniu Łazarza Pan Jezus pyta jego siostrę, czy wierzy w to, że może On sprawić, iż jej brat wróci do życia (por. J 11,25–27).  Ktoś może pomyśleć, że teraz cuda się nie zdarzają. Jakżeż bardzo się myli! Wystarczy zajrzeć do jakiejkolwiek książki opisującej znane sanktuarium maryjne, np. Jasną Górę – ile tam znajdziemy przykładów współcześnie dokonujących się cudów. W dzisiejszym świecie cuda też się zdarzają, tylko może wiara ludzi nie jest tak silna, jak w czasach Jezusa Chrystusa… Każdy z nas musi sobie też zdawać sprawę z tego, że wiara nie jest tylko naszym osobistym osiągnięciem. Jest łaską – darem, dlatego mamy o nią nieustannie prosić, tak jak to czynili Apostołowie, mówiąc do Jezusa: Panie przymnóż nam wiary (por. Łk 17,5). Niestety, ciągle o tym zapominamy. Bardzo pięknie modlił się o wiarę św. ojciec Pio, który wołał: Obdarz mnie, Panie, żywą wiarą i zachowaj ją, bym mógł wierzyć i czynić wszystko jedynie dla Twojej miłości.

Czyny, a nie słowa

Ważne jest żebyśmy pamiętali, iż nasza wiara nie może się skończyć tylko na pięknych słowach czy deklaracjach. Wiarą trzeba żyć. Codziennie! Apostoł Jakub pisze w swym liście: Jaki z tego pożytek, bracia moi, skoro ktoś będzie utrzymywał, że ­wierzy, a nie będzie spełniał uczynków? Czy [sama] wiara zdoła go zbawić? (…) Tak też i wiara, jeśli nie byłaby połączona z uczynkami, martwa jest sama w sobie (Jk 2,14–17). Z drugiej jednak strony musimy być świadomi, że samo wypełnianie Dziesięciu Przykazań nie wystarczy do zbawienia. Dekalog bowiem oparty jest na prawie naturalnym, które obowiązuje każdego człowieka, nawet tego, który nigdy nie słyszał o Bogu i Jezusie. Ważne jest zatem połączenie wiary z uczynkami.

 

Wierzący-niepraktykujący…

Obecnie wielu ludzi tak siebie nazywa. Pewien ksiądz michalita mawia, że człowieka „wierzącego niepraktykującego” można porównać do człowieka żyjącego-nieoddychającego. Wiemy, że powietrze jest do życia niezbędne, więc powyższe określenie nie ma po prostu sensu. Podobnie brzmi deklaracja alkoholika, że jest abstynentem, tyle że niepraktykującym… Wierzący i niepraktykujący to taki sam absurd, jak kochający kogoś i jednocześnie nielubiący go, pragnący czegoś i unikający tego samego, czego pragnie. Kto tak mówi, nie wierzy w słowa Chrystusa: Kto spożywa moje Ciało i pije moją Krew, ma życie wieczne (J 6,54). Taki ktoś nie potrzebuje Mszy św. i nie uznaje, że Bóg w sakramencie pokuty odpuszcza grzechy. Wierzy, że gdzieś daleko jest jakiś Bóg, od święta nawet spojrzy w Jego stronę, ale nie chce, by wchodził On w jego codzienność. Tak zaczyna się budowanie własnej religii, wygodnej i niewymagającej. A praktykowanie to przede wszystkim życie wiarą na co dzień – modlitwa i przyjmowanie sakramentów. Ze chrztem i bierzmowaniem nie ma może zazwyczaj problemów. Najtrudniej jest z Eucharystią, a przecież to w niej Chrystus Pan daje nam Swoje Ciało na pokarm, aby umocnić nas i naszą wiarę. Przyjmowanie sakramentów można porównać do duchowego oddychania. Rezygnując z tego, narażamy się na zachwianie, a nawet utratę wiary.

 

Nie chowaj wiary pod korcem

Wielu współczesnych ludzi uważa, że wiara jest czymś prywatnym, z czym nie należy się obnosić. Jest to postawa bardzo zła, bowiem inni ludzie powinni widzieć naszą wiarę i praktykowanie jej, inaczej będzie to oszukiwaniem Boga i samego siebie. Dlatego też świadectwo wiary jest obowiązkiem każdego chrześcijanina – każdego katolika. Z tym też łączy się obowiązek głoszenia Słowa Bożego – słowem i konkretnymi uczynkami. Pan Jezus powiedział po zmartwychwstaniu: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony (Mk 16,15). Jednocześnie przypomniał, że wiara jest konieczna do zbawienia.

 

Pielęgnuj swą wiarę

Chciałbym zachęcić każdego, kto czyta te słowa, aby zatroszczył się o swoją wiarę. Łatwo jest o niej  mówić, ale trudniej o nią w sobie samym powalczyć. A o wiarę tak jak i o pokarm doczesny musimy się troszczyć każdego dnia: przez modlitwę, sakramenty święte – w szczególności przez Eucharystię, a także przez czytanie Pisma Świętego. Ks. Tadeusz Dajczer w swej książce napisał, że jest to Księga pełna obecności Boga. Czytając Jego słowa, spotykamy się z Nim, poznajemy Go, uczymy się jak wierzyć i jak żyć wiarą. Ludzie świeccy nie powinni się też bać ani wstydzić rozmowy z księżmi, którzy mimo iż żyją w celibacie, wiedzą o życiu bardzo dużo, a poza tym mają rozległą wiedzę teologiczną, której brak przeciętnemu człowiekowi. Rzeczą bardzo obecnie niedocenianą są rekolekcje, zarówno parafialne w czasie przygotowań do Bożego Narodzenia i Wielkanocy, jak i te tzw. zamknięte, które – pomijając samą możliwość poznania wielu wspaniałych ludzi – dają doskonałą okazję do pogłębienia swojej wiary. Dla mnie osobiście takie rekolekcje są możliwością naprawdę dogłębnego formowania mojego życia duchowego. Wiarę trzeba zatem nieustannie rozwijać, nie można poprzestać na wierze małego dziecka otrzymanej na Chrzcie Świętym. Wiara musi się rozwijać i wzrastać równomiernie ze wzrostem i rozwojem organizmu i psychiki człowieka.

 

Pogłębianiu wiary służą też, jak już pisałem, sakramenty, a także modlitwa, szczera i prawdziwa.

 

Duchowe konkrety

Wyżej wspominałem o sensie wiary. Cóż więc konkretnie daje nam wiara? Ano daje nam ona pewność, że śmierć to nie koniec życia, a jedynie przejście do innej rzeczywistości, lepszej od tej ziemskiej. Jednocześnie daje nam pewność, że zawsze przy nas Ktoś jest (Bóg), dlatego nie jesteśmy sami. Na Pana Jezusa zawsze możemy liczyć, możemy się do Niego zwrócić, kiedy tylko czujemy taką potrzebę. On nigdy nie jest zajęty czy zmęczony. Mamy też wielu innych pośredników – orędowników, do których możemy się zwracać: Maryję oraz rzesze świętych i błogosławionych. Prawdę mówiąc, nie wyobrażam sobie swojego życia bez wiary i bez tego, co ona mi daje. Na zakończenie niech zabrzmią słowa samego Pana Jezusa i zamkną tę wypowiedź: Tak bowiem Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne (J 3,16).

 


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
100. jubileuszowy numer
Drodzy Przyjaciele,
Przymierze z Maryją – te dwa słowa będące tytułem pisma, którego 100. numer otrzymujecie właśnie do rąk, mogą być jednocześnie receptą na wszystkie problemy osobiste, problemy naszej Ojczyzny, świata i Kościoła.
Przymierze oznacza szczególną relację, związek, więź. Przywodzi ono na myśl historię Narodu Wybranego i tę szczególną więź, jaka łączyła go z Bogiem. Przede wszystkim kojarzy się jednak z Nowym Przymierzem, które zostało zawarte z Bogiem poprzez Ofiarę Jezusa Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie.


UWAGA!
Przymierze
z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE
 
Spotkanie z Maryją
Karol Wolniakowski

W dniach 5–8 maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy, której miałem zaszczyt być jednym z opiekunów. Były to wyjątkowe cztery dni wypełnione obecnością Matki Bożej.

 

Na pierwsze spotkanie z uczestnikami wyjazdu, które odbywało się na krakowskim Kazimierzu, poszedłem lekko stremowany, ponieważ pierwszy raz miałem wyjeżdżać za granicę jako opiekun grupy. Cała trema i niepewność zniknęły jednak dość szybko. Zobaczyłem pielgrzymów pełnych wigoru i zapału, niemogących się doczekać, by odwiedzić Maryję w Fatimie.

 

Pielgrzymka rozpoczęła się już o trzeciej rano, przejazdem na lotnisko w Balicach. Pomimo że dla większości z nas był to pierwszy lot samolotem, na twarzach pielgrzymów nie dało się zauważyć strachu. Wręcz przeciwnie. Wszyscy wiedzieli, że nie może przydarzyć się nam nic złego, ponieważ udajemy się do Matki, której zawierzyliśmy powodzenie naszej wyprawy.

 

Sama Portugalia przywitała nas pięknym słonecznym niebem, wraz z przyjemnie chłodzącymi, delikatnymi podmuchami wiatru. Nie mogliśmy z tego nie skorzystać i nasze odkrywanie kraju trojga fatimskich pastuszków rozpoczęło się zaraz po wylądowaniu w malowniczo ułożonej na brzegu oceanu Lizbonie, którą przejechaliśmy wzdłuż i wszerz. Po tej przejażdżce, wyruszyliśmy do Fatimy.

 

Po przyjeździe do hotelu nikt nie marnował czasu na długi odpoczynek. Jeszcze przed kolacją w zarezerwowanej dla nas kaplicy towarzyszący nam kapłan, ks. Przemysław Drąg, odprawił dla nas nabożeństwo, a późnym wieczorem udaliśmy się na plac przy Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, w miejsce gdzie 101 lat temu Maryja poleciła wybudować świątynię. Zebraliśmy się tam wraz z tysiącami wiernych, aby uczestniczyć we wspólnym Różańcu i procesji ze świecami.

W Fatimie nie było czasu na nudę. Pomimo bardzo napiętego terminarza, nikt nie narzekał na zmęczenie. Maryja dodawała sił nam wszystkim.

Nazajutrz, zaraz po porannej Mszy Świętej, zwiedziliśmy muzea fatimskie, by następnie odprawić Drogę Krzyżową w miejscu, gdzie pastuszkowie spotkali Anioła, który zapowiedział im Objawienia Matki Bożej. Oczywiście nie mogliśmy pominąć malowniczego miasteczka Aljustrel, gdzie urodzili się i wychowali św. Franciszek i św. Hiacynta Marto oraz ich kuzynka, Łucja dos Santos. To jednak nie był koniec pełnego wrażeń dnia. Zaraz po kolacji przenieśliśmy się na plac, gdzie rozpoczęliśmy palenie ponad 200 świec przesłanych przez polskie rodziny w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

 

Trzeci dzień naszej pielgrzymki przeznaczony został na zwiedzanie. Po Mszy Świętej wyruszyliśmy do urokliwej miejscowości Batalha, gdzie podziwialiśmy klasztor Matki Bożej Zwycięskiej, postawiony jako wotum wdzięczności króla Jana I za zwycięstwo w bitwie pod Aljubarrotą, które przyniosło Portugalii niepodległość. Monumentalne wnętrze wapiennej budowli, będące perłą manuelińskiego stylu gotyckiego, każdego z nas wprawiło w zachwyt.

 

Niemniej podniosłe uczucia towarzyszyły nam w opactwie cystersów Santa Maria de Alcobaça, podobnie jak Batalha wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzień zwiedzania zakończyliśmy w Nazaré, gdzie z tarasu widokowego zobaczyliśmy wspaniałą panoramę wybrzeża Oceanu Atlantyckiego.

 

Czwarty i zarazem ostatni dzień upłynął nam na podróży do Krakowa. Choć nasza przygoda z Fatimą dobiegła końca, każdy z uczestników mógł czuć się w pełni usatysfakcjonowany. Wyruszyliśmy do Portugalii pełni nadziei i oczekiwania na spotkanie z Maryją, wróciliśmy szczęśliwi i wypełnieni Matczyną miłością.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Na wstępie pragnę wyrazić moją wdzięczność za przysyłane mi materiały… Jako Apostoł Fatimy staram się codziennie szczerze modlić. Staram się też dawać świadectwo choćby w rozmowach z ludźmi, których spotykam na swej drodze, a szczególnie z młodzieżą gimnazjalną, z którą mam styczność. Odpowiadając na ich różnorakie problemy, przytaczam im przykład Objawień Matki Bożej w Fatimie i postawę pastuszków, którzy mimo młodego wieku, tyle wycierpieli, a jednak nigdy nie zapomnieli o modlitwie i rozważaniu Różańca. Co więcej, odmawiali sobie przyjemności, podejmując wiele wyrzeczeń, do których nie byłby zdolny niejeden dorosły.

 

Ja też – ze Zbawicielem – niosę swój krzyż, którym jest choroba mojego syna, Marcina. W wieku 28 lat zachorował na schizofrenię. Ktoś, kto ma lub miał wśród najbliższych kogoś z tą chorobą, potrafi w pełni zrozumieć mój ból, zwłaszcza, że syn mając już 37 lat nadal uważa się za zdrowego i nie chce się leczyć. Od skończenia studiów nie jest w stanie podjąć pracy. Każda moja próba namówienia go na to, by starał się o rentę, bardzo go irytuje. Pozostaje mi jedynie modlitwa w jego intencji i w niej pokładam nadzieję. Syn już raz doznał łaski uzdrowienia – został uleczony z reumatoidalnego zapalenia stawów. Stało się to podczas wizyty Jana Pawła II w Siedlcach w 1999 roku. Syn przebywał wówczas w tutejszym szpitalu na oddziale ortopedycznym. Nam wtedy było dane być bliżej papieża i gorąco modliliśmy się o zdrowie dla syna. Od tego czasu po chorobie nie ma śladu. Nieustannie przypominam synowi to zdarzenie. Wierzę, że Bóg go nie opuści. Jak każda matka chciałabym, aby syn znalazł swą drogę życiową, abym mogła spokojna odejść do Pana. Proszę o modlitwę do Matki Najświętszej w intencji Marcina, licząc na to, że Najlepsza Matka rozumie ból matki. Pan Jezus powiedział przecież: „Proście, a będzie Wam dane”…

 

Pozdrawiam Was serdecznie i modlę się o błogosławieństwo Boże dla całego Apostolatu Fatimy.

Elżbieta z Siedlec

 

 

Droga Redakcjo!

 

Dziękuję serdecznie za przesyłanie tak wartościowej literatury jaką jest „Przymierze z Maryją”. Treści w nim zawarte i problemy tam poruszane stanowią dla mnie oraz moich sąsiadów rzetelną informację na tematy związane z Kościołem w Polsce i na świecie. Obecnie sytuacja moja i mojej rodziny nie jest łatwa, lecz polecam nas wszystkich Opatrzności Bożej. Polecam również Bogu Jedynemu Wasze dzieło i Waszą pracę. Jeszcze raz dziękuję za wszystko i pozdrawiam serdecznie. Szczęść Boże!

Edward z Częstochowy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Dziękuję z całego serca za modlitewne wsparcie. Głęboko wierzę, że Fatimska Pani ma mnie i moją rodzinę w Swojej opiece. Przekonałam się o tym, gdy przyszło się nam zmierzyć z chorobą nowotworową męża. W lutym 2015 roku przeszedł trudną, trwającą 13 godzin, operację. Usunięto mu guza dna jamy ustnej i języka. Wszyscy mówili, że nie będzie mówił, że będzie miał problemy z połykaniem. Wszystko to było bardzo przerażające. Kiedy zobaczyłam go po operacji, byłam pełna wątpliwości. Wtedy chciałam być tylko sama, daleko od ludzi. W pewnej chwili powiedziałam sobie: „przecież on żyje, a ty musisz zrobić wszystko, żeby wyzdrowiał”. Wtedy zawierzyłam go Bogu Miłosiernemu i Matce Bożej. Cały czas jednak czułam lęk o jego życie i miałam wątpliwości, czy sobie z tym wszystkim poradzę. Wtedy otrzymałam od mojej siostry Nowennę Pompejańską. Już pierwszego dnia modlitwy zaczęłam odzyskiwać spokój wewnętrzny i głęboko wierzyłam, że mój mąż zostanie uzdrowiony. Z dnia na dzień ten spokój się pogłębiał, a ja zaczęłam poświęcać coraz więcej czasu na modlitwę. Każdego dnia odmawiam Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz inne modlitwy. Te około 1,5 godziny dziennie, które na to przeznaczam, pozwala mi się wyciszyć i jest moją siłą do działania. Czuję, że z Bogiem mogę wszystko. Mam w sobie tyle siły i wierzę, że wystarczy mi jej na długo. Wiem, że to wszystko stało się i dzieje się za przyczyną Miłosiernego Jezusa i Najświętszej Maryi Panny. Modlitwa różańcowa jest moim oparciem i błogosławieństwem na każdy dzień.

Serdecznie pozdrawiam

Elżbieta ze Zduńskiej Woli

 

 

Szanowny Panie Redaktorze!

 

Dopiero od niedawna otrzymuję pismo „Przymierze z Maryją” i przyznam, że zaskoczyła mnie informacja o jego tak długim stażu. Szczerze gratuluję tego Jubileuszu, będącego efektem wytrwałej pracy, a przede wszystkim wiary w sens tego posłannictwa.

Jako siedemdziesięciolatek, śledzący nie od dziś wydawnictwa religijne, jestem pod wrażeniem poziomu pisma, podejmowanych tematów i wnikliwości autorów w ich przedstawianiu. Oczywiście – moim zdaniem – istnieją także punkty słabsze albo wywołujące kontrowersje, ale to poniekąd naturalne. (…)

Raz jeszcze gratuluję i – wyrażając szczere uznanie dla pracy Autorów i Wydawcy – życzę owocnej apostolskiej siejby. Szczęść Boże!

Z uszanowaniem

Jerzy z Rybnika

Kochani moi!

 

Dziękuję Bogu za to, że Wasz Instytut istnieje, rozwija się i tak pięknie pracuje dla większej chwały Bożej. Przed laty zachorowałam na nowotwór narządów rodnych. Podjęłam ten krzyż i zwróciłam się o pomoc do Boga z wielkim zaufaniem, aby dodał mi sił. Wszystkie moje cierpienia każdego dnia łączyłam z nieskończonymi zasługami Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa, i ofiarowywałam je za nawrócenie grzeszników, za wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące, za zbawienie dusz. I to czynię do dzisiaj. Bóg w Swej hojności udzielił mi o wiele więcej łask, niż prosiłam. Pół roku później byłam już po leczeniu. Cały czas czułam pomoc Bożą i opiekę najlepszej z matek, Maryi. Bóg uzdrowił mnie całkowicie. Wróciłam do pracy – jestem pielęgniarką na oddziale wewnętrznym. Jest mi ciężko, bo sił fizycznych mam mniej niż przed chorobą, ale czuję pomoc Trójcy Świętej i Maryi. W moim życiu Bóg jest na pierwszym miejscu i Jego wola jest w pierwszej kolejności do wypełnienia. Chcę każdemu mówić, że jarzmo Boga jest słodkie, a brzemię lekkie, jeśli wszystko odda się Jemu.

 

Pozdrawiam Was, którzy z miłości do Maryi i Jej Syna podejmujecie tak wspaniałe dzieło. Niech Królestwo Jezusa Chrystusa rozszerza się na serca, które jeszcze Go nie znają. Szczęść Boże!

Maria