Cudowne wydarzenia
 
Niezwykłe nawrócenie Muhammada
Agnieszka Stelmach


Chociaż coraz częściej słyszy się głosy, że „religia ludziom jest już niepotrzebna”, to jednak baczna obserwacja wydarzeń skłania nas do utwierdzenia się w przekonaniu, że zwłaszcza dzisiaj wiara jest potrzebna i sam Bóg daje nam znaki, świadczące o Jego obecności oraz trosce o człowieka. Oto historia cudownego nawrócenia muzułmanina z Iraku, Muhammada Moussaoui, które dokonało się dwadzieścia lat temu. Po konwersji na wiarę Chrystusową Moussaoui przybrał imię Joseph Fadelle.

Muzułmanin z ważnej rodziny

Muhammad Moussaoui należał do jednego z najważniejszych rodów szyickich w Iraku. Jego powszechnie szanowany ojciec pełnił funkcję sędziego rozstrzygającego spory między członkami klanu.

W 1987 roku Muhammad został wcielony do armii irackiej i brał udział w wojnie z sąsiednim Iranem. Miał wtedy 23 lata i był kawalerem.

Wysłany do garnizonu na granicy z Iranem, zamieszkał w jednym pomieszczeniu z pewnym chrześcijaninem. Był oburzony z powodu zniewagi, jakiej doznał jako muzułmanin, którego rodzina wywodziła swoje korzenie od proroka Mahometa, założyciela islamu.

Czy znasz Koran?

Chrześcijański towarzysz Massoud był starszy od niego. Przywitał go z życzliwością. Powoli uprzedzenia Muhammada zaczęły znikać. Myślał nawet, by nawrócić swojego kolegę na islam.

Pewnego dnia, pod nieobecność Massouda, zaczął przeglądać jego książki. Z wielkim zainteresowaniem wziął się do czytania pracy zatytułowanej Cuda Jezusa. Nie wiedział, kim jest Jezus, którego w Koranie nazywano „Isa”. Lektura niezwykle go wciągnęła.

Po powrocie Massouda zapytał go, czy chrześcijanie również mają swoją świętą księgę, taką jak Koran. Chrześcijanin potwierdził. Powiedział, że mają Biblię. Muhammad poprosił go, by mu ją pożyczył. Chciał bowiem znaleźć w niej stwierdzenia, które posłużyłyby do obalenia wiary w Jezusa Chrystusa.

Zdziwił się, kiedy Massoud odmówił pokazania chrześcijańskiej księgi. W jeszcze większe zdumienie wprawiło go pytanie, jakie zadał mu kolega: – Czy czytałeś Koran? Muhammad potwierdził, bo przecież każdy muzułmanin ma taki obowiązek. Massoud nie dawał za wygraną. Zadał kolejne bardzo kłopotliwe pytanie: – Czy rozumiesz znaczenie każdego słowa, każdego wersu?

Jak relacjonuje w swojej autobiografii nawrócony Muhammad (czyli Joseph Fadelle), to pytanie było jak ognista strzała, która przeszyła mój umysł. W islamie bowiem nie jest istotne zrozumienie Koranu, ale jedynie jego przeczytanie.

Widząc zakłopotanie wyznawcy Mahometa, towarzysz broni zaproponował mu, żeby przeczytał Koran ponownie, ale tym razem starając się zrozumieć każde zdanie. Massoud obiecał, że wówczas pożyczy mu księgę chrześcijan.

Rozczarowanie Koranem i niezwykły sen

Joseph Fadelle przyjął propozycję Massouda, co w efekcie całkowicie odmieniło jego życie. Rzeczywiście, gdy starał się zrozumieć sens tego, co zostało zapisane w Koranie, zdał sobie sprawę, że wiele wyrażeń było absurdalnych. Nawet konsultacje z islamskim duchownym na niewiele się zdały. Nie potrafił on rozwiać wielu jego wątpliwości. Fadelle był rozczarowany. To tak, jakby nagle przesłona opadła z oczu. Przekonał się wreszcie, czego naprawdę naucza Koran. Po zakończeniu czytania, doszedł do wniosku, że ta księga nie może mieć boskiego pochodzenia.

Wtedy też wydarzyło się coś, co niejako przygotowało grunt pod jego nawrócenie. Fadelle śnił, że znalazł się na łące, na brzegu strumyka i zobaczył po drugiej stronie niezwykle piękną postać. Próbował się do niej dostać, jednak usiłując przeskoczyć strumyk nagle zawisł w powietrzu. Wówczas tajemnicza postać wzięła go za rękę i rzekła do niego: – Aby przedostać się przez strumień, trzeba spożywać chleb życia. Potem Fadelle obudził się.

Nawrócenie. Jezus jest Chlebem Życia

Massoud tak jak obiecał, pożyczył Muhammadowi-Josephowi świętą księgę chrześcijan. Muzułmanin otworzył ją na chybił trafił na Ewangelii według św. Jana. Całkowicie pochłonięty jej czytaniem, doznał ogromnego ukojenia. W pewnym momencie głęboko go poruszyły tajemnicze słowa ze snu: „chleb życia”. Słowa Jezusa były jasne: Ja jestem Chlebem Życia. Kto do mnie przychodzi, nie będzie głodny. (Jan 6,35).

Fadelle wspominał później: – Wtedy coś niezwykłego dokonało się we mnie, jakby gwałtowna eksplozja, która wszystko niszczy, co spotyka na swojej drodze. Odczułem zadowolenie i ciepło... Jakby nagle jasne światło oświeciło moje życie w zupełnie nowy sposób i nadało mu sens. Miałem wrażenie, jakbym był pijany. Poczułem w moim sercu nieopisane uczucie siły i gorącą miłość do tego Jezusa Chrystusa, o którym mówiła Ewangelia!

Cena konwersji: śmierć

Nawrócenie było pełne, całkowite i trwałe. Fadelle chciał, aby Massoud pomógł mu stać się chrześcijaninem, ale spotkał się z odmową. Według islamskiego prawa, muzułmanin, który porzuca islam i staje się chrześcijaninem, powinien być zabity wraz z tymi, którzy doprowadzili do jego nawrócenia.

Massoud nauczył go jednak modlić się i zalecił mu czytanie Ewangelii. Niebawem, podczas gdy Fadelle przebywał na urlopie, Massoud został zwolniony z wojska. Obaj mężczyźni nigdy więcej się nie spotkali. Wkrótce także Fadelle wrócił do domu swoich rodziców.

Lata prób

Był to dla niego początek wielkiej udręki, która trwała przez wiele lat. Jak zalecił mu kolega z wojska, starał się ukryć swoją konwersję przed rodziną, unikając – pod różnymi pretekstami – udziału we wspólnych modlitwach muzułmańskich. Jednocześnie próbował zbliżyć się do chrześcijan, ale ci bali się go przyjąć do swoich świątyń, ponieważ go nie znali i obawiali się, że może na nich ściągnąć jeszcze większe prześladowania.

Fadelle potajemnie czytał Biblię, którą otrzymał od Massouda, rozważając szczegółowo przesłanie zawarte w Ewangeliach. W końcu udało mu się zaprzyjaźnić z pewnym chrześcijaninem, dzięki czemu mógł uczęszczać do kościoła. Na chrzest jednak musiał długo czekać.

Czas mijał. W 1992 roku ojciec wyszukał dla niego narzeczoną, z którą miał się ożenić. Dziewczyna miała na imię Anwar. Była oczywiście muzułmanką i wywodziła się z tego samego środowiska społecznego.

Fadelle ożenił się z nią. Po roku na świat przyszedł ich pierwszy syn. Mężczyzna nadal potajemnie uczęszczał do kościoła, gdzie spotkał misjonarza, który zgodził się przygotować go do chrztu.

Zdarzyło się jednak wtedy coś nieoczekiwanego. Pewnego dnia, gdy wrócił ze Mszy Świętej, jego żona – która nie rozumiała, dokąd udaje się w każdą niedzielę – zapytała, czy spotyka się z inną kobietą. Zupełnie zaskoczony tym pytaniem, Fadelle niewiele się namyślając wyjawił, że jest chrześcijaninem i że w każdą niedzielę chodzi na mszę.

Nawrócenie żony

Żona zszokowana wiadomością, którą usłyszała, zamknęła się w swoim pokoju, a następnie – pod nieobecność męża – udała się wraz z synem do domu swej matki. Fadelle znalazł się w niebezpieczeństwie. Obawiał się, że Anwar rozpowie, iż jej mąż jest chrześcijaninem, za co mógł zostać skazany na śmierć. Jednak kobieta nikomu nic nie powiedziała i zgodziła się wrócić do domu. Co więcej, poprosiła nawet męża, by wyjaśnił jej, na czym polega chrześcijaństwo. Fadelle, naśladując kolegę z armii zaproponował jej, by ponownie przeczytała Koran i starała się zwrócić uwagę na znaczenie doktryny tam zawartej. Gdy Anwar to zrobiła, była zaskoczona, przekonawszy się, jak absurdalne sformułowania zawiera księga islamu. W szczególności irytował ją stosunek Koranu do kobiet. Następnie zapoznała się z Biblią i zaczęła wraz z mężem potajemnie uczęszczać na katechezę do misjonarza.

Groźby śmierci i uwięzienia


W 1997 roku miał miejsce epizod o fundamentalnym znaczeniu dla życia Fadelle’a. Rodzina w końcu zrozumiała, że coś jest nie tak. Nabrała podejrzeń. Pewnego razu, gdy para poszła do kościoła, bracia Fadelle’a przeszukali jego dom i znaleźli egzemplarz Biblii. Następnie zaczęli dopytywać o wszystko ich syna, który uczynił znak krzyża, jak nauczyli go rodzice. Następnego dnia o świcie Fadelle został wezwany do domu swoich rodziców na pilną rozmowę. Gdy wszedł do głównego pomieszczenia, natychmiast został pochwycony i pobity przez braci oraz wujków w obecności ojca. Ten ostatni, niezwykle wzburzony, oskarżył go o bycie chrześcijaninem, zaś matka krzyczała: Zabij go, a ciało wrzuć do kanału!

Fadelle przeżył, ale kuzyn doprowadził go do jednego z więzień politycznych Saddama Husajna, gdzie był torturowany. Joseph nie wyjawił jednak nazwiska chrześcijanina, który przyczynił się do jego konwersji. Poddawany przez trzy miesiące ciężkim torturom, stracił prawie połowę swojej wagi. W końcu został uwolniony.

Ucieczka z Iraku i chrzest

Wreszcie w kwietniu 2000 roku, po wielu perypetiach, Fadelle’owi z żoną i dwójką ich dzieci udało się zbiec do Jordanii, gdzie przyjęli upragniony chrzest. Muhammad otrzymał imię Jan (choć znany jest przede wszystkim jako Joseph), a żona – Maryam.

Zamach

Nie było im dane w spokoju praktykować swojej nowej religii. Po ucieczce z Iraku, rodzina nie dawała za wygraną. Zaczęła ich szukać i w końcu znalazła w Jordanii. W grudniu 2000 roku czwórka kuzynów wraz z wujkiem zwabiła Fadelle’a na pustynne miejsce, gdzie uznano go winnym apostazji i skazano na śmierć.

Tylko dzięki cudownemu zrządzeniu Opatrzności Fadelle uniknął śmierci. W momencie, gdy próbowano dokonać egzekucji, usłyszał wewnętrzny głos, nakazujący mu ucieczkę. Wystrzeliwane kule cudem go omijały. W końcu jedna z nich utkwiła w kostce. Fadelle runął na ziemię i stracił przytomność. Jego napastnicy uznali, że nie żyje. Szybko zbiegli z miejsca zdarzenia. Fadelle został zabrany do szpitala przez nieznajomego człowieka, a później był leczony w domu przez chrześcijańskich lekarzy. Jednak władze kościelne nakazały mu opuścić Jordanię, aby zminimalizować zagrożenie dla tamtejszej wspólnoty chrześcijańskiej. Fadelle znalazł schronienie we Francji, gdzie mieszka z rodziną do dziś.

Piękno sprawiedliwych dusz

To niezwykłe nawrócenie irackiego szyity i jego małżonki ukazuje nam, jak człowiek prawy, który był przywiązany do islamu, jedynie z powodu urodzenia i wychowania w tej wierze, został zauroczony katolicką nauką i nie zważając na nic, szukając prawdy, dokonał niezwykłego czynu. Zrezygnował z udogodnień, przywilejów, prestiżu, bogactwa i przyjął cierpienia oraz straszne prześladowania za wiarę w dobie, kiedy wielu śmie twierdzić, iż Bóg przestał już być ludziom potrzebny. Niech ta niezwykła historia skłoni nas do refleksji nad tym, co takiego niezwykłego jest w nauczaniu Chrystusa, że nawet dzisiaj chrześcijanie, prześladowani z powodu wiary, są skłonni oddawać za nią życie.

 

 

Na podst. Tfp.org i biografii Josepha Fadelle’a: Le Prix ŕ Payer, L’oeuvre Editions, Paris, 2010.


"Przymierze z Maryją" dociera regularnie do ponad 430 tysięcy osób. Dołącz do grona naszych Przyjaciół i zostań stałym czytelnikiem czasopisma.

NAJNOWSZE WYDANIE:
100. jubileuszowy numer
Drodzy Przyjaciele,
Przymierze z Maryją – te dwa słowa będące tytułem pisma, którego 100. numer otrzymujecie właśnie do rąk, mogą być jednocześnie receptą na wszystkie problemy osobiste, problemy naszej Ojczyzny, świata i Kościoła.
Przymierze oznacza szczególną relację, związek, więź. Przywodzi ono na myśl historię Narodu Wybranego i tę szczególną więź, jaka łączyła go z Bogiem. Przede wszystkim kojarzy się jednak z Nowym Przymierzem, które zostało zawarte z Bogiem poprzez Ofiarę Jezusa Chrystusa i Jego Zmartwychwstanie.


UWAGA!
Przymierze
z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE
 
Spotkanie z Maryją
Karol Wolniakowski

W dniach 5–8 maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy, której miałem zaszczyt być jednym z opiekunów. Były to wyjątkowe cztery dni wypełnione obecnością Matki Bożej.

 

Na pierwsze spotkanie z uczestnikami wyjazdu, które odbywało się na krakowskim Kazimierzu, poszedłem lekko stremowany, ponieważ pierwszy raz miałem wyjeżdżać za granicę jako opiekun grupy. Cała trema i niepewność zniknęły jednak dość szybko. Zobaczyłem pielgrzymów pełnych wigoru i zapału, niemogących się doczekać, by odwiedzić Maryję w Fatimie.

 

Pielgrzymka rozpoczęła się już o trzeciej rano, przejazdem na lotnisko w Balicach. Pomimo że dla większości z nas był to pierwszy lot samolotem, na twarzach pielgrzymów nie dało się zauważyć strachu. Wręcz przeciwnie. Wszyscy wiedzieli, że nie może przydarzyć się nam nic złego, ponieważ udajemy się do Matki, której zawierzyliśmy powodzenie naszej wyprawy.

 

Sama Portugalia przywitała nas pięknym słonecznym niebem, wraz z przyjemnie chłodzącymi, delikatnymi podmuchami wiatru. Nie mogliśmy z tego nie skorzystać i nasze odkrywanie kraju trojga fatimskich pastuszków rozpoczęło się zaraz po wylądowaniu w malowniczo ułożonej na brzegu oceanu Lizbonie, którą przejechaliśmy wzdłuż i wszerz. Po tej przejażdżce, wyruszyliśmy do Fatimy.

 

Po przyjeździe do hotelu nikt nie marnował czasu na długi odpoczynek. Jeszcze przed kolacją w zarezerwowanej dla nas kaplicy towarzyszący nam kapłan, ks. Przemysław Drąg, odprawił dla nas nabożeństwo, a późnym wieczorem udaliśmy się na plac przy Sanktuarium Matki Bożej Fatimskiej, w miejsce gdzie 101 lat temu Maryja poleciła wybudować świątynię. Zebraliśmy się tam wraz z tysiącami wiernych, aby uczestniczyć we wspólnym Różańcu i procesji ze świecami.

W Fatimie nie było czasu na nudę. Pomimo bardzo napiętego terminarza, nikt nie narzekał na zmęczenie. Maryja dodawała sił nam wszystkim.

Nazajutrz, zaraz po porannej Mszy Świętej, zwiedziliśmy muzea fatimskie, by następnie odprawić Drogę Krzyżową w miejscu, gdzie pastuszkowie spotkali Anioła, który zapowiedział im Objawienia Matki Bożej. Oczywiście nie mogliśmy pominąć malowniczego miasteczka Aljustrel, gdzie urodzili się i wychowali św. Franciszek i św. Hiacynta Marto oraz ich kuzynka, Łucja dos Santos. To jednak nie był koniec pełnego wrażeń dnia. Zaraz po kolacji przenieśliśmy się na plac, gdzie rozpoczęliśmy palenie ponad 200 świec przesłanych przez polskie rodziny w ramach akcji „Twoje światło w Fatimie”.

 

Trzeci dzień naszej pielgrzymki przeznaczony został na zwiedzanie. Po Mszy Świętej wyruszyliśmy do urokliwej miejscowości Batalha, gdzie podziwialiśmy klasztor Matki Bożej Zwycięskiej, postawiony jako wotum wdzięczności króla Jana I za zwycięstwo w bitwie pod Aljubarrotą, które przyniosło Portugalii niepodległość. Monumentalne wnętrze wapiennej budowli, będące perłą manuelińskiego stylu gotyckiego, każdego z nas wprawiło w zachwyt.

 

Niemniej podniosłe uczucia towarzyszyły nam w opactwie cystersów Santa Maria de Alcobaça, podobnie jak Batalha wpisanego na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Dzień zwiedzania zakończyliśmy w Nazaré, gdzie z tarasu widokowego zobaczyliśmy wspaniałą panoramę wybrzeża Oceanu Atlantyckiego.

 

Czwarty i zarazem ostatni dzień upłynął nam na podróży do Krakowa. Choć nasza przygoda z Fatimą dobiegła końca, każdy z uczestników mógł czuć się w pełni usatysfakcjonowany. Wyruszyliśmy do Portugalii pełni nadziei i oczekiwania na spotkanie z Maryją, wróciliśmy szczęśliwi i wypełnieni Matczyną miłością.


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Na wstępie pragnę wyrazić moją wdzięczność za przysyłane mi materiały… Jako Apostoł Fatimy staram się codziennie szczerze modlić. Staram się też dawać świadectwo choćby w rozmowach z ludźmi, których spotykam na swej drodze, a szczególnie z młodzieżą gimnazjalną, z którą mam styczność. Odpowiadając na ich różnorakie problemy, przytaczam im przykład Objawień Matki Bożej w Fatimie i postawę pastuszków, którzy mimo młodego wieku, tyle wycierpieli, a jednak nigdy nie zapomnieli o modlitwie i rozważaniu Różańca. Co więcej, odmawiali sobie przyjemności, podejmując wiele wyrzeczeń, do których nie byłby zdolny niejeden dorosły.

 

Ja też – ze Zbawicielem – niosę swój krzyż, którym jest choroba mojego syna, Marcina. W wieku 28 lat zachorował na schizofrenię. Ktoś, kto ma lub miał wśród najbliższych kogoś z tą chorobą, potrafi w pełni zrozumieć mój ból, zwłaszcza, że syn mając już 37 lat nadal uważa się za zdrowego i nie chce się leczyć. Od skończenia studiów nie jest w stanie podjąć pracy. Każda moja próba namówienia go na to, by starał się o rentę, bardzo go irytuje. Pozostaje mi jedynie modlitwa w jego intencji i w niej pokładam nadzieję. Syn już raz doznał łaski uzdrowienia – został uleczony z reumatoidalnego zapalenia stawów. Stało się to podczas wizyty Jana Pawła II w Siedlcach w 1999 roku. Syn przebywał wówczas w tutejszym szpitalu na oddziale ortopedycznym. Nam wtedy było dane być bliżej papieża i gorąco modliliśmy się o zdrowie dla syna. Od tego czasu po chorobie nie ma śladu. Nieustannie przypominam synowi to zdarzenie. Wierzę, że Bóg go nie opuści. Jak każda matka chciałabym, aby syn znalazł swą drogę życiową, abym mogła spokojna odejść do Pana. Proszę o modlitwę do Matki Najświętszej w intencji Marcina, licząc na to, że Najlepsza Matka rozumie ból matki. Pan Jezus powiedział przecież: „Proście, a będzie Wam dane”…

 

Pozdrawiam Was serdecznie i modlę się o błogosławieństwo Boże dla całego Apostolatu Fatimy.

Elżbieta z Siedlec

 

 

Droga Redakcjo!

 

Dziękuję serdecznie za przesyłanie tak wartościowej literatury jaką jest „Przymierze z Maryją”. Treści w nim zawarte i problemy tam poruszane stanowią dla mnie oraz moich sąsiadów rzetelną informację na tematy związane z Kościołem w Polsce i na świecie. Obecnie sytuacja moja i mojej rodziny nie jest łatwa, lecz polecam nas wszystkich Opatrzności Bożej. Polecam również Bogu Jedynemu Wasze dzieło i Waszą pracę. Jeszcze raz dziękuję za wszystko i pozdrawiam serdecznie. Szczęść Boże!

Edward z Częstochowy

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

 

Dziękuję z całego serca za modlitewne wsparcie. Głęboko wierzę, że Fatimska Pani ma mnie i moją rodzinę w Swojej opiece. Przekonałam się o tym, gdy przyszło się nam zmierzyć z chorobą nowotworową męża. W lutym 2015 roku przeszedł trudną, trwającą 13 godzin, operację. Usunięto mu guza dna jamy ustnej i języka. Wszyscy mówili, że nie będzie mówił, że będzie miał problemy z połykaniem. Wszystko to było bardzo przerażające. Kiedy zobaczyłam go po operacji, byłam pełna wątpliwości. Wtedy chciałam być tylko sama, daleko od ludzi. W pewnej chwili powiedziałam sobie: „przecież on żyje, a ty musisz zrobić wszystko, żeby wyzdrowiał”. Wtedy zawierzyłam go Bogu Miłosiernemu i Matce Bożej. Cały czas jednak czułam lęk o jego życie i miałam wątpliwości, czy sobie z tym wszystkim poradzę. Wtedy otrzymałam od mojej siostry Nowennę Pompejańską. Już pierwszego dnia modlitwy zaczęłam odzyskiwać spokój wewnętrzny i głęboko wierzyłam, że mój mąż zostanie uzdrowiony. Z dnia na dzień ten spokój się pogłębiał, a ja zaczęłam poświęcać coraz więcej czasu na modlitwę. Każdego dnia odmawiam Różaniec, Koronkę do Bożego Miłosierdzia oraz inne modlitwy. Te około 1,5 godziny dziennie, które na to przeznaczam, pozwala mi się wyciszyć i jest moją siłą do działania. Czuję, że z Bogiem mogę wszystko. Mam w sobie tyle siły i wierzę, że wystarczy mi jej na długo. Wiem, że to wszystko stało się i dzieje się za przyczyną Miłosiernego Jezusa i Najświętszej Maryi Panny. Modlitwa różańcowa jest moim oparciem i błogosławieństwem na każdy dzień.

Serdecznie pozdrawiam

Elżbieta ze Zduńskiej Woli

 

 

Szanowny Panie Redaktorze!

 

Dopiero od niedawna otrzymuję pismo „Przymierze z Maryją” i przyznam, że zaskoczyła mnie informacja o jego tak długim stażu. Szczerze gratuluję tego Jubileuszu, będącego efektem wytrwałej pracy, a przede wszystkim wiary w sens tego posłannictwa.

Jako siedemdziesięciolatek, śledzący nie od dziś wydawnictwa religijne, jestem pod wrażeniem poziomu pisma, podejmowanych tematów i wnikliwości autorów w ich przedstawianiu. Oczywiście – moim zdaniem – istnieją także punkty słabsze albo wywołujące kontrowersje, ale to poniekąd naturalne. (…)

Raz jeszcze gratuluję i – wyrażając szczere uznanie dla pracy Autorów i Wydawcy – życzę owocnej apostolskiej siejby. Szczęść Boże!

Z uszanowaniem

Jerzy z Rybnika

Kochani moi!

 

Dziękuję Bogu za to, że Wasz Instytut istnieje, rozwija się i tak pięknie pracuje dla większej chwały Bożej. Przed laty zachorowałam na nowotwór narządów rodnych. Podjęłam ten krzyż i zwróciłam się o pomoc do Boga z wielkim zaufaniem, aby dodał mi sił. Wszystkie moje cierpienia każdego dnia łączyłam z nieskończonymi zasługami Męki i Śmierci Jezusa Chrystusa, i ofiarowywałam je za nawrócenie grzeszników, za wszystkie dusze w czyśćcu cierpiące, za zbawienie dusz. I to czynię do dzisiaj. Bóg w Swej hojności udzielił mi o wiele więcej łask, niż prosiłam. Pół roku później byłam już po leczeniu. Cały czas czułam pomoc Bożą i opiekę najlepszej z matek, Maryi. Bóg uzdrowił mnie całkowicie. Wróciłam do pracy – jestem pielęgniarką na oddziale wewnętrznym. Jest mi ciężko, bo sił fizycznych mam mniej niż przed chorobą, ale czuję pomoc Trójcy Świętej i Maryi. W moim życiu Bóg jest na pierwszym miejscu i Jego wola jest w pierwszej kolejności do wypełnienia. Chcę każdemu mówić, że jarzmo Boga jest słodkie, a brzemię lekkie, jeśli wszystko odda się Jemu.

 

Pozdrawiam Was, którzy z miłości do Maryi i Jej Syna podejmujecie tak wspaniałe dzieło. Niech Królestwo Jezusa Chrystusa rozszerza się na serca, które jeszcze Go nie znają. Szczęść Boże!

Maria