Temat numeru
 
Jeżeli Bóg jest dobry, dlaczego ludzie cierpią?

Nierzadko spotykamy osoby, które – wiedząc, że jesteśmy katolikami – pytają nas – tak jakbyśmy byli wyznawcami jakiejś absurdalnej lub nielogicznej religii – dlaczego Bóg, choć jest dobry, chce, aby ludzie cierpieli? Po tym pytaniu następują kolejne, o tym samym wydźwięku: Czemu dzieci chorują? Dlaczego często zdarza się, że dobrzy ludzie umierają młodo, a źli żyją długo? Czemu bandyci są bogaci, a uczciwi biedni? Dlaczego jedni cieszą się dobrym zdrowiem, inteligencją, szczęściem itd., a innym stale źle się wiedzie? Dlaczego musimy umrzeć? I w tym samym tonie długo ciągną listę pytań, w których mniej lub bardziej jawnie oskarżają Boga o to, że stworzył istotę niedoskonałą, kiepsko zorganizowaną i w gruncie rzeczy niesprawiedliwą. Cóż możemy na to odpowiedzieć? Gdyby dziełem Boga było takie wybrakowane stworzenie, to jak mógłby być Bogiem? Jak byt doskonały mógłby stworzyć istotę niedoskonałą?

Zacznijmy od tego, że owe pytania są źle sformułowane. Prawidłowe pytanie powinno brzmieć: dlaczego Bóg dopuszcza, żebyśmy cierpieli w tym życiu? Bóg udowadnia swą dobroć w ten sposób, że chce, byśmy byli zawsze szczęśliwi, ale w życiu wiecznym. Tamte osoby zadające pytania nie mają pełnego oglądu sytuacji. To tak jakby ktoś powiedział, że lekarz jest zły, bo zoperował pacjentowi np. wyrostek robaczkowy i przez to zadał mu ból.

 

Pierwotny zamysł Boga

Aby właściwie odpowiedzieć na wszystkie przytoczone pytania, powinniśmy widzieć problem całościowo. Jaki plan miał Bóg, gdy stworzył swe dzieło?

Bóg w swojej dobroci umieścił mężczyznę i kobietę w raju, gdzie mieli wszystko, czego potrzebowali do szczęścia w zgodzie z ich naturą. Posiadali tchniętą przez Boga wiedzę, nie chorowali, nie umierali, mieli kontakt z samym Bogiem. Teolodzy uważają, że w raju – znając wszystkie te cudowne okoliczności – człowiek powinien był doskonalić się, kontemplując je, i wzrastać w miłości Bożej; do tego stopnia, że w określonym momencie, kiedy osiągnąłby wysoki poziom Boskiej miłości, poszedłby prosto do Nieba bez konieczności umierania.

 

Lecz aby ten plan okazał się doskonały, ludzie musieli się poddać próbie. Dlaczego? Ponieważ jeśli ktoś nas kocha i wszystko nam daje, a my nie możemy dać mu nic w zamian, czujemy się sfrustrowani. Konieczne było, by w określonym momencie człowiek, poddany próbie, mógł powiedzieć Bogu: Potrafię wybrać między Tobą, między Twoją miłością a taką czy inną przyjemnością; a odrzucając tę przyjemność, udowadniam Ci swoją miłość.

 

Skaza grzechu pierworodnego

 

Co się jednak wydarzyło, gdy Adam i Ewa zostali poddani próbie? Ponieśli w niej całkowitą klęskę. Okazało się, że bardziej kochają samych siebie niż Boga. Nie mieli żadnych skłonności do zła, żadnych skaz inteligencji, żadnego powodu, by się uskarżać na Boga. Dlatego ich grzech był wyjątkowo ciężki, znacznie cięższy od naszych grzechów, ponieważ my, owszem, rodzimy się ze skłonnością do zła. Ich grzech był tak ciężki, że Bóg, w swojej mądrości, zmienił pierwotny plan.

 

Główna część, najważniejsza w pierwotnym planie stworzenia, pozostała nienaruszona: człowiek mógł pójść do Nieba i zaznawać szczęścia z Bogiem przez całą wieczność. Zmieniła się jednak forma osiągnięcia celu ostatecznego. Teraz człowiek nie mieszkał już w raju ani nie miał w swojej naturze wszystkich możliwych doskonałości. Przeciwnie, przychodził na świat ze skazą, grzechem pierworodnym, który popychał go do złego. Jako konsekwencje owej skazy pojawiły się braki w inteligencji, złe skłonności, niestałość, choroby, cierpienie, a przede wszystkim to, że człowiek musiał najpierw umrzeć, by móc pójść do Nieba. Zamieszkał na ziemi, gdzie przyroda nieraz bywała jego wrogiem, wiele zwierząt mogło go skrzywdzić i brakowało pożywienia.

 

Lecz z drugiej strony łaska Boża pomagała mu stawać się lepszym; liczne próby, które były skutkiem grzechu pierworodnego, sprawiały, że człowiek mógł stale okazywać Bogu swą miłość, aby przezwyciężyć trudności.Przede wszystkim jednak, żeby naprawić popełniony grzech, przybył na ziemię sam Syn Boży, Jezus Chrystus, zamieszkał wśród nas i dzięki niemu mamy Matkę Bożą, najdoskonalszą z wszelkich istot, oraz Kościół katolicki – instytucję z doskonałą doktryną, założony przez Zbawiciela po to, by prowadzić człowieka dobrą ścieżką.

 

Przez cierpienie zdobywamy zasługi

 

To prawda, że Bóg zmienił plan, jednakże Jego nowy plan jest doskonalszy od poprzedniego. Szatan myślał, że zyskał na tym, gdy skłonił ludzi do popełnienia grzechu pierworodnego, a w rzeczywistości jeszcze więcej ­stracił.

 

 Jeżeli rozumiemy ten nowy plan Boży, mamy odpowiedź na pytania, które postawiono nam na początku. Dlaczego ludzie cierpią? Dlatego, że cierpiąc, zdobywają zasługi, które ich zaprowadzą do Nieba. Jedni poprzez cierpienie ćwiczą w sobie takie cnoty, jak cierpliwość, innym pozwala to z kolei rozwijać cnotę miłosierdzia. Czemu dzieci chorują? Aby pokazać, że grzech dotknął nas wszystkich, nawet tych niewinnych. Rodzice w bólu swoich dzieci dostrzegają wpływ grzechu, dzieci zaś w miarę swych możliwości uczą się, że sprawy tego świata są przemijające, a najważniejsze to kochać Boga. Dlaczego w wielu przypadkach dobrzy ludzie umierają młodo, a źli żyją długo? Dlatego że dobrych, gdy są do tego gotowi, Bóg zabiera do Nieba, aby cieszyli się życiem wiecznym, złym zaś daje czas na skruchę i pokutę. Czemu bandyci są bogaci, a uczciwi biedni? Ponieważ Bóg w swej mądrości, wiedząc, że bandyci zostaną potępieni i przez całą wieczność będą cierpieli w piekle, daje im na tym świecie nagrodę za to, co zrobili dobrego; tymczasem biednym pozwala wielokrotnie dzięki ubóstwu ćwiczyć takie cnoty, jak pokora, i zyskać więcej zasług otwierających drogę do Nieba. Dlaczego jedni cieszą się dobrym zdrowiem, inteligencją, szczęściem itd., a innym stale źle się wiedzie? Dlatego, że Bóg ma plan dla każdego i każdej osobie daje cechy na miarę jej potrzeb, aby ten plan mogła wprowadzić w życie. Ale jako że Bóg jest sprawiedliwy, od tego, komu dał więcej, będzie więcej wymagał. Z tego powodu sąd nad tymi, którzy otrzymali więcej talentów – takich jak inteligencja, uroda, zdrowie, zdolności artystyczne – będzie bardziej surowy aniżeli nad tymi, którzy dostali mniej talentów.

 

Skutki grzechu Adama i Ewy

 

Jeśli rozumiemy grzech pierworodny i jego skutki, pojmujemy wiele spraw. Bóg dał Adamowi w raju tylko jeden zakaz: nie jeść owoców z drzewa poznania dobra i zła. I zapowiedział jasno, że jeśli Adam to zrobi, niechybnie umrze. Zatem Bóg w swojej miłości ostrzegł człowieka, co może się zdarzyć. Ale szatan, który już wcześniej nie zdał próby miłości do Boga, przystąpił do kuszenia ludzi. I zaczął zwodzić Ewę, zadając jej kłamliwe pytanie: czy rzeczywiście Bóg zabronił im spożywać owoce z jakiegokolwiek drzewa w tym ogrodzie? Ewa odpowiedziała mu zgodnie z prawdą: mogą jeść owoce z wszystkich drzew oprócz jednego, bo wówczas umrą. A więc doskonale wiedziała, czego Bóg chce i co ona sama robi. Już wtedy powinna była nabrać nieufności wobec szatana, ponieważ jeśli ktoś zadaje kłamliwe pytanie, zapewne ma złe intencje. Toteż popełniła błąd, nie uciekając przed pokusą. Ciągnęła rozmowę i szatan skłamał po raz drugi, mówiąc, że to nieprawda – nie umrą, tylko staną się jak bogowie. A zatem pokusa równości Bogu wynika z ludzkiej pychy. Ewa dobrze wiedziała, jaki jest Bóg, znała jego doskonałość i piękno. Z drugiej strony jaki miała dowód na to, że wąż wie więcej niż Bóg? Jeżeli Bóg powiedział jedno, a wąż drugie, komu powinna wierzyć? Doskonale wiedziała, że Bóg ma rację, ale owoc tego drzewa był ponętny, a jeszcze bardziej pociągało ją to, że stanie się boginią. I uległa pokusie, zjadła zakazany owoc. Co gorsza, nie tylko nie zamieniła się w boginię, lecz także zgodziła się sama skusić Adama.

 

Adamowi nie brakowało rozeznania, w przeciwieństwie do nas. On również dokładnie wiedział, że Bóg ma rację i że jeśli spożyje owoc z tego drzewa, umrze. Ale on też chciał się stać równy Bogu, a ponadto przypodobać się kobiecie, i dlatego przyjął zakazany owoc i zjadł go. Jego grzech był większy, ponieważ Adam stał na czele stworzenia. To do niego Bóg mówił, gdy się przechadzał po raju.

 

Jest wina, musi być kara

 

Skutki grzechu pierworodnego dały się odczuć natychmiast. Nie tylko oboje, mężczyzna i kobieta, poczuli się nadzy, lecz także, co gorsza, gdy Bóg zapytał Adama, czemu zgrzeszył, ten próbował zrzucić winę na samego Boga, mówiąc, że skusiła go do tego kobieta, którą Bóg mu dał. Jak gdyby wina leżała w tym, że Adam nie miał możliwości wyboru… Zawsze szukamy wymówek, zawsze staramy się własne błędy przypisać komuś innemu.

Za popełniony grzech należy się kara. I tak pierwsi rodzice zostali ukarani według porządku, w jakim grzeszyli, a także sprawiedliwie, wedle powodów, dla których zgrzeszyli. Szatan, zuchwale uważający, że powinien być pierwszy, znalazł się na ostatnim miejscu jako najmarniejszy, najbardziej pogardzany. Kobieta, której marzyło się, że będzie boginią, została podporządkowana swojemu mężowi. Dziś, jako że brzmi to politycznie niepoprawnie, kładzie się nacisk na fakt, że kobiety w bólu wydają na świat dzieci, i zapomina się albo tuszuje to, co jest dosłownie zapisane w Księdze Rodzaju: Ku twemu mężowi będziesz kierowała swe pragnienia, on zaś będzie panował nad tobą (Rdz 3,16).

 

Jednak przede wszystkim to Adam, jako głowa wszelkiego stworzenia, został ukarany. Nie tylko musiał odtąd w trudzie zdobywać pożywienie, lecz także z jego winy ziemia została przeklęta i wszystkie istoty ludzkie musiały od tej pory umierać. Co najgorsze, bramy Niebios były teraz zamknięte do czasu, gdy grzech zostanie odkupiony.

 

Ale Bóg, który jest Miłosierdziem, ulitował się nad grzesznym człowiekiem i zmienił pierwotny plan na nowy, lepszy. Poprzez swoich proroków obiecał człowiekowi Odkupiciela. Kogoś, kto naprawi wyrządzone zło i popełnione wykroczenie.

 

Zadośćuczynienie Pana Jezusa

 

I rzeczywiście, główną i najważniejszą częścią tego nowego planu jest nasz Pan, Jezus Chrystus, Bóg, który stał się człowiekiem. Popełniony grzech wymagał zadośćuczynienia. Jednak zadośćuczynienie musi być proporcjonalne do popełnionego wykroczenia, a także do poszkodowanej osoby. Czym innym jest obraza przyjaciela, policjanta, czym innym obraza Boga. Kto byłby na tyle wielki, aby zadośćuczynić wykroczeniu popełnionemu przeciw Stwórcy? Tylko sam Bóg, dlatego Jezus Chrystus zstąpił na ziemię, aby dokonać zadośćuczynienia. Przybył również po to, by dać nam przykład – pokazać, jak należy cierpieć, jak z miłości do Boga przyjąć nasze ograniczenia i problemy.

 

Chrystus był prawdziwym człowiekiem, doświadczonym we wszystkim na nasze podobieństwo, z wyjątkiem grzechu (Hbr 4,15). Odczuwał głód, pragnienie, zmęczenie. W Biblii wyraźnie okazuje wszelkie ludzkie emocje, takie jak: radość, smutek, zdziwienie, podziw, miłość, oburzenie itd. Był również kuszony, tak jak my.

 

Tyle że powód tego wszystkiego jest inny. My, jako że nosimy w sobie grzech pierworodny (a jego konsekwencją jest nasza skłonność do zła), poprzez cierpienie i pokusy odbieramy naukę – uczą nas one i obligują do doskonalenia cnót. Chrystus nie potrzebuje tego, ponieważ sam jest doskonały. Przyjął jednak cierpienie, by nas nauczyć i dać nam przykład.

 

W swojej mądrości zapragnął przyjść na świat w ubóstwie, ale obrał sobie za Matkę najdoskonalszą z wszystkich kobiet, a za przybranego ojca – świętego Józefa z domu Dawida. Zrobił to, aby pokazać, że sprawy duchowe są ważniejsze od materialnych. Chciał być prześladowany od samego początku, by nam ukazać, że nie prześladowania są najgorsze, tylko grzech.

 

Trzykrotnie był kuszony przez szatana, aby pokazać, że ataki piekielnego wroga to część prób, przez jakie musimy przejść w tym życiu.

Znosił oszczerstwa i złorzeczenia ze strony innych, źle interpretowano jego intencje, a ci, których cudownie uleczył, nie okazywali mu należytej wdzięczności. I wreszcie za całe to dobro odpłacono mu tak, że zadano mu śmierć w najboleśniejszej i najbardziej haniebnej formie.

Chrystus wybrał cierpienie, by nas nauczyć, jak należy cierpieć we właściwy sposób, nie buntując się, nie próbując zrzucić tego cierpienia na innych, nie wyładowując własnej złości na bliźnich.

 

Maryja wzorem pokory i mądrości

 

Matka Boża też nie miała grzechu pierworodnego. Jednak ona również wybrała cierpienie, by nam pokazać, jak należy nieść swój krzyż. Była wzorem pokory, przeciwieństwem Ewy, która zgrzeszyła dumą. Maryja miała więcej mądrości niż wszyscy apostołowie razem, ale nigdy ich nie pouczała ani się nie wywyższała. Poważała ich jako biskupów Kościoła i uznawała ich wyższość daną przez Boga.

 

Niestety, dziś nie uczy się miłości do Krzyża jak dawniej ani nie wyjaśnia się ludziom powodów, dla których Bóg pozwala, abyśmy cierpieli. To wielkie zadanie apostolskie, że możemy wytłumaczyć te sprawy znajomym osobom, które same nie odebrały właściwych lekcji katechizmu.

Powinniśmy zatem prosić Matkę Bożą, żeby wybłagała u swego Przenajświętszego Syna łaskę zrozumienia powodów cierpienia w tym życiu, abyśmy pojęli, że krzyże, które Bóg nam zsyła, nie są Jego przypadkowymi kaprysami, lecz częścią większego planu. Ponieważ tylko rozumiejąc i kochając Boski plan, będziemy mogli osiągnąć życie wieczne.


Ten artykuł przeczytałeś dzięki ofiarności Darczyńczów. Wesprzyj nas i zostań współtwórcą "Przymierza z Maryją".

NAJNOWSZE WYDANIE:
W tej Hostyi jest Bóg żywy
W ciągu ostatnich 11 lat na dwóch przeciwległych krańcach naszego kraju – w Sokółce i Legnicy – wydarzyły się cuda eucharystyczne: fragmenty konsekrowanych Hostii zamieniły się w mięsień sercowy cierpiącego człowieka w stanie agonalnym… Co nam chce powiedzieć Boża Opatrzność poprzez te nadzwyczajne wydarzenia? Na pewno potwierdzić Prawdę, że Chrystus Pan jest ukryty w Najświętszym Sakramencie.

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Z wizytą u Serdecznej Matki
Bartłomiej Tumiłowicz

W drugim tygodniu maja odbyła się kolejna pielgrzymka Apostołów Fatimy do portugalskiego sanktuarium. Dla 34 wylosowanych osób był to wyjątkowy czas, spędzony przed obliczem Najświętszej Maryi Panny.

 

Do Portugalii przylecieliśmy późnym wieczorem 8 maja. Część osób była pierwszy raz za granicą i pierwszy raz leciała samolotem. „To dla mnie podróż życia”. „Nie wierzyłam, że kiedykolwiek uda mi się tutaj dotrzeć”. „Całe życie o tym marzyłem i wreszcie się udało”. Te i inne podobne opinie padały z ust pielgrzymów. Niedopisujące zdrowie czy ponad 80 wiosen nie były przeszkodą w podróży. Znajomi mi powtarzali, że chyba oszalałam, że sobie nie poradzę i żebym lepiej nie jechała. Ja jednak się uparłam, bo bardzo chciałam odwiedzić swoją Mamę – opowiadała jedna z pań.

 

Pierwszy poranek w Portugalii zaczęliśmy Eucharystią sprawowaną w Kaplicy Objawień przez kapłana, który przez cały wyjazd sprawował nad naszą grupą opiekę duchową. Na Mszy Świętej, odprawianej w intencjach nadesłanych do Stowarzyszenia im. Ks. Piotra Skargi, było obecnych także wielu obcokrajowców. Najświętsza Ofiara Pana Jezusa ma przecież wymiar uniwersalny. Nie zapomnieliśmy również o uczestnikach akcji „Twoje światło w Fatimie”. Małe świeczki, które otrzymaliśmy, zostały przetopione na duże, metrowe świece wotywne. Zapaliliśmy ich tym razem w Fatimie aż 108, pokazując modlitewne zaangażowanie Polaków.

 

Następnie udaliśmy się do Muzeum Sanktuarium Fatimskiego, gdzie podziwialiśmy korony Matki Bożej, liczne wota i pamiątki przekazane przez Ojca Świętego, Jana Pawła II. Papież-Polak towarzyszył nam również podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej, ponieważ rozważaliśmy komentarze jego autorstwa. Mimo że podczas prawie całej pielgrzymki towarzyszył nam deszcz, to w czasie Drogi Krzyżowej świeciło słońce. – Mama zadbała o pogodę – powtarzali wtedy pielgrzymi. Długa i miejscami stroma dróżka, wijąca się między drzewkami oliwnymi i drzewami dębu korkowego nie osłabiła sił Apostołów Fatimy. Zapytałem jedną z najstarszych uczestniczek pielgrzymki, czemu sobie nie usiądzie, gdy czytane są rozważana. Usłyszałem odpowiedź: Pan Jezus, idąc z Krzyżem nie siadał, więc i ja mogę postać.

 

W modlitewnym nastroju doszliśmy do Aljustrel, gdzie zwiedzaliśmy skromne domy, w których mieszkali pastuszkowie. Logika Pana Boga jest zdumiewająca. Tak ważne dla ludzkości przesłanie zostało przekazane przez Maryję trójce dzieci w ubogiej portugalskiej wiosce. Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie – słowa Pana Jezusa, zapisane w Ewangelii, ukazują tutaj swoją szczególną wartość.

 

Wieczorem, na placu przed bazyliką, uczestniczyliśmy w modlitwie różańcowej, prowadzonej w wielu językach, co po raz kolejny pokazuje bogactwo różnorodności Kościoła. Piękna procesja z krzyżem i figurą Matki Bożej Fatimskiej jest wzruszającym symbolem czci dla naszego Zbawiciela i Jego Matki.

Kolejnego dnia, po Mszy św. udaliśmy się na zwiedzanie okolicznych klasztorów w Batalhi i Alcobaça oraz sanktuarium w Nazaré. Piękne budowle świadczą o dawnej sile katolickiej Portugalii. Jednocześnie jest to przygnębiające, gdy widać, że te kościoły są odwiedzane prawie wyłącznie przez turystów – zakonników wygnano ponad 150 lat temu, a w ciągu tygodnia sprawowana jest jedynie jedna Msza Święta.

 

Wieczorem pożegnaliśmy się z naszą Mamą Różańcem i procesją. Następnego dnia o piątej rano opuściliśmy Fatimę ze śpiewem „O Maryjo, żegnam Cię”.

Szczęśliwi wróciliśmy do kraju z torbami pełnymi dewocjonaliów dla bliskich, wzruszeniem w sercu i poczuciem, że Niepokalane Serce Maryi czuwa nad nami.

 

Bartłomiej Tumiłowicz

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy od Przyjaciół

Szczęść Boże!

Serdecznie dziękuję za książkę o św. Ojcu Pio. Postać tego kapucyna fascynowała mnie od czasu, gdy jako mała dziewczynka usłyszałam o niezwykłym zakonniku, któremu odnawiają się rany – stygmaty. Jestem ogromnie wdzięczna za ten prezent. Dziękuję Wam za wszystkie materiały i za Waszą – jakże potrzebną – działalność. Niech Was prowadzi Chrystus Zmartwychwstały!

Barbara

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowny Panie Prezesie. Uważnie czytam każdy Pański list i za każdy dziękuję. Prosił Pan w jednym z nich, abym dała świadectwo wiary i otrzymanych łask. Doświadczyłam w swoim życiu wielu takich sytuacji, ale również przeżyłam wiele chwil zwątpienia, kuszenia i działania złego ducha. Wiem, że bez wiary nie doświadczyłabym Dobra, jakim jest łaska Boża, jak też w złych chwilach nie nawróciłabym się bez Bożej Miłości.

Dziś pragnę podzielić się dobrem otrzymanym w łaskach i darach. Moje życie było zawsze ubogie. Wiem, co to głód i jak ważne jest umieć przyjąć pomoc w bardzo trudnych sytuacjach. W takich trudach Pan Bóg przez łaski i opiekę Matki Bożej przyszedł mi z pomocą przez ludzi, których na mej drodze stawiał. Wiedziałam, że nie jestem sama. Gdybym pomocy nie przyjęła, pewnie miałabym pretensje do całego świata. Ale wiara i ufność pokładana w Bogu dała mi nadzieję i – choć było to bardzo trudne – potrafiłam z pokorą przyjąć pomocną dłoń. (…) Inna łaska dotyczyła mnie, gdy w lutym tego roku byłam po operacji. Bardzo cierpiałam. Swoje cierpienia, ból nie do wytrzymania złożyłam w ręce Matki Bożej za dusze czyśćcowe, łącząc się z cierpieniem Chrystusa. W pewnym momencie ujrzałam pochylającą się Matkę Bożą, która dotknęła mojej głowy. Wtedy mój ból nasilił się, a po około 30 minutach odczułam ogromną ulgę.

Dziękuję Wam za Wasze świadectwo wiary i za wszystkie materiały. Bóg zapłać!

Pozdrawiam

Agnieszka

 

 

Szczęść Boże!

Jako praktykujący katolik, ale również tzw. katolik poszukujący, staram się nie tylko modlić, ale też odważnie reagować i walczyć ze złem w oparciu o wartości zawarte w nauce Kościoła. I im więcej poszukuję, tym bardziej wzmacnia się moja wiara. Czytam prasę katolicką, która, niestety, w większości jest mało wyrazista i mało skuteczna w stosunku do ewidentnie wrogiego Kościołowi postkomunistycznego liberalnego lewactwa, chcącego zniszczyć publicznie i systemowo dzieło samego Jezusa Chrystusa.

Zafrapował mnie tytuł ostatniego „Przymierza z Maryją”, który brzmi: „Droga Chrystusa drogą Kościoła”. Zestawienie tych dwóch dróg, tj. Chrystusa i Kościoła wzbudza ciekawość i od razu nasuwa się pytanie, w jakim stopniu reagowałby sam Zbawiciel na bezeceństwa, jakimi jest zarzucany dzisiejszy Kościół? Czy Pan Jezus szedłby drogą dzisiejszego Kościoła? Czy miałby tak tolerancyjną i łagodną postawę, jak niektórzy współcześni hierarchowie? Pytania zostawiam otwarte – do dyskusji. Natomiast jestem przekonany, że Chrystus Pan reagowałby i potępiałby każde zło i bezkompromisowo walczyłby o prawdę. Bo to przecież On jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Pozdrawiam serdecznie

Julian

Szczęść Boże!

Przesyłam pozdrowienia z Monachium. Nie mam tutaj prawdziwych przyjaciół. Jedynym moim prawdziwym przyjacielem – jeśli można tak powiedzieć – jest literatura i prasa katolicka. Interesuje mnie historia i polityka, ale nie mam z kim porozmawiać. Mieszkających tutaj Polaków zazwyczaj nie interesują te tematy, a poza tym nie mają czasu. Dlatego staram się czytać jak najwięcej. Bardzo interesującym pismem jest „Przymierze z Maryją”. I dziękuję Wam za nie. Dzięki Wam mogę poznać prawdę i umacniam się w wierze. Jestem katoliczką i pozostanę w mojej wierze, mimo wszelkich antykatolickich błazeństw i szkalowania księży. Niestety, praktycznie codziennie spotykam się z krytyką kapłanów, często bezpodstawną. Co najbardziej bolesne, że krytyka ta wychodzi z ust wielu moich rodaków. Proszę Was o modlitwę.

Hanna

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Od kilku lat mam z Państwem kontakt poprzez „Przymierze z Maryją”. Starałam się również włączać w akcje chrześcijańskie prowadzone przez Państwa Instytut i Stowarzyszenie, wcześniej mieszkając w Bielsku-Białej, a dziś w Biłgoraju.

Dziękuję Wam za wszystkie dewocjonalia, jakie otrzymuję, a ostatnio za wizerunek i figurkę Matki Bożej Fatimskiej, jak również za piękne i bardzo głębokie rozważania na Wielki Post.

Ja i cała moja rodzina jesteśmy wdzięczni, że istnieje Instytut i Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi oraz za ciekawe artykuły w „Przymierzu z Maryją”. To pogłębia naszą wiarę, a dzisiejsze czasy są okrutne. To co się dzieje na świecie, a nawet u nas, w Polsce, jest przerażające: szaleństwa środowisk tzw. LGBT, ideologia gender, szkalowanie ludzi wierzących, prześladowanie Kościoła, bluźnierstwa, niszczenie figur świętych. Do czego ten świat zmierza?

Jesteśmy rodziną katolicką od wielu pokoleń i zawsze staramy się popierać mądre i dobre inicjatywy chrześcijańskie. Wiem, że dzięki wytrwałej modlitwie i mocnej wierze w Pana Boga i powierzaniu trudnych spraw Najświętszej Maryi Pannie człowiek wychodzi zwycięsko z każdej, najcięższej nawet sytuacji.

Dziękuję całej Redakcji za wydawanie pisma. Życzę wytrwałości i radości płynącej z prowadzenia tego dzieła. Niech Wam błogosławi Pan Bóg i Najświętsza Maryja Panna.

Teresa

 

 

Szanowni Państwo

Bardzo dziękuję za przesłane do tej pory numery „Przymierza z Maryją”. Przepraszam, że wcześniej nie było z mojej strony żadnego sygnału. Bardzo potrzebuję tej lektury. Jej czytanie umacnia mnie w wierze, tym bardziej że jestem świadoma moich słabości.

Z Panem Bogiem!

Grażyna