Temat numeru
 
Pomoc, która przyszła z Nieba

Cudowny Medalik Maryi Łaskawej jest ogromną pomocą w dzisiejszych czasach głębokiego kryzysu moralnego i religijnego.

Jestem matką 27-letniego syna, z którym miałam przez długi czas wiele kłopotów w codziennym życiu. Rozpoczął życie z kobietą rozwiedzioną, która miała dwoje dzieci. Przeżywałam to ogromnie i gorąco modliłam się o jego powrót do dobrego życia i żeby zszedł ze złej drogi. Całą ufność pokładałam w modlitwie do matki Bożej Cudownego Medalika. Syn wyjeżdżał często w delegacje. Włożyłam Cudowny Medalik do jego podróżnej torby, o czym nie wiedział. Po powrocie z podróży do domu zapytał mnie, kto włożył mu do torby ten medalik. Odpowiedziałam, że ja to uczyniłam, by się opamiętał i więcej nie obrażał Boga. Byłam zdumiona, gdy na moich oczach zawiesił ten medalik na szyi, na srebrnym łańcuszku i nosi go stale. Ku wielkiej mej radości syn zerwał z tą kobietą i za tę łaskę dziękuję Niepokalanej.

Wdzięczna matka

 

***


Oto jedno ze świadectw zawartych w książce „Promienie Pośredniczki łask". To tylko przykład tego, jak niezbędne jest nabożeństwo Cudownego Medalika w dzisiejszych czasach kryzysu dotykającego rodziny i całego społeczeństwa.

Przejmująca Historia Łask

W roku 1830 w Paryżu Maryja ukazała się świętej Katarzynie Labouré, młodej zakonnicy, i nauczyła ją nabożeństwa do Cudownego Medalika.

Przenajświętsza Dziewica powiedziała: „Postaraj się o wybicie medalika na ten wzór! Wszystkie osoby, które będą go nosić na szyi, otrzymają wielkie łaski. Łaski będą obfite dla tych, którzy nosić go będą z ufnością." Ta wspaniała obietnica rzeczywiście spełniała się od tamtego momentu. Kiedy przygotowywano się do wybicia pierwszych medalików, w Paryżu wybuchła straszliwa epidemia cholery. Zaraza zaczęła pustoszyć Francję 26 marca 1832 i trwała aż do połowy tego roku. Już 1 kwietnia zmarło 79 osób, 2 kwietnia - 168; dnia następnego - 216. Liczba ofiar wzrastała w zastraszającym tempie, aby dziewiątego dnia epidemii osiągnąć 861 osób. Według danych oficjalnych zmarło wówczas w sumie 18.400 osób, tym niemniej uważa się, że dane te zostały zaniżone, aby uniknąć paniki, która mogłaby wybuchnąć wśród ludności.

Dnia 30 czerwca zakonnice z klasztoru Córek Miłosierdzia rozpoczęły rozdawanie 1500 medalików wśród osób dotkniętych epidemią. W bardzo krótkim czasie epidemia ustąpiła. Później zaczęły się cudowne wydarzenia, które sprawiły, że w ciągu niewielu lat Cudowny Medalik stał się znany na całym świecie. Arcybiskup Paryża, który wyraził zgodę na wybicie medalika i wkrótce potem otrzymał kilka pierwszych egzemplarzy, natychmiast został obdarzony za pośrednictwem medalika nadzwyczajną łaską i stał się gorącym orędownikiem nowego nabożeństwa. Również Papież Grzegorz XVI otrzymał partię medalików i zaczął je rozdawać odwiedzającym go osobom. W roku 1836 wybito już i rozdano ponad 15 milionów medalików na całym świecie. W roku 1842 liczba medalików osiągnęła 100 milionów. Z najbardziej odległych krajów nadchodziły informacje o nadzwyczajnych łaskach uzyskanych dzięki medalikowi: uzdrowieniach, nawróceniach, obronie przed grożącymi niebezpieczeństwami, etc. W roku 1876, w którym zmarła święta Katarzyna Labouré, już ponad miliard medalików rozsiewało łaski na całym świecie.

Cudowne nawrócenie Żyda

Alfons Ratisbonne, bankier należał do jednej z najbogatszych rodzin żydowskich we Francji. Znany był ze swojej wrogości do Kościoła katolickiego i wydawało się, że nic nie było w stanie tego zmienić. Jako 28-letni mężczyzna miał wejść do Towarzystwa Bankowego swego wuja. Jego życie upływało w dostatku i nie cierpiał żadnej biedy. Jego brat, Teodor nawrócił się na katolicyzm kilkanaście lat wcześniej i kiedy Alfons był na dobrej drodze do kariery bankiera, jego brat kapłan przewodził Arcybractwu Najświętszego Serca Maryi. Alfons, spośród wszystkich członków rodziny, był najbardziej zawziętym przeciwnikiem nawróconego brata. Jesienią 1841 roku Alfons Ratisbonne dla podreperowania swojego wątłego zdrowia udał się do Włoch, gdzie przeżył największe wydarzenie w swoim życiu. Posłuchajmy fragmentów zeznania złożonego na ten temat w Rzymskim Wikariacie przez Teodora de Bussierre - świadka tamtych dni:

Pewnego razu spotkałem Alfonsa u mojego brata. Przyszedł w momencie, kiedy ja zamierzałem wychodzić. Zostaliśmy sobie przedstawieni i wtedy powiedziałem mu, że miałem wiadomości od jego brata zakonnika, z którym jestem głęboko związany, odkąd mam zaszczyt być katolikiem. Odpowiedział mi coś z chłodną uprzejmością (...) Alfons miał zamiar wrócić do Neapolu. Miejsce w dyliżansie miał zarezerwowane na poniedziałek 17 stycznia, na 3 rano. Z tej racji, że byłem przyjacielem jego brata, czuł się zobowiązany wyświadczyć mi grzeczność i złożyć przed wyjazdem swoją pierwszą i ostatnią wizytę (...) Zapytałem o wrażenia z pobytu w Rzymie, a on opowiedział mi krótko o swoich wyprawach i między innymi rzekł: - Byłem również w kościele Ara Coeli na Kapitolu i nie wiem dlaczego ogarnęło mnie wielkie wzruszenie. Mój przewodnik to zauważył i zapytał, co mi się stało, dodając, że wiele razy widział już cudzoziemców doświadczających podobnych uczuć. Pan Ratisbonne zauważył następnie, że w momencie, kiedy opowiadał o tym zdarzeniu dostrzegł w moich oczach jakby błysk elektryczny, a moje spojrzenie mówiło: „będziesz nasz". Podkreślił jednak, że przeżycie w kościele było wprawdzie religijnej natury, ale nie chrześcijańskie i że widok nędzy i degradacji Żydów w dzielnicy, przez którą przechodził opuszczając Kapitol, rozpalił w nim na nowo nienawiść do katolicyzmu. Dodał, że on zawsze wolał być po stronie ciemiężonych, a nie ciemiężycieli. Wydawało mi się w tej sytuacji, że powinienem zwalczyć te dziwaczne poglądy mojego rozmówcy i mówiłem o łagodności, współczuciu, o wzniosłych prawdach chrześcijaństwa. Odpowiedział - zapewne świadomy braku sensu swoich słów - że wszystkie religie są dobre pod warunkiem, że jest się uczciwym człowiekiem. Ja na to, że jeżeli wszystkie są dobre, to prawdziwe jest także stwierdzenie, że wszystkie są złe. Wtedy zaprotestował mówiąc, że człowiek honoru nie zmienia religii i ponieważ on jest od urodzenia Żydem - takim pozostanie.

Starałem się wykazać mu, że ten argument - bardzo wygodny dla pychy i lenistwa - jest po prostu obelgą dla Pana Boga.
- Może pan mówić, co się panu podoba. Czy urodziłem się Żydem, czy muzułmaninem, czy bałwochwalcą, takim zostanę. Honor mi to nakazuje. Czy to panu odpowiada, czy nie, mało jest dla mnie ważne.
- Poza tym - dorzuciłem - jeśli pan jest dobrym i wiernym Izraelitą, przez to samo powinien stać się pan katolikiem; jako Żyd wierzy pan w świętość Ksiąg Starego Testamentu, w natchnienie proroctw, a odnajdując w Kościele katolickim spełnienie wszystkiego, co zostało przepowiedziane, ma pan obowiązek stać się członkiem tego Kościoła. Na to Ratisbonne odpowiedział jedynie niedowierzającym, pełnym politowania uśmiechem (...)
- Ponieważ pan ma tak mocne i pewne przekonanie o swojej postawie, proszę, by pan nosił przy sobie to, co panu dam.
- Zobaczymy o co chodzi - odpowiedział kpiącym tonem.
- Tylko o ten medalik - pokazując odpowiedziałem.
Na te słowa gwałtownie się cofnął.
- Według pańskiego sposobu myślenia, powinno być to panu obojętne, a dla mnie byłaby to wielka przyjemność.
- O, nie dbam o to - zawołał wybuchając śmiechem - Chcę co najmniej móc panu udowodnić, że błędnie oskarża pan Żydów o upór i zarozumiałość nie do pokonania. Zresztą pan mi przez to dostarcza bardzo ciekawego rozdziału do moich notatek z podróży.

Podczas tej rozmowy moje młodsze siostry przygotowały wstążę; zawiesiłem medalik na szyi Alfonsa (...) Chciałem, aby odmówił pobożnie wezwanie św. Bernarda - „Pomnij...". Początkowo ta propozycja została odrzucona (...) Chcąc go zmusić do jej przeczytania, powiedziałem, że mam tylko jeden egzemplarz, co było zresztą prawdą, i poprosiłem go o jej przepisanie. Nie mogąc się dłużej bronić odrzekł z lekką ironią:
- Przepiszę, dam panu moją kopię, a ja zatrzymam pańską.

(...)Czuwałem przed Najświętszym Sakramentem przez pierwsze 4 godziny w nocy z soboty na niedzielę wraz z moimi przyjaciółmi (...), których prosiłem, by włączyli się w moje modlitwy w intencji nawrócenia pewnego Żyda.

(...)Pojechałem i zobaczyłem Alfonsa na ulicy des Condotti. Zatrzymałem więc powóz, a on wsiadł.
- Szukałem pana powiedziałem - aby zaproponować spacer, ale skoro jesteśmy blisko kościoła, gdzie mam załatwić klika spraw, więc wejdźmy. Pan poczeka kilka minut, to nie będzie długo trwało. Zgodził się. Otwierając drzwi zauważył przygotowania do pogrzebu i zapytał mnie, dla kogo to wszystko?
- To - odpowiedziałem - dla pewnego niedawno zmarłego mężczyzny, pana de La Ferronays (...) Ratisbonne zaczął przechadzać się po nawie; jego wzrok zdawał się mówić: ten kościół jest całkiem brzydki. Zostawiłem go i poszedłem do klasztoru (...)

Cała sprawa trwała dziesięć lub dwanaście minut. Powróciłem do kościoła. Początkowo nigdzie nie mogłem dostrzec Alfonsa, lecz po chwili zauważyłem go klęczącego przed kaplicą Anioła Stróża. Musiałem potrącić go trzy lub cztery razy, zanim zauważył moją obecność. W końcu odwrócił się do mnie twarzą i powiedział:
- O, jakże ten zmarły pan modlił się za mnie. Poczułem to, czego doświadcza się przy cudach. Podniosłem go i pomogłem mu wyjść z kościoła pytając, gdzie chce iść.
- Proszę mnie zaprowadzić, gdzie pan chce. Po tym, co widziałem - usłucham. Nalegałem, by mi wyjaśnił, o co chodzi, ale jego wzburzenie było bardzo silne. Wyciągnął wiszący na piersi Cudowny Medalik i pokrył go pocałunkami i łzami (...)
- Ach, jaki jestem szczęśliwy. Jak dobry jest Bóg! Jaka obfitość łask i szczęścia. Jakże ci, co nie wierzą, są godni litości! (...)

Kiedy te szalone emocje zaczęły mijać, Alfons z promienną twarzą, powiedziałbym prawie przeobrażoną, uściskał mnie, ucałował; prosił, bym go zaprowadził do spowiednika; chciał wiedzieć, kiedy mógłby otrzymać chrzest, bez którego nie wyobraża sobie dalszego życia (...) Wkrótce zaprowadziłem go do ojca Villefort, który nakazał mu udzielić wyjaśnień. Ratisbonne wyjął swój medalik, ucałował, pokazał nam i wykrzyknął:
- Widziałem Ją, widziałem Ją!
Następnie uspokoił się i opowiedział nam, ca zaszło. Oto jego własna relacja:
- Byłem już chwilę w kościele, kiedy nagle poczułem się pełen niewytłumaczalnego lęku. Podniosłem oczy. Wnętrze całej świątyni jakby zniknęło. W jednej tylko kaplicy - jakby to powiedzieć - skoncentrowało się całe światło i w środku tego promieniowania stała na ołtarzu, wielka, błyszcząca, pełna majestatu i słodyczy Matka Boża taka, jak jest na moim medaliku. Uczyniła mi znak ręką, bym uklęknął. Jakaś nieodparta siła pchnęła mnie ku Niej. Dziewica wydawała się mówić: „dobrze". Nic więcej mi nie powiedziała, ale wszystko zrozumiałem (...)
- Ach - powiedział ściskając moje dłonie - rozumiem teraz miłość katolików do ich kościołów i pobożność, z jaką je zdobią i wypełniają. Jak tutaj jest dobrze, chciałoby się nigdy stąd nie wychodzić, to już prawie nie jest ziemia.
Realna obecność Boskości wokół ołtarza z Najświętszym Sakramentem miażdżyła go do tego stopnia, że był zmuszony oddalić się, aby nie utracić przytomności. Wydawało mu się czymś strasznym przebywać przed Bogiem Żywym nie będąc ochrzczonym. Poszedł schronić się do kaplicy Matki Bożej.
- Tutaj - powiedział - nie boję się. Wiem, że jestem chroniony przez ogromne miłosierdzie.

Modlił się z największą gorliwością przy grobach Apostołów. Historia nawrócenia św. Pawła, którą mu opowiedziałem, wycisnęła na nowo obfite łzy (...) Alfons wyznał nam, że poprzedniej nocy nie mógł spać. Nieustannie widział przed sobą wielki krzyż bez pasyjki i o szczególnym kształcie. - Czyniłem - powiedział - niewiarygodne wysiłki, by usunąć ten obraz, ale bez rezultatu. Kilka godzin później, widząc przypadkowo i po raz pierwszy rewers Cudownego Medalika, rozpoznał „swój" krzyż (...) Alfons Ratisbonne rozpoczął rekolekcje 8 dni po nawróceniu. Jutro, 31 stycznia będzie ochrzczony w kościele imienia Jezusa. Będzie miał również zaszczyt przyjąć ciało Pana Naszego i odtąd będzie nosił imię Maryi.1

Alfons Ratisbonne, wraz z bratem założył zgromadzenie zajmujące się nawracaniem Żydów.

***


La Salette, Lourdes, Fatima
Objawienia Maryi świętej Katarzynie Labouré w roku 1830 były początkiem całego cyklu wielkich objawień maryjnych. Cykl ten miał swój dalszy ciąg w La Salette (1846), w Lourdes (1858) i osiągnął punkt kulminacyjny w Fatimie (1917). Od roku 1830 Maryja objawia się opłakując grzechy świata, ofiarując przebaczenie oraz miłosierdzie dla grzesznej ludzkości i przepowiada surowe kary, jeżeli ludzkość się nie nawróci. Ale też zapowiada, że po tych karach nadejdzie wspaniały triumf Dobra. W listopadzie 1876 roku, na miesiąc przed śmiercią, święta Katarzyna Labouré potwierdziła: „Nadejdą wielkie katastrofy.... krew popłynie ulicami. Przez chwilę będzie panowało przeświadczenie, że wszystko jest już stracone. Ale wszystko zostanie wygrane. Przenajświętsza Dziewica wybawi nas. Tak, kiedy ta Dziewica, ofiarując świat Ojcu Przedwiecznemu zostanie uczczona, będziemy uratowani i będziemy mieli pokój". Dla naszego pocieszenia 13 lipca 1917 r. Maryja obiecała w Fatimie: „W końcu moje Niepokalane Serce zatriumfuje".

***


Opisy nadzwyczajnych łask
Oto kilka przejmujących świadectw osób, które optrzymały łaski za pośrednictwem Cudownego Medalika, zaczerpniętych z książki „Promienie Pośredniczki Łask" osób. Oby te świadectwa pomogły nam z ufnością uciekać się do obrony Matki Bożej Łaskawej.

Uzdrowienie z groźnej choroby
Choroba zaczęła się 22.IX.1976 roku podczas urlopu w okolicach Krakowa. Diagnoza lekarska: przeziębienie grypy, przeniknięcie wirusa, który poraził system nerwowy z wyjątkiem serca. 25 września skierowano chorą do Gorzowa, a stamtąd 4 października wywieziono karetką reanimacyjną umierającą do Poznania. Lekarz (był nim już nieżyjący dr Mirosław Owsianowski) na oddziale reanimacji nie dał nadziei na dalsze życie. Wiadomość dla całej rodziny była tragiczna.

Parafianka ze Skwierzyny


Nawrócenie ateisty
To, co się działo później, jest nie do opisania. Ratunkiem była wspólna myśl należy się modlić do Najświętszej Maryi Panny Cudownego Medalika. Mocna wiara i nadzieja w Boga Wszechmogącego dały siłę. Modliły się w naszych domach także Siostry Miłosierdzia św. Wincentego a Paulo, modlitwa stała się szturmem do nieba. W kościele odprawiono Mszę Św. o zdrowie. Trwało to wszystko przez 6 tygodni pobytu w szpitalu i uzyskano łaskę uzdrowienia. Na Święta Bożego Narodzenia wielka radość cała rodzina była przy stole wigilijnym. Od roku 1978 rekonwalescentka jest mężatką i ma już trójkę zdrowych dzieci.Jedna z członkiń Apostolatu Maryjnego pracowała ze zdecydowanym ateistą. Kiedyś uległ on wypadkowi motocyklowemu i został częściowo inwalidą. Stan jego zdrowia pogarszał się. Został umieszczony w szpitalu. Apostołka w delikatny sposób zaproponowała mu założenie na szyi Cudownego Medalika. Zgodził się. Cudowny Medalik otrzymała również jego żona. Po jakimś czasie ciężko chory poprosił o spowiedź. Pochowany został z Cudownym Medalikiem na szyi.

Apostoł Maryjny z Kłodzka


Nawrócenie podczas choroby
Żona od śmierci męża zaczęła chodzić do kościoła i jest obecnie praktykującą katoliczką.Niewierzący mąż mojej koleżanki z Warszawy zachorował na raka. Powiedziała mi o tym w tajemnicy przed częścią własnej rodziny zamieszkującej w Krakowie. Gdy się o tym dowiedziałem, wysłałem jej Cudowny Medalik. Po pewnym czasie dostałem list z wyrazami wdzięczności i informacją, że operacja się udała, a mąż uwierzył w Jezusa. Medalik nosi do dziś. To cała historia, którą chciałem przekazać.

Student UJ


Zerwanie z nałogiem pijaństwa
Bratanica ze Szczecina mówi: nałogowy alkoholik, który był postrachem domu, nie uczęszczał na Msze św. w niedziele, po otrzymaniu Cudownego Medalika zerwał zdecydowanie z nałogiem ku wielkiemu zdziwieniu wszystkich. Z żoną przykładnie uczęszcza na Msze św. Taki sam wypadek miał miejsce w innym domu. Ojciec czworga dzieci przestał pić, zajął się rodziną i uczęszcza w niedzielę na Mszę św.

Siostra Miłosierdzia

 

***


Na całym świecie istnieją liczne świadectwa łask uzyskanych za pośrednictwem Matki Bożej od Cudownego Medalika: obrona chorych, uzdrowienia, ulga w cierpieniu, obrona bezrobotnych i osób mających problemy finansowe, ochrona przed wypadkami i niebezpieczeństwami, nawrócenia, łaska odnowy moralnej, ożywienie duchowe, wyjście z nałogów; ochrona przed działaniami szatana, ochrona w przypadkach zamachów, kradzieży, rabunku czy też rozwiązanie problemów z sąsiadami.
Cudowny Medalik również dzisiaj mnoży swe cudowne działania.
Wszyscy potrzebujemy obfitych łask, szczególnie w obecnych trudnych i pełnych zamętu czasach. Dlatego powinniśmy prosić Matkę Bożą Łaskawą z ufnością dzieci Bożych o łaski potrzebne w naszym życiu i dla naszej rodziny.

Łaska

Nabożeństwo do Matki Łaski Bożej: potrzebne do przezwyciężenia ogromnych nieszczęść nękających świat.
Przywoływanie Matki Bożej Łaskawej jest rzeczą przepiękną. Słowo „łaska" ma dwa znaczenia w języku Kościoła katolickiego. Z jednej strony oznacza ono przysługę. Na przykład, jeżeli ktoś jest chory, prosi o wyleczenie i otrzymuje je, a wówczas może powiedzieć: „Doznałem łaski." Prosił niebo o przysługę, a jego prośba została wysłuchana. Ale jest jeszcze jedno znaczenie słowa „łaska", o wiele głębsze. Jest to przysługa tak ogromna, tak wspaniała, że jest łaską w pełnym tego słowa znaczeniu: uczestnictwem w życiu Boskim. Bóg, w swym nieskończonym miłosierdziu i na prośbę Maryi, udziela wszystkim duszom pomocy, siły duchowej, która jest uczestnictwem w Jego własnym życiu. Otrzymując uczestnictwo w Jego własnym życiu, jesteśmy obdarzeni siłą ducha, doznajemy uniesienia, otrzymujemy odwagę, która była cechą niezliczonych świętych i błogosławionych wyniesionych na ołtarze Świętego Apostolskiego Rzymskiego Kościoła Powszechnego.

Łaska jako szczep
Jest to owoc tego uczestnictwa stworzony w życiu Boga, które nie jest stworzone. Nasze życie zostało stworzone, zostaliśmy stworzeni przez Boga, ale poprzez łaskę mamy udział w jego niestworzonym życiu. Jest to uczestnictwo najwyższe i, jeżeli można użyć takiego porównania dającego pewne pojęcie o jego istocie, przypomina ono szczep. Na drzewie - na którym zaszczepia się żywą część innego drzewa dającego cenne owoce - w okresie owocowania narodzą się również wspaniałe owoce na tym drzewie. Tak też jest z łaską. Łaska podobna jest do takiego szczepu życia Boga w każdym z nas. Jeżeli odpowiemy na łaskę, wzniesiemy się na wyżyny świętości.

Jak odpowiedzieć na łaskę?
Nie grzesząc, ale praktykując cnoty. Tak jest się godnym łaski. Na tej ziemi najważniejsze jest wypełnianie woli Boga. Łaska tak rozumiana jest ogromnym darem danym przez Boga wszystkim ochrzczonym. Aż do śmierci łaska towarzyszy nam, wzywa nas i pociąga za sobą, pod warunkiem, że nie zostanie przez nas odrzucona. Jednak nawet wśród najgor szych grzechów łaska nas wzywa.

Nasza pozycja przed Bogiem jest uprzywilejowana

Wyobraźmy sobie osobę oskarżoną o dokonanie zbrodni. Trwa proces, oskarżenie jest niesłuszne, ale wiadomo, że sędzia jest pod złym wrażeniem i ma wydać wyrok skazujący. Oczywiście, ta osoba jest tym bardzo zmartwiona. Ale gdyby ta osoba wiedziała, że matka sędziego jest, na przykład, siostrą jego własnej matki, mogłaby powiedzieć: Ach, co za ulga! Mama porozmawia z sędzią i na pewno coś u niego uzyska. To samo zachodzi w relacji z Naszą Najlepszą Matką - Maryją. Nie zasługujemy na wysłuchanie przez Boga - Najwyższego Sędziego, ale Ona jest Matką nas wszystkich, a jako matka robi wszystko dla swoich dzieci. Jej wstawiennictwo jest tak potężne, że wszystkie modlitwy, z którymi zwracamy się za Jej pośrednictwem, będą wysłuchane. Matka Łaski Bożej, uzyskująca dla każdego z nas potrzebne łaski, uzyskuje dla nas łaskę uczestnictwa w życiu Boskim, która może zaprowadzić nas do nieba.


(1) Promienie Pośredniczki Łask, Kraków 1993, s. 123-135



NAJNOWSZE WYDANIE:
Znak, któremu sprzeciwiać się będą
Pamiętajmy jednak, że cierpieć dla Chrystusa, to nie tylko przelać za niego krew, ale również zaprzeć się siebie i poświęcić swoje życie dla służby Bogu i bliźniemu. To dokładne i z miłością wykonywanie obowiązków, zwłaszcza tych przykrych; to pokorne przyjmowanie wszelkich osobistych dramatów, trudów i przeciwności – tak jak nas tego nauczył nasz Pan: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Warto wierzyć!

Pani Renata należy do parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Suchej Beskidzkiej. Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspiera już od 2005 roku, a w 2013 roku przystąpiła do Apostolatu Fatimy.

 

Pani Renata urodziła się w Poznaniu, skąd po kilku latach wraz z rodzicami wyjechała do Opola, gdzie jej tata pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W Opolu spędziła lata szkoły podstawowej i średniej. Po ukończeniu edukacji wyszła za mąż i zamieszkała w Sosnowcu. – Tam było wówczas ciężkie powietrze przy kopalniach i nasz syn zachorował na astmę. Wtedy mąż dostał przeniesienie służbowe z pracy właśnie do Suchej Beskidzkiej i tu przywędrowaliśmy, gdy syn miał dwa latka. Tak że mieszkamy tutaj już od 50 lat – opowiada.


Stowarzyszenie i Apostolat


– O istnieniu Stowarzyszenia dowiedziałam się chyba, jeśli się nie mylę, w 2005 roku. Właśnie gdzieś wyczytałam, być może, że to była ulotka albo coś takiego, i się zapisałam, a po pewnym czasie przystąpiłam do Apostolatu Fatimy.


– Lubię te wszystkie wizerunki Matki Bożej, jakie mam w kalendarzu „365 dni z Maryją”, który otrzymuję ze Stowarzyszenia. Zresztą kalendarz zamawiam też dla rodziny i dla koleżanki. Z kolei „Przymierze z Maryją” zbieram, a jak jest jakiś artykuł, który może zainteresować moją przyjaciółkę, to jej zanoszę. Mnie najbardziej ciekawią świadectwa Apostołów Fatimy.

Jest ktoś, kto nad nami czuwa


– Myślę, że warto wierzyć, warto modlić się na różańcu, bo zawsze Ktoś jednak nad nami czuwa, tam gdzieś z góry i te modlitwy prędzej czy później zawsze zostają wysłuchane. Staram się odmawiać Różaniec codziennie, a poza tym bardzo lubię śpiewać pieśni Maryjne.


– W swojej parafii chodzę od niedawna na nabożeństwo do św. Charbela, a 22 dnia każdego miesiąca jeżdżę z koleżanką do Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim na nabożeństwo do św. Rity. Święta Rita pomogła mi w pewnej sprawie. Jeździłam co miesiąc przez rok i po prostu ta moja prośba została wysłuchana.


Pani Renata darzy zaufaniem i szacunkiem osoby duchowne, co wynika między innymi z jej osobistego doświadczenia: – Gdy miałam trudny okres w życiu, udałam się do jednego z naszych księży i on bardzo mi pomógł – wspomina.


– Kiedyś byłam nad morzem, w Kołobrzegu. Tam jest zupełnie inaczej. Nie ma takich pełnych kościołów jak w Suchej
– zauważa różnice w pobożności różnych regionów Polski. To rodzice wychowali mnie w takiej, a nie innej wierze. Pamiętam, jak mama nas budziła rano i na szóstą chodziliśmy na Roraty. Wspólnie udawaliśmy się też na majówki.

Miłośniczka pielgrzymek autokarowych


Teraz ze względów zdrowotnych nie mogę dużo chodzić, ale za to chętnie jeżdżę na pielgrzymki autokarowe. Zawsze raz w roku jadę ze swojej parafii na całonocne czuwanie do Matki Bożej, do Częstochowy. Z parafii towarzyszą nam dwaj, czasem trzej księża; jadą trzy, a nawet cztery autobusy. Wszystko zaczyna się o dziewiątej wieczorem i trwa do piątej rano. Specjalnie dla nas jest przygotowane miejsce blisko ołtarza, gdzie śpiewamy pieśni, modlimy się i odprawiana jest Msza. Towarzyszy nam nasza parafialna schola. Czasami do naszej modlitwy dołączają się również inne grupy – opowiada pani Renata.


Dużo bliżej miejsca zamieszkania pani Renaty znajduje się Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Do Kalwarii jeżdżę z rodziną. Zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym, jak jest tam taka piękna, żywa szopka ze zwierzętami. Ostatnio zabrałam ze sobą prawnuczkę, żeby jej to pokazać.


– Jak tylko mam okazję, to jeżdżę z przyjaciółką do Lichenia, do sanktuarium Matki Bożej. W Licheniu jest przepięknie.
Wyjazd trwa dwa dni i organizuje go prywatna osoba z sąsiedniej Białki.


– W 2000 roku, który był Rokiem Jubileuszowym, byłam w Rzymie, żeby przejść przez wszystkie Drzwi Święte –
wspomina pani Renata. I dodaje: – Byłam też w Ziemi Świętej, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak być tam na miejscu i widzieć jak ludzie są chrzczeni w Jordanie, czy być pod ścianą płaczu, to jest coś niesamowitego.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Cieszę się z każdej kampanii przeprowadzanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Myślę, że spotkania z wykładami dotyczącymi historii Polski pomogłyby wielu osobom, szczególnie młodym, zapoznać się z naszymi historycznymi dziejami. Życzę powodzenia w realizacji Waszej misji!

Ewa z Warszawy

 

 

Szanowni Państwo!

Uczestniczyć w Waszych kampaniach to tak, jakby komuś spadającemu podać rękę i zatrzymać go. Wasza działalność jest potrzebna wszystkim. Dlatego z radością pragnę udzielać Wam wsparcia!

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ogromnie się cieszę, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi podjęło się opublikowania książki pt. „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski”. Ta książka jest mi ogromnie bliska, ponieważ w niej zawarte są bardzo ważne chwytające za serce przekazy dotyczące przyszłości Polski – naszej Ojczyzny. Narodowi jest to bardzo potrzebne. To święta prawda, że jest to głośne wołanie o przebudzenie Polaków oraz refleksję nad przyszłością naszego kraju i całego świata. Skoro w taki sposób wyrażają Państwo swoje przywiązanie do naszej Ojczyzny, to jakże ja bym miała nie poprzeć tej inicjatywy? Przepięknie wybrzmiały te słowa Pana Prezesa prosto z serca. Serdecznie dziękuję za te budujące szczere słowa oraz za pakiet zawierający broszurę, a także piękny poświęcony przez kapłana obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej – naszej Hetmanki! Przesyłam pozdrowienia całemu Zespołowi Redaktorskiemu, który włożył tyle trudu w przygotowanie tej książki. Kieruję również pozdrowienia dla obecnych i przyszłych czytelników. Książka ta jest dla mnie bardzo pouczająca. I jestem przekonana, że dla katolików będzie jak balsam na zranione serce. Wierzę, że rozejdzie się, jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Pod warunkiem jednak, że trafi na prawdziwych katolików, a nie takich, którzy tylko takich udają – czyli „farbowańców”. Prawdziwy katolik jest gotowy poświęcić nawet życie dla swojej katolickiej Ojczyzny. Kończąc ten list życzę Panu Prezesowi i całemu Stowarzyszeniu powodzenia w tej jakże potrzebnej i wartościowej kampanii. Szczęść Wam Boże!

Apostołka Fatimy Janina z Łukowa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Jestem wdzięczna za to, co robicie dla wszystkich Polaków. Dzięki Waszym kampaniom rośnie świadomość ludzi i ich refleksja nad swoim życiem, pogłębia się też wiara w Pana Boga. Dlatego wspieram Wasze akcje. Szczęść Boże!

Małgorzata z Zielonej Góry

 

 

Szczęść Boże!

Bogu dzięki, że jest Stowarzyszenie, które dba o dobro Polaków i Polski. Dziękuję osobiście i cieszę się, że jestem Waszym Przyjacielem.

Jan z Ustronia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zdecydowałem się być odbiorcą Waszego czasopisma Maryjnego. Muszę przyznać, że jest w nim wiele tekstów bardzo pożytecznych i mocno złączonych z tradycją Kościoła Katolickiego. Dla kapłana także jest wiele materiałów ubogacających. Piszę ten list, bo w 146. numerze „Przymierza z Maryją” (dział Strony Maryjne) na końcu pisma w ramach Sanktuariów Maryjnych został opublikowany tekst o Matce Bożej Skoszewskiej z mojego dekanatu brzezińskiego. Bardzo się ucieszyłem z publikacji tego artykułu. Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję, życząc błogosławieństwa Bożego.

Ks. Krzysztof

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za to, że od roku 2018 miałam możliwość i zaszczyt uczestniczenia w Apostolacie Fatimy. Bardzo dziękuję za życzenia urodzinowe, za kalendarze, za wszelkie przesyłki i za Wasze wartościowe pisma. Dziękuję także za miłe i krzepiące słowa. Za Was wszystkich gorąco się modlę. Życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matuchny Fatimskiej. Bóg Wam zapłać!

Elżbieta

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się moim świadectwem dotyczącym łask, jakie nasza kochana Matka Maryja wyjednała dla mojej cioci u swojego Syna. Moja ciocia cierpi na depresję. Lekarze nie potrafili jej pomóc, choroba trzymała ją w swoim uścisku bardzo mocno. Wtem przypomniałem sobie, że jest modlitwa „nie do odparcia”, czyli Nowenna Pompejańska. Chwyciłem się więc tej nowenny jako ostatniej deski ratunku, gdyż bardzo chciałem pomóc cioci. Zacząłem się modlić mając nadzieję na pomoc. Gdy kończyłem część dziękczynną, nie było żadnych rezultatów poprawy u cioci, jednak ostatniego dnia nowenny stał się cud. Odebrałem telefon, że ciocia już o wiele lepiej się czuje, a depresja przeszła jak ręką odjął. Wiem, że to nasza Najświętsza Matka wyjednała u swojego Syna tę łaskę zdrowia dla niej. Dodatkowo podczas nowenny uzyskałem niespodziewane łaski dla siebie, abym mógł bardziej uczciwie spojrzeć na swoje życie. Zapoczątkowałem proces zmian w moim życiu, które pozwoliłyby mi przybliżyć się bardziej do Pana Boga. Mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi. (…) Dzięki Nowennie Pompejańskiej zobaczyłem, że można żyć inaczej oraz inaczej przeżywać swoją wiarę!

Właśnie zacząłem kolejną, trzecią nowennę w intencji rodziny mojego brata stryjecznego, która jest w rozsypce, a węzeł zła jest tak mocno zaciśnięty, że tylko Boża interwencja może tutaj pomóc. Wierzę jednak, że nasza kochana Matka wyjedna odpowiednie łaski dla tej rodziny. Nawet jeżeli od razu nie doświadczymy namacalnych cudów tej modlitwy, to Jezus Chrystus wie, jakie łaski na daną chwilę nam zsyła i możliwe, że poznamy je dopiero po tamtej stronie. Dlatego warto odmawiać święty Różaniec, o czym sam się przekonałem. Z Panem Bogiem!

Paweł