Rodzina
 
Nauka o stworzeniu a wychowanie
Czasami, gdy obserwujemy losy innych osób albo patrzymy na nasze życie, to wydaje nam się, że to wszystko nie ma sensu. Skoro tak wielu dopuszcza się niegodziwości i nie ponosi z tego powodu żadnych konsekwencji, a sprawiedliwi cierpią, to w sposób naturalny rodzi się pytanie, gdzie jest Bóg? Czy On naprawdę istnieje? Dlaczego pozwala, aby tak się działo?

Czy rzeczywiście życie nie ma sensu? Do jakich strasznych wniosków można dojść przyjmując ten tok rozumowania. Na szczęście tak nie jest, a dowodzi tego codzienny heroizm wielu chrześcijan na świecie.

Pośród wątpiących są tacy, którzy odrzucają naukę Kościoła katolickiego o stworzeniu, przyjmując, że wszystko jest dziełem przypadku. Ich zdaniem, ludzie niczym nie różnią się od zwierząt, bo powstali - tak jak one - w wyniku selekcji naturalnej i walki o byt, jak to głosił Karol Darwin. Jesteśmy tylko lepszymi zwierzętami. Nie mamy duszy, nie jesteśmy przeznaczeni do czynów heroicznych. Celem naszego życia jest stworzenie sobie idealnych dla naszych potrzeb warunków, które pozwolą zaspokoić wszystkie pragnienia. Religia jest według nich tylko ograniczającym wymysłem psychiki. Nie istnieje też żaden uniwersalny system wartości, żadne prawo zapisane w sercu człowieka, którego odzwierciedlenie znajdujemy w Dekalogu, dlatego można czynić prawie wszystko. Prawie, bo są jeszcze inni, którzy będą się buntować, jeśli naruszy się ich wolność osobistą.  Tymczasem uważna obserwacja świata, który nas otacza, ewidentnie wskazuje, że

On, pierwszy Poruszyciel wszystkiego, istnieje.

Co więcej, w swojej niezmierzonej mądrości tak stworzył ten świat, że nawet dziś, w epoce ogromnego postępu technicznego, zadziwia naukowców. Coraz nowsze odkrycia z fizyki, chemii, a w szczególności z biologii i biochemii wskazują na istnienie zamysłu Bożego w naturze. Wskazują na to, że wszystko to, co istnieje, nie jest przypadkowe i że we wszystko wpisany jest wyraźny cel.

W naszych mediach prawie nieobecna jest dyskusja naukowców z takim ożywieniem prowadzona za granicą, a dotycząca zagadnienia genezy życia. Tymczasem z roku na rok wzrasta liczba wybitnych biochemików, biologów, fizyków itp., którzy poważnie wątpią w to, aby złożoność życia powstała, jak to ujął prawie 150 lat temu Darwin, w wyniku przypadkowych mutacji i doboru naturalnego.
 
Wręcz przeciwnie, dostępne dane biologiczne (np. dotyczące budowy komórki i DNA) wskazują na cudowną celowość i nieprzypadkowość. Mówią one m.in. o tym, że już od samego początku musiały istnieć w pełni funkcjonalne organizmy, a nie kształtowały się one na drodze małych kroczków. Mikrobiologia i biochemia odkryły, że organizm i maszyna są pod wieloma względami do siebie podobne. Łączy je to, że urzeczywistniają pewien projekt, przemyślany i rozumny plan, który sam w sobie jest spójny i logiczny. Posiadają one precyzyjnie przemyślaną konstrukcję, dzięki której sprawnie funkcjonują. Różnią się jednak zasadniczo - żywy organizm jest nieporównywalnie bardziej pomysłowy niż najbardziej wyrafinowane maszyny. Te ostatnie wydają się być „tandetnie" skonstruowane. Poza tym organizm porusza się sam, napędzając się od wewnątrz, a maszynę ktoś musi poruszać od zewnątrz. Co więcej, organizmy potrafią się rozmnażać, a maszyny nie...


Zagadnienie genezy życia szczególnie w dzisiejszych czasach nabiera wielkiego znaczenia.

W sytuacji, gdy ignoruje się istnienie prawa naturalnego, a w konsekwencji dąży się do ustanowienia prawa sprzecznego z sumieniem człowieka i chce się wychowywać młodzież tak, jakby Boga nie było, trzeba nam apelować do rozumności człowieka. Po to, aby nie ignorował on istnienia wszechogarniających dowodów projektu Bożego w naturze, aby nie wątpił w to, że jest chciany i ukochany przez Boga. Że jest powołany do współdziałania z Nim, aby dojść do ostatecznej doskonałości. Życie nie jest wytworem przypadku i błędu!

W Biblii, która jest księgą religijną, znajdujemy opis stworzenia świata i człowieka. Nie jest to jednak podręcznik nauk przyrodniczych, który wyjaśniałby, w jaki sposób powstał świat, zwierzęta i człowiek. Przy pomocy metafor mamy przekazane to, co jest głębsze i istotniejsze, a mianowicie, że Bóg stworzył świat. Jak to wyraził obecny papież, Benedykt XVI: Świat nie jest, jak sądzili ówcześni ludzie, chaosem walczących ze sobą sił, nie jest mieszkaniem demonicznych mocy, przed którymi człowiek musi się bronić. Słońce i księżyc nie są bóstwami, które panują nad człowiekiem, a nieba nie zamieszkują zmagające się ze sobą bożki, lecz wszystko pochodzi wyłącznie z jednej mocy, z wiecznego rozumu Boga, który poprzez słowo stał się mocą stwórczą.

Co więcej, Bóg, który jest wieczną miłością, stworzył świat i się nim opiekuje, a człowiek jest powołany do doskonalenia się i osiągnięcia zbawienia. I ma tutaj współpracować ze Stwórcą, który w swojej odwiecznej mądrości stworzył go nie jako istotę skończoną, ale niejako „w drodze", obdarzając wolnością i godnością samodzielnego działania. Człowiek ma współudział w wypełnianiu zamysłu Bożego. Wszystko to, co mu się przytrafia (radości, smutki, powodzenia i niepowodzenia) to są zrządzenia, poprzez które ma dojść do ostatecznego celu. Bóg dopuszcza także zło, szanując wolność człowieka i ze strasznych skutków owego zła potrafi wyprowadzić dobro.

Wiara w stworzenie jest rozumna.

Również w świetle wyników nauki wiara jest „lepszą hipotezą", wyjaśniającą więcej i lepiej niż wszystkie inne teorie. Rozumność świata pozwala nam rozpoznać rozum Boga, natomiast Biblia, zdaniem obecnego papieża jest i pozostanie prawdziwym oświeceniem, które oddało świat rozumowi człowieka.

Tę rozumność tym lepiej widzimy, im bardziej poznajemy świat. Albert Einstein powiedział kiedyś, że w prawach przyrody objawia się tak potężny rozum, że wobec niego wszelki sens ludzkiego myślenia i porządkowania wydaje się niczym. Widać to we wszechświecie, widać to także na przykładzie żywej komórki, podstawowej struktury życia.

Wielu ludzi nie uznaje ewidentnych dowodów, wynikłych z logicznego rozumowania, tylko dlatego, że odrzucają wiarę.
Stąd też stosują ograniczoną metodę naukową, po to, aby nie dopuścić do postawienia pytania, na które odpowiedź musiałaby brzmieć: Bóg. Wolą absurdalnie twierdzić, że świat jest wytworem ciemności i nonsensu, a życie zwyczajnym następstwem doświadczeń pozbawionych logiki.

I właśnie tym karmi się młodych, nie pokazując im ideałów większych niż tylko ich pragnienia.

Wszystkiemu, co trąci metafizyką czy transcendencją, przypinana jest etykietka religijności i dlatego jest to ośmieszane lub przemilczane. Tymczasem młodzi szukają wielkich celów. Młodzież zawsze była spragniona czegoś wielkiego. Jeśli, w odpowiednim czasie, nie pokaże się im wielkich ideałów, pięknych zasad konserwatywnych, to staną się ich gorącymi kontestatorami, a podżegani przez ideologów staną po stronie antywartości, zwalczając wszelkie zasady.

Wśród lewicującej młodzieży wielu jest tzw. ekologów, sprzeciwiających się nieograniczonej eksploatacji ziemi. Dziwne, że to, co z taką łatwością dostrzegli że trzeba szanować rytm i logikę stworzenia, nie skłania ich ku wierze w Boga i oddawaniu mu czci, lecz jednocześnie występują przeciw samej naturze człowieka, akceptując homoseksualizm, narkotyki, nudyzm itp. Benedykt XVI mówi: Światu możemy naprawdę służyć tylko wtedy, gdy przyjmujemy go wedle tych wskazówek, które daje nam słowo Boże. Wówczas zaś możemy go (i samych siebie) naprawdę rozwijać i prowadzić ku spełnieniu. Operi Dei nihil praepnatur - niczego nie wolno przedkładać nad dzieło Boże, nad służbę Bogu.

Jednak w katechezie o stworzeniu jest coś więcej. Pokazany jest człowiek, który będąc „wzięty z ziemi" jest ograniczony.

To nie człowiek siebie stwarza, nie on dysponuje kosmosem. Z drugiej strony mamy wyraźnie wskazane, że cały rodzaj ludzki stanowi jedność, bo wszyscy pochodzimy z jednej ziemi. Dlatego tez nie ma kast, lepszych czy gorszych ras. Jest natomiast człowiek stworzony na obraz Boży, do którego Stwórca kieruje swoje słowo: Wołam Cię po imieniu, jesteś mój.

Bóg zna i kocha każdego człowieka. Każdy człowiek jest chciany przez Boga. Każdy człowiek jest Jego obrazem. Benedykt XVI pisze: Na tym polega pierwsza i najgłębsza jedność ludzkości - wszyscy, każdy człowiek realizuje ten sam projekt Boży, który odpowiada tej samej stwórczej idei Boga. Z tego powodu życie ludzkie znajduje się pod szczególną ochroną Boga, bo ten, kto niszczy człowieka, niszczy własność Bożą (Rdz 9,5). Każdy człowiek - chory i cierpiący, zdrowy, narodzony czy nienarodzony, młody, stary, nieuleczalnie chory - nosi w sobie Boże tchnienie. Na człowieka nie wolno nam patrzeć pod kątem jego użyteczności, bo wówczas depcze się jego godność i pojawia się barbarzyństwo. Tam natomiast, gdzie jest szanowana godność każdego, kwitnie moralność.

W epoce ogromnego postępu technologicznego pojawiła się pokusa, aby za rozumne i poważne uznawać tylko to, co może zostać potwierdzone przez eksperyment i obliczenia. I w związku z tym wszystko to, co moralne i duchowe przestało się liczyć.
Tymczasem to właśnie przez moralny umysł człowiek jest podobny do Boga. To go odróżnia od zwierzęcia, że jest istotą, która potrafi pomyśleć o Bogu i w ogóle modlić się.

Temat nie byłby skończony, gdybyśmy nie poruszyli tego, o czym dzisiaj się zapomina, że jesteśmy grzeszni i że trzeba się nawracać.

Tymczasem dzisiaj teatr czy film ironicznie odnoszą się do samego słowa grzech, zaś wszechobecni socjologowie i psychologowie starają się demaskować go jako złudzenie lub kompleks. Nawet prawo próbuje się obejść bez idei winy. Co niektórzy prawnicy przyjmują, że to, co dzisiaj odbiega od normy z czasem może stać się regułą, a nawet powinniśmy dążyć do tego, żeby tak było. Widać tu wyraźne odrzucenie idei moralności. Człowiek dzisiejszy nie chce znać żadnej miary go ograniczającej. Wypiera ze świadomości ciążącą na nim (z racji grzechu pierworodnego) winę. Wypiera, ale nie może jej usunąć, dlatego atakuje wszystko to, co mu o tej winie przypomina.

Tymczasem, jak to pisze Benedykt XVI: Wyparcie prawdy prowadzi do choroby, dlatego jednym z zadań Ducha Świętego jest pouczenie świata o grzechu (po. J 16,8). Czyni to On nie po to, aby nas poniżyć, ale żeby nas uzdrowić, odkupić.

Człowiek nie chce być stworzeniem, bo nie chce być zależny. Nie chce przyjąć miary i granicy, które są w nim zawarte.

On chce być bogiem, stąd zmienia się jego relacja względem innych. Zaczyna niszczyć i wykorzystywać bliźnich, stając się przy tym niewolnikiem swoich sprawności, które go niszczą. Grzech jest odrzuceniem prawdy, bo odrzuca granicę między dobrem a złem. I tu jest sedno problemu - dzisiaj mamy do czynienia z kryzysem nowoczesnej świadomości.

Benedykt XVI mówiąc o nim wskazuje na istnienie dwóch modeli postaw. To modele: gnostycki i chrześcijański. Pierwsza postawa odrzuca wiarę w stworzenie na rzecz opanowywania świata i życia przez wiedzę. W gnostyckim obrazie świata stworzenie jawi się jako zależność, a Bóg jako podstawa zależności, dlatego też Bóg jest atakowany. Tylko wiedza wyzwala człowieka. Gnostycy nie ufają stworzonemu światu, lecz temu, który ma być stworzony, który nie potrzebuje żadnego zaufania lecz tylko sprawności.

Drugim modelem jest postawa przeciwna do gnostyckiej, czyli postawa chrześcijańska. Głosi ona: człowiek jest zależny od Bożej miłości. Wynika z tego pokora i szacunek dla stworzenia, dla samego bytu, wdzięczność za to, że żyje, że jest na tym świecie, bo przecież powołał go Ten, który wszystko może.


Agnieszka Stelmach
Na podstawie książki Josepha Ratzingera (Benedykta XVI) Cztery kazania o stworzeniu i upadku. Na początku Bóg stworzył... Konsekwencje wiary w stworzenie,
Wydawnictwo Salwator, Kraków.


NAJNOWSZE WYDANIE:
Znak, któremu sprzeciwiać się będą
Pamiętajmy jednak, że cierpieć dla Chrystusa, to nie tylko przelać za niego krew, ale również zaprzeć się siebie i poświęcić swoje życie dla służby Bogu i bliźniemu. To dokładne i z miłością wykonywanie obowiązków, zwłaszcza tych przykrych; to pokorne przyjmowanie wszelkich osobistych dramatów, trudów i przeciwności – tak jak nas tego nauczył nasz Pan: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!

UWAGA!
Przymierze z Maryją
WYSYŁAMY
BEZPŁATNIE!
 
Warto wierzyć!

Pani Renata należy do parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Suchej Beskidzkiej. Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspiera już od 2005 roku, a w 2013 roku przystąpiła do Apostolatu Fatimy.

 

Pani Renata urodziła się w Poznaniu, skąd po kilku latach wraz z rodzicami wyjechała do Opola, gdzie jej tata pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W Opolu spędziła lata szkoły podstawowej i średniej. Po ukończeniu edukacji wyszła za mąż i zamieszkała w Sosnowcu. – Tam było wówczas ciężkie powietrze przy kopalniach i nasz syn zachorował na astmę. Wtedy mąż dostał przeniesienie służbowe z pracy właśnie do Suchej Beskidzkiej i tu przywędrowaliśmy, gdy syn miał dwa latka. Tak że mieszkamy tutaj już od 50 lat – opowiada.


Stowarzyszenie i Apostolat


– O istnieniu Stowarzyszenia dowiedziałam się chyba, jeśli się nie mylę, w 2005 roku. Właśnie gdzieś wyczytałam, być może, że to była ulotka albo coś takiego, i się zapisałam, a po pewnym czasie przystąpiłam do Apostolatu Fatimy.


– Lubię te wszystkie wizerunki Matki Bożej, jakie mam w kalendarzu „365 dni z Maryją”, który otrzymuję ze Stowarzyszenia. Zresztą kalendarz zamawiam też dla rodziny i dla koleżanki. Z kolei „Przymierze z Maryją” zbieram, a jak jest jakiś artykuł, który może zainteresować moją przyjaciółkę, to jej zanoszę. Mnie najbardziej ciekawią świadectwa Apostołów Fatimy.

Jest ktoś, kto nad nami czuwa


– Myślę, że warto wierzyć, warto modlić się na różańcu, bo zawsze Ktoś jednak nad nami czuwa, tam gdzieś z góry i te modlitwy prędzej czy później zawsze zostają wysłuchane. Staram się odmawiać Różaniec codziennie, a poza tym bardzo lubię śpiewać pieśni Maryjne.


– W swojej parafii chodzę od niedawna na nabożeństwo do św. Charbela, a 22 dnia każdego miesiąca jeżdżę z koleżanką do Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim na nabożeństwo do św. Rity. Święta Rita pomogła mi w pewnej sprawie. Jeździłam co miesiąc przez rok i po prostu ta moja prośba została wysłuchana.


Pani Renata darzy zaufaniem i szacunkiem osoby duchowne, co wynika między innymi z jej osobistego doświadczenia: – Gdy miałam trudny okres w życiu, udałam się do jednego z naszych księży i on bardzo mi pomógł – wspomina.


– Kiedyś byłam nad morzem, w Kołobrzegu. Tam jest zupełnie inaczej. Nie ma takich pełnych kościołów jak w Suchej
– zauważa różnice w pobożności różnych regionów Polski. To rodzice wychowali mnie w takiej, a nie innej wierze. Pamiętam, jak mama nas budziła rano i na szóstą chodziliśmy na Roraty. Wspólnie udawaliśmy się też na majówki.

Miłośniczka pielgrzymek autokarowych


Teraz ze względów zdrowotnych nie mogę dużo chodzić, ale za to chętnie jeżdżę na pielgrzymki autokarowe. Zawsze raz w roku jadę ze swojej parafii na całonocne czuwanie do Matki Bożej, do Częstochowy. Z parafii towarzyszą nam dwaj, czasem trzej księża; jadą trzy, a nawet cztery autobusy. Wszystko zaczyna się o dziewiątej wieczorem i trwa do piątej rano. Specjalnie dla nas jest przygotowane miejsce blisko ołtarza, gdzie śpiewamy pieśni, modlimy się i odprawiana jest Msza. Towarzyszy nam nasza parafialna schola. Czasami do naszej modlitwy dołączają się również inne grupy – opowiada pani Renata.


Dużo bliżej miejsca zamieszkania pani Renaty znajduje się Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Do Kalwarii jeżdżę z rodziną. Zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym, jak jest tam taka piękna, żywa szopka ze zwierzętami. Ostatnio zabrałam ze sobą prawnuczkę, żeby jej to pokazać.


– Jak tylko mam okazję, to jeżdżę z przyjaciółką do Lichenia, do sanktuarium Matki Bożej. W Licheniu jest przepięknie.
Wyjazd trwa dwa dni i organizuje go prywatna osoba z sąsiedniej Białki.


– W 2000 roku, który był Rokiem Jubileuszowym, byłam w Rzymie, żeby przejść przez wszystkie Drzwi Święte –
wspomina pani Renata. I dodaje: – Byłam też w Ziemi Świętej, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak być tam na miejscu i widzieć jak ludzie są chrzczeni w Jordanie, czy być pod ścianą płaczu, to jest coś niesamowitego.


Oprac. Janusz Komenda

 


Listy od Przyjaciół
 
Listy

Szczęść Boże!

Cieszę się z każdej kampanii przeprowadzanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Myślę, że spotkania z wykładami dotyczącymi historii Polski pomogłyby wielu osobom, szczególnie młodym, zapoznać się z naszymi historycznymi dziejami. Życzę powodzenia w realizacji Waszej misji!

Ewa z Warszawy

 

 

Szanowni Państwo!

Uczestniczyć w Waszych kampaniach to tak, jakby komuś spadającemu podać rękę i zatrzymać go. Wasza działalność jest potrzebna wszystkim. Dlatego z radością pragnę udzielać Wam wsparcia!

Janina

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Ogromnie się cieszę, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi podjęło się opublikowania książki pt. „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski”. Ta książka jest mi ogromnie bliska, ponieważ w niej zawarte są bardzo ważne chwytające za serce przekazy dotyczące przyszłości Polski – naszej Ojczyzny. Narodowi jest to bardzo potrzebne. To święta prawda, że jest to głośne wołanie o przebudzenie Polaków oraz refleksję nad przyszłością naszego kraju i całego świata. Skoro w taki sposób wyrażają Państwo swoje przywiązanie do naszej Ojczyzny, to jakże ja bym miała nie poprzeć tej inicjatywy? Przepięknie wybrzmiały te słowa Pana Prezesa prosto z serca. Serdecznie dziękuję za te budujące szczere słowa oraz za pakiet zawierający broszurę, a także piękny poświęcony przez kapłana obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej – naszej Hetmanki! Przesyłam pozdrowienia całemu Zespołowi Redaktorskiemu, który włożył tyle trudu w przygotowanie tej książki. Kieruję również pozdrowienia dla obecnych i przyszłych czytelników. Książka ta jest dla mnie bardzo pouczająca. I jestem przekonana, że dla katolików będzie jak balsam na zranione serce. Wierzę, że rozejdzie się, jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Pod warunkiem jednak, że trafi na prawdziwych katolików, a nie takich, którzy tylko takich udają – czyli „farbowańców”. Prawdziwy katolik jest gotowy poświęcić nawet życie dla swojej katolickiej Ojczyzny. Kończąc ten list życzę Panu Prezesowi i całemu Stowarzyszeniu powodzenia w tej jakże potrzebnej i wartościowej kampanii. Szczęść Wam Boże!

Apostołka Fatimy Janina z Łukowa

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Jestem wdzięczna za to, co robicie dla wszystkich Polaków. Dzięki Waszym kampaniom rośnie świadomość ludzi i ich refleksja nad swoim życiem, pogłębia się też wiara w Pana Boga. Dlatego wspieram Wasze akcje. Szczęść Boże!

Małgorzata z Zielonej Góry

 

 

Szczęść Boże!

Bogu dzięki, że jest Stowarzyszenie, które dba o dobro Polaków i Polski. Dziękuję osobiście i cieszę się, że jestem Waszym Przyjacielem.

Jan z Ustronia

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Zdecydowałem się być odbiorcą Waszego czasopisma Maryjnego. Muszę przyznać, że jest w nim wiele tekstów bardzo pożytecznych i mocno złączonych z tradycją Kościoła Katolickiego. Dla kapłana także jest wiele materiałów ubogacających. Piszę ten list, bo w 146. numerze „Przymierza z Maryją” (dział Strony Maryjne) na końcu pisma w ramach Sanktuariów Maryjnych został opublikowany tekst o Matce Bożej Skoszewskiej z mojego dekanatu brzezińskiego. Bardzo się ucieszyłem z publikacji tego artykułu. Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję, życząc błogosławieństwa Bożego.

Ks. Krzysztof

 

 

Szanowny Panie Prezesie!

Bardzo dziękuję za to, że od roku 2018 miałam możliwość i zaszczyt uczestniczenia w Apostolacie Fatimy. Bardzo dziękuję za życzenia urodzinowe, za kalendarze, za wszelkie przesyłki i za Wasze wartościowe pisma. Dziękuję także za miłe i krzepiące słowa. Za Was wszystkich gorąco się modlę. Życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matuchny Fatimskiej. Bóg Wam zapłać!

Elżbieta

 

 

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się moim świadectwem dotyczącym łask, jakie nasza kochana Matka Maryja wyjednała dla mojej cioci u swojego Syna. Moja ciocia cierpi na depresję. Lekarze nie potrafili jej pomóc, choroba trzymała ją w swoim uścisku bardzo mocno. Wtem przypomniałem sobie, że jest modlitwa „nie do odparcia”, czyli Nowenna Pompejańska. Chwyciłem się więc tej nowenny jako ostatniej deski ratunku, gdyż bardzo chciałem pomóc cioci. Zacząłem się modlić mając nadzieję na pomoc. Gdy kończyłem część dziękczynną, nie było żadnych rezultatów poprawy u cioci, jednak ostatniego dnia nowenny stał się cud. Odebrałem telefon, że ciocia już o wiele lepiej się czuje, a depresja przeszła jak ręką odjął. Wiem, że to nasza Najświętsza Matka wyjednała u swojego Syna tę łaskę zdrowia dla niej. Dodatkowo podczas nowenny uzyskałem niespodziewane łaski dla siebie, abym mógł bardziej uczciwie spojrzeć na swoje życie. Zapoczątkowałem proces zmian w moim życiu, które pozwoliłyby mi przybliżyć się bardziej do Pana Boga. Mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi. (…) Dzięki Nowennie Pompejańskiej zobaczyłem, że można żyć inaczej oraz inaczej przeżywać swoją wiarę!

Właśnie zacząłem kolejną, trzecią nowennę w intencji rodziny mojego brata stryjecznego, która jest w rozsypce, a węzeł zła jest tak mocno zaciśnięty, że tylko Boża interwencja może tutaj pomóc. Wierzę jednak, że nasza kochana Matka wyjedna odpowiednie łaski dla tej rodziny. Nawet jeżeli od razu nie doświadczymy namacalnych cudów tej modlitwy, to Jezus Chrystus wie, jakie łaski na daną chwilę nam zsyła i możliwe, że poznamy je dopiero po tamtej stronie. Dlatego warto odmawiać święty Różaniec, o czym sam się przekonałem. Z Panem Bogiem!

Paweł