Stare opowieści
 
Święty żartowniś
Agnieszka Stelmach

Świętość mimowolnie kojarzy się z powagą. Ale zauważmy, że w życiu Kościoła było wiele wspaniałych postaci zarówno spokojnych, jak i bardziej temperamentnych. Wszystkie łączyła miłość do Pana Boga i gorliwość o zbawienie dusz. Każdy święty miał własny pomysł, jak to zrealizować w praktyce. Przyjrzyjmy się więc św. Filipowi Nereuszowi, jednemu z najradośniejszych świętych – jeśli tak można powiedzieć – który wybrał niepowtarzalną metodę prowadzenia ludzi ku Bogu.

Filip Nereusz urodził się w 1515 roku we Florencji w niezbyt zamożnej rodzinie notariusza jako jedno z czworga dzieci. Matka zmarła, gdy był mały. Nazywano go „małym poczciwym Filipem”, bo był chłopcem obowiązkowym, wesołym i posłusznym. Dzięki temu szybko zjednywał sobie przyjaciół.
W wieku osiemnastu lat został wysłany do San Germano, gdzie miał pracować u zamożnego krewnego. Spodziewano się, że odziedziczy po nim majątek i zajmie się interesami. Ale chłopak nie miał talentu do zarabiania pieniędzy.

objawienia fatimskie Wkrótce po przybyciu, Filip doznał głębokiego duchowego wstrząsu i nawrócił się. Wyjechał więc do Rzymu bez konkretnego planu, całkowicie oddając się w opiekę Opatrzności Bożej. W końcu trafił pod dach florentczyka Galeotto Caccia. Ten zamożny celnik zaproponował mu schronienie na strychu w zamian za lekcje udzielane jego dwóm synom.

Młodziutki Filip przez prawie dwa lata żył jak odludek. Rano nauczał, po południu i w nocy modlił się na strychu, prowadząc przy tym żywot ascety. Raz dziennie zjadał posiłek – chleb i oliwki, popijając wodą.
Po tym okresie studiował filozofię i teologię na uniwersytecie Sapienza oraz w klasztorze św. Augustyna. Potem, poruszony wewnętrznym impulsem, zarzucił naukę, sprzedał prawie wszystkie książki i rozpoczął misję nawracania mieszkańców Rzymu.

Świętość w bezbożnych czasach…


Filip Nereusz żył w czasach trudnych dla Kościoła. Odnosiło się wrażenie, że ludzie zapomnieli o Bogu. Kościół borykał się z poważnymi nadużyciami, a zauroczeni pogaństwem artyści, a także intelektualiści propagowali bezbożną kulturę, która zastępowała chrześcijańskie ideały. Wiele kościołów popadło w ruinę, bo kapłani całkowicie zaniedbywali swoje obowiązki.

Choć brzmi to paradoksalnie, właśnie wtedy – pomimo niesprzyjającej atmosfery – rodzili się wspaniali święci i to oni wykonali ogromną pracę na rzecz odzyskania dusz dla Boga. Jednym z nich był właśnie Filip Nereusz, który zachowując pogodę ducha, postanowił „zarazić” swoim religijnym zapałem innych.
objawienia fatimskie W tej epoce bałwochwalstwa i kultu ciała, Filip zaczął zbliżać się do ludzi w sposób najbardziej bezpośredni. Zaczepiał ich na placach i włączał się do dyskusji. Wykorzystywał każdą okazję, by móc rozpocząć rozmowę, a następnie doprowadzić swoich słuchaczy – poprzez pytania i sugestie – do zastanowienia się nad tym, czy nie warto jednak zmienić stylu życia na bardziej wartościowy.

Jego ciepło, życzliwość i żywe poczucie humoru szybko zjednywały mu słuchaczy. Niektórzy z nich zaczęli pomagać Filipowi, głosząc naukę chrześcijańską pośród żebraków i chorych w szpitalach. Nowy apostoł Rzymu swoją energię do pracy czerpał z częstej samotnej modlitwy w katakumbach.
W jednej z grot, położonej przy Via Appia doświadczył czegoś, co głęboko nim wstrząsnęło. Podczas modlitwy w wigilię Zesłania Ducha Świętego w 1544 roku, ukazała mu się kula ognia, która niejako przeniknęła przez usta do serca. Filip napełniony został tak wielką miłością Bożą, że upadł na ziemię, wykrzykując: Dosyć, dosyć, Panie! Nie zniosę więcej! Kiedy doszedł do siebie, odkrył obrzęk nad sercem, choć ani wtedy, ani później nie czuł bólu.

Gdzie trafią twoje plotki?

Filip założył bractwo ludzi świeckich, którzy spotykali się na rekolekcjach w kościele San Salvatore in Campo. Spopularyzował nabożeństwo czterdziestogodzinne i praktykę odwiedzania Siedmiu Kościołów w celu adoracji Najświętszego Sakramentu – pielgrzymowanie do nich przy akompaniamencie muzyki w radosnej atmosferze miało m.in. odciągnąć młodych od udziału w karnawale. Założył Bractwo Trójcy Świętej dla opieki nad pielgrzymami i przytułkami dla chorych. Tym samym doprowadził do budowy słynnego szpitala Świętej Trójcy. W końcu na wyraźne polecenie swego spowiednika został kapłanem i stał się jednym z najsłynniejszych spowiedników w swoich czasach.

Miał dar trafiania do najbardziej zagubionych dusz. Przychodzili do niego biedni i bardzo zamożni, książęta i kardynałowie. Widzieli w nim przede wszystkim człowieka Bożego.
Duchowny miał dar czytania w duszach grzeszników. Widział ich wszystkie przewinienia, zanim jeszcze zdążyli je wyjawić.

Gdy raz spowiadała się u niego pewna hrabina, która miała problem z plotkarstwem, Filip poradził jej, by udała się na targ, kupiła kurę i ją oskubała. Po powrocie kobieta miała usłyszeć dalszą część pokuty. Zaskoczona hrabina wróciła z oskubaną kurą. Wówczas spowiednik kazał jej pozbierać wszystkie pióra. Oburzona powiedziała:
– Ale, Ojcze! To niemożliwe. Nie wiadomo, gdzie one teraz są!
– No właśnie, tak samo jest z twoimi plotkami. Nie wiadomo, gdzie trafią.
Przyszły święty lubił też żartować z siebie, a atmosferę rozładowywał dowcipnymi uwagami.

Smutek jest największym sprzymierzeńcem szatana

Czym zjednywał sobie rzesze ludzi? Humorem, radosnym usposobieniem, dystansem do siebie, pobożnością, mądrością i niekiedy … dziwnym zachowaniem.
Boży człowiek nigdy nie tracił pogody ducha, bo jak sam mawiał: Radosny duch łatwiej niż melancholijny osiąga chrześcijańską doskonałość, a smutek jest największym sprzymierzeńcem szatana, bo tą drogą, która wiedzie naprawdę do Nieba, jest radość. Diabeł ucieka przed prawdziwą radością. Mówił też: Radość umacnia serca i pomaga wytrwać w dobru. Jest drogą do doskonałości – najkrótszą i najpewniejszą. (…) Im więcej w nas radości, tym bliżej nam do świętości. Albo: Humor jest rzeczą zbyt ważną, by go traktować niepoważnie.
By zwalczać miłość własną, często się upokarzał i podobnie kazał postępować innym. Czasami dziwnie się ubierał, a podczas rozmowy potrafił niespodziewanie dać kuksańca albo zdzielić rozmówcę po głowie, żartując przy tym, że wypędza szatana.

Mimo dziwacznych zachowań biedni i możni zabiegali o spotkanie z nim. Przyjmował zaproszenia na wesela, codziennie spotykał się z każdym, kto tego sobie życzył. Twierdził nawet, że najbardziej pobożni są ci, którzy przychodzą do niego w nocy. Jego pokój nazywany był „Domem Chrześcijańskiej Radości”.

GDZIE NIE MA POKORY, NIE MOŻE BYĆ CUDÓW


Pokora była najważniejszą cnotą, którą Filip próbował zaszczepić innym. Niektóre z jego lekcji pokory wydawały się okrutne, choć częściej były zabawne. Pewnego razu odwiedziła go grupa polskich szlachciców. Bardzo się zdziwili, że świątobliwy człowiek siedział i słuchał anegdot czytanych przez innego mężczyznę. Filip wyjaśnił przybyłym arystokratom, że to jest jego „lektura duchowa”.

Innym razem papież zlecił mu zbadanie sprawy domniemanych cudów, jakich miała dokonywać pewna zakonnica, o czym krążyły plotki. Po długiej podróży Filip dotarł wreszcie do odległego klasztoru i poprosił o widzenie z siostrą zakonną. Kiedy weszła do izby, ściągnął swe zabłocone buty i poprosił, by je wyczyściła. Ta fuknęła wyniośle, obróciła się na pięcie i wyszła. Św. Filip założył buty i wrócił do Rzymu zdać sprawę Ojcu Świętemu. – Niech Wasza Świątobliwość nie wierzy tym plotkom – powiedział. – Gdzie nie ma pokory, nie może być cudów.

Lekcje pokory Filipa przynosiły wiele korzyści. Pewien brat Cesare Baroniusz, chciał mówić na spotkaniach w oratorium na temat piekła i kary wiecznej. Filip nakazał – zamiast tego – mówić o historii Kościoła. Pod koniec życia Baroniusza opublikowano jego wykłady wygłaszane przez 27 lat, które obecnie są powszechnie chwalonym dziełem nt. historii Kościoła – Roczne dzieje kościelne, 1603, a zostały przetłumaczone na język polski przez ks. Piotra Skargę.

Choć Filip lubił żartować, w jednym pozostawał niezwykle poważny – w sprawie modlitwy. Gdy więc go pytano, jak się modlić, radził, by być pokornym i posłusznym, a Duch Święty nauczy reszty. Msza celebrowana przez niego trwała co najmniej dwie godziny. Obcował sam na sam z Panem Jezusem. Mawiał, że już sama miłość do Boga powinna powstrzymywać ludzi przed uleganiem jakiejkolwiek pożądliwości.
Filip był mistykiem najwyższego rzędu, człowiekiem ekstaz i wizji. Na wezwanie Miłości porzucał radość, jaką czerpał z modlitwy i zamiast tego szukał Boga wśród bliźnich potrzebujących pomocy. Całe jego życie było kontemplacją Pana poprzez aktywne działanie.

Mimo nowoczesnych metod ewangelizacyjnych Neri wiernie trzymał się nauczania Kościoła. Jako uważny obserwator rzeczywistości uznał jednak, że nadeszły czasy, kiedy zamiast surowości religijnej ludziom trzeba dać więcej ciepła i stworzyć serdeczną atmosferę. Dlatego też założone przez niego zgromadzenie bardziej przypominało stowarzyszenie niż klasztor starego typu. Reguły zatwierdzone później przez Pawła V były dość luźne. Członkowie oratorium żyli razem, ale każdy płacił sam za swoje wydatki. Oratorianie nie musieli wyzbywać się majątków ani składać ślubów wieczystych. Nereuszowi zależało na tym, aby członkowie Kongregacji przyjęli święte wzory i „zarażali” swoim sposobem życia innych, z którymi spotykali się w różnych środowiskach.

 

Święty radził dzieciom, by były radosne, ponieważ ponure twarze nie pasują do radości domu niebiańskiego. Wszystkim zalecał umartwianie się w rzeczach małych, aby móc łatwiej umartwiać się w rzeczach wielkich. Wyjaśnił, że dopóki jesteśmy pielgrzymami na tej ziemi wygnania, naszej radości przeciwstawia się grzech – kto jest niewolnikiem grzechu, nie może nawet jej powąchać; przeciwstawia się jej przede wszystkim ambicja; jej wrogiem są zmysły oraz próżność i obmowa. Zawsze podkreślał, że powinniśmy Bogu być wdzięczni za to, iż często wystawia naszą pokorę i cierpliwość na próbę. Bez wykształcenia tych cnót nie ma mowy o radości niebiańskiej. Mówił też, że można zgrzeszyć i nosem, kiedy się go wtyka w sprawy innych ludzi.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza a Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
100. jubileuszowy numer
Drodzy Przyjaciele,
Przymierze z Maryją – te dwa słowa będące tytułem pisma, którego 100. numer otrzymujecie właśnie do rąk, mogą być jednocześnie receptą na wszystkie problemy osobiste, problemy naszej Ojczyzny, świata i Kościoła.
Przymierze oznacza szczególną relację, związek, więź. Przywodzi ono na myśl historię Narodu Wybranego i tę szczególną więź, jaka łączyła go z Bogiem. Przede wszystkim kojarzy się jednak z Nowym Przymierzem, które zostało zawarte z Bogiem poprzez Ofiarę Jezusa Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie.


UWAGA!
Przymierze
z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE
 
Spotkanie z Maryją
Karol Wolniakowski

W dniach 5–8 maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy, której miałem zaszczyt być jednym z opiekunów. Były to wyjątkowe cztery dni wypełnione obecnością Matki Bożej.

 

Na pierwsze spotkanie z uczestnikami wyjazdu, które odbywało się na krakowskim Kazimierzu, poszedłem lekko stremowany, ponieważ pierwszy raz miałem wyjeżdżać za granicę jako opiekun grupy. Cała trema i niepewność zniknęły jednak dość szybko. Zobaczyłem pielgrzymów pełnych wigoru i zapału, niemogących się doczekać, by odwiedzić Maryję w Fatimie.

 

Pielgrzymka rozpoczęła się już o trzeciej rano, przejazdem na lotnisko w Balicach. Pomimo że dla większości z nas był to pierwszy lot samolotem, na twarzach pielgrzymów nie dało się zauważyć strachu. Wręcz przeciwnie. Wszyscy wiedzieli, że nie może przydarzyć się nam nic złego, ponieważ udajemy się do Matki, której zawierzyliśmy powodzenie naszej wyprawy.

 

Sama Portugalia przywitała nas pięknym słonecznym niebem, wraz z przyjemnie chłodzącymi, delikatnymi podmuchami wiatru. Nie mogliśmy z tego nie skorzystać i nasze odkrywanie kraju trojga fatimskich pastuszków rozpoczęło się zaraz po wylądowaniu w malowniczo ułożonej na brzegu oceanu Lizbonie, którą przejechaliśmy wzdłuż i wszerz. Po tej przejażdżce, wyruszyliśmy do Fatimy.

 

Po przyjeździe do hotelu nikt nie marnował czasu na długi odpoczynek. Jeszcze przed kolacją w zarezerwowanej dla nas kaplicy towarzyszący nam kapłan, ks. Przemysław Drąg, odprawił dla nas nabożeństwo, a późnym wieczorem udaliśmy się na plac przy Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, w miejsce gdzie 101 lat temu Maryja poleciła wybudować świątynię. Zebraliśmy się tam wraz z tysiącami wiernych, aby uczestniczyć we wspólnym Różańcu i procesji ze świecami.

W Fatimie nie było czasu na nudę. Pomimo bardzo napiętego terminarza, nikt nie narzekał na zmęczenie. Maryja dodawała sił nam wszystkim.

Nazajutrz, zaraz po porannej Mszy Świętej, zwiedziliśmy muzea fatimskie, by następnie odprawić Drogę Krzyżową w miejscu, gdzie pastuszkowie spotkali Anioła, który zapowiedział im Objawienia Matki Bożej. Oczywiście nie mogliśmy pominąć malowniczego miasteczka Aljustrel, gdzie urodzili się i wychowali św. Franciszek i św. Hiacynta Marto oraz ich kuzynka, Łucja dos Santos. To jednak nie był koniec pełnego wrażeń dnia. Zaraz po kolacji przenieśliśmy się na plac, gdzie rozpoczęliśmy palenie ponad 200 świec przesłanych przez polskie rodziny w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

 

Trzeci dzień naszej pielgrzymki przeznaczony został na zwiedzanie. Po Mszy Świętej wyruszyliśmy do urokliwej miejscowości Batalha, gdzie podziwialiśmy klasztor Matki Bożej Zwycięskiej, postawiony jako wotum wdzięczności króla Jana I za zwycięstwo w bitwie pod Aljubarrotą, które przyniosło Portugalii niepodległość. Monumentalne wnętrze wapiennej budowli, będące perłą manuelińskiego stylu gotyckiego, każdego z nas wprawiło w zachwyt.

 

Niemniej podniosłe uczucia towarzyszyły nam w opactwie cystersów Santa Maria de Alcobaça, podobnie jak Batalha wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzień zwiedzania zakończyliśmy w Nazaré, gdzie z tarasu widokowego zobaczyliśmy wspaniałą panoramę wybrzeża Oceanu Atlantyckiego.

 

Czwarty i zarazem ostatni dzień upłynął nam na podróży do Krakowa. Choć nasza przygoda z Fatimą dobiegła końca, każdy z uczestników mógł czuć się w pełni usatysfakcjonowany. Wyruszyliśmy do Portugalii pełni nadziei i oczekiwania na spotkanie z Maryją, wróciliśmy szczęśliwi i wypełnieni Matczyną miłością.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Na wstępie pragnę wyrazić moją wdzięczność za przysyłane mi materiały… Jako Apostoł Fatimy staram się codziennie szczerze modlić. Staram się też dawać świadectwo choćby w rozmowach z ludźmi, których spotykam na swej drodze, a szczególnie z młodzieżą gimnazjalną, z którą mam styczność. Odpowiadając na ich różnorakie problemy, przytaczam im przykład Objawień Matki Bożej w Fatimie i postawę pastuszków, którzy mimo młodego wieku, tyle wycierpieli, a jednak nigdy nie zapomnieli o modlitwie i rozważaniu Różańca. Co więcej, odmawiali sobie przyjemności, podejmując wiele wyrzeczeń, do których nie byłby zdolny niejeden dorosły.

 

Ja też – ze Zbawicielem – niosę swój krzyż, którym jest choroba mojego syna, Marcina. W wieku 28 lat zachorował na schizofrenię. Ktoś, kto ma lub miał wśród najbliższych kogoś z tą chorobą, potrafi w pełni zrozumieć mój ból, zwłaszcza, że syn mając już 37 lat nadal uważa się za zdrowego i nie chce się leczyć. Od skończenia studiów nie jest w stanie podjąć pracy. Każda moja próba namówienia go na to, by starał się o rentę, bardzo go irytuje. Pozostaje mi jedynie modlitwa w jego intencji i w niej pokładam nadzieję. Syn już raz doznał łaski uzdrowienia – został uleczony z reumatoidalnego zapalenia stawów. Stało się to podczas wizyty Jana Pawła II w Siedlcach w 1999 roku. Syn przebywał wówczas w tutejszym szpitalu na oddziale ortopedycznym. Nam wtedy było dane być bliżej papieża i gorąco modliliśmy się o zdrowie dla syna. Od tego czasu po chorobie nie ma śladu. Nieustannie przypominam synowi to zdarzenie. Wierzę, że Bóg go nie opuści. Jak każda matka chciałabym, aby syn znalazł swą drogę życiową, abym mogła spokojna odejść do Pana. Proszę o modlitwę do Matki Najświętszej w intencji Marcina, licząc na to, że Najlepsza Matka rozumie ból matki. Pan Jezus powiedział przecież: „Proście, a będzie Wam dane”…

 

Pozdrawiam Was serdecznie i modlę się o błogosławieństwo Boże dla całego Apostolatu Fatimy.

Elżbieta z Siedlec

 

 

Droga Redakcjo!

 

Dziękuję serdecznie za przesyłanie tak wartościowej literatury jaką jest „Przymierze z Maryją”. Treści w nim zawarte i problemy tam poruszane stanowią dla mnie oraz moich sąsiadów rzetelną informację na tematy związane z Kościołem w Polsce i na świecie. Obecnie sytuacja moja i mojej rodziny nie jest łatwa, lecz polecam nas wszystkich Opatrzności Bożej. Polecam również Bogu Jedynemu Wasze dzieło i Waszą pracę. Jeszcze raz dziękuję za wszystko i pozdrawiam serdecznie. Szczęść Boże!

Edward z Częstochowy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Dziękuję z całego serca za modlitewne wsparcie. Głęboko wierzę, że Fatimska Pani ma mnie i moją rodzinę w Swojej opiece. Przekonałam się o tym, gdy przyszło się nam zmierzyć z chorobą nowotworową męża. W lutym 2015 roku przeszedł trudną, trwającą 13 godzin, operację. Usunięto mu guza dna jamy ustnej i języka. Wszyscy mówili, że nie będzie mówił, że będzie miał problemy z połykaniem. Wszystko to było bardzo przerażające. Kiedy zobaczyłam go po operacji, byłam pełna wątpliwości. Wtedy chciałam być tylko sama, daleko od ludzi. W pewnej chwili powiedziałam sobie: „przecież on żyje, a ty musisz zrobić wszystko, żeby wyzdrowiał”. Wtedy zawierzyłam go Bogu Miłosiernemu i Matce Bożej. Cały czas jednak czułam lęk o jego życie i miałam wątpliwości, czy sobie z tym wszystkim poradzę. Wtedy otrzymałam od mojej siostry Nowennę Pompejańską. Już pierwszego dnia modlitwy zaczęłam odzyskiwać spokój wewnętrzny i głęboko wierzyłam, że mój mąż zostanie uzdrowiony. Z dnia na dzień ten spokój się pogłębiał, a ja zaczęłam poświęcać coraz więcej czasu na modlitwę. Każdego dnia odmawiam Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz inne modlitwy. Te około 1,5 godziny dziennie, które na to przeznaczam, pozwala mi się wyciszyć i jest moją siłą do działania. Czuję, że z Bogiem mogę wszystko. Mam w sobie tyle siły i wierzę, że wystarczy mi jej na długo. Wiem, że to wszystko stało się i dzieje się za przyczyną Miłosiernego Jezusa i Najświętszej Maryi Panny. Modlitwa różańcowa jest moim oparciem i błogosławieństwem na każdy dzień.

Serdecznie pozdrawiam

Elżbieta ze Zduńskiej Woli

 

 

Szanowny Panie Redaktorze!

 

Dopiero od niedawna otrzymuję pismo „Przymierze z Maryją” i przyznam, że zaskoczyła mnie informacja o jego tak długim stażu. Szczerze gratuluję tego Jubileuszu, będącego efektem wytrwałej pracy, a przede wszystkim wiary w sens tego posłannictwa.

Jako siedemdziesięciolatek, śledzący nie od dziś wydawnictwa religijne, jestem pod wrażeniem poziomu pisma, podejmowanych tematów i wnikliwości autorów w ich przedstawianiu. Oczywiście – moim zdaniem – istnieją także punkty słabsze albo wywołujące kontrowersje, ale to poniekąd naturalne. (…)

Raz jeszcze gratuluję i – wyrażając szczere uznanie dla pracy Autorów i Wydawcy – życzę owocnej apostolskiej siejby. Szczęść Boże!

Z uszanowaniem

Jerzy z Rybnika

Kochani moi!

 

Dziękuję Bogu za to, że Wasz Instytut istnieje, rozwija się i tak pięknie pracuje dla większej chwały Bożej. Przed laty zachorowałam na nowotwór narządów rodnych. Podjęłam ten krzyż i zwróciłam się o pomoc do Boga z wielkim zaufaniem, aby dodał mi sił. Wszystkie moje cierpienia każdego dnia łączyłam z nieskończonymi zasługami Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa, i ofiarowywałam je za nawrócenie grzeszników, za wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące, za zbawienie dusz. I to czynię do dzisiaj. Bóg w Swej hojności udzielił mi o wiele więcej łask, niż prosiłam. Pół roku później byłam już po leczeniu. Cały czas czułam pomoc Bożą i opiekę najlepszej z matek, Maryi. Bóg uzdrowił mnie całkowicie. Wróciłam do pracy – jestem pielęgniarką na oddziale wewnętrznym. Jest mi ciężko, bo sił fizycznych mam mniej niż przed chorobą, ale czuję pomoc Trójcy Świętej i Maryi. W moim życiu Bóg jest na pierwszym miejscu i Jego wola jest w pierwszej kolejności do wypełnienia. Chcę każdemu mówić, że jarzmo Boga jest słodkie, a brzemię lekkie, jeśli wszystko odda się Jemu.

 

Pozdrawiam Was, którzy z miłości do Maryi i Jej Syna podejmujecie tak wspaniałe dzieło. Niech Królestwo Jezusa Chrystusa rozszerza się na serca, które jeszcze Go nie znają. Szczęść Boże!

Maria