Oto wielka tajemnica! Bóg się rodzi!
Rodzi się w czasie, który się urodził w wieczności.
Staje się Synem człowieczym, który jest Synem Bożym.
Bierze początek, który nie ma początku!
Nie stworzony staje się stworzonym!
Wielka tajemnica! Biją czołem Anieli i Archanieli, korzą się ze czcią wszystkie duchy niebieskie, piastują ją w rozumach swych i w sercach, pełni mądrości i miłości Cherubini i Serafini; weselą się ludzie! Tylko szatani drżą przed nią; tylko źli ludzie, ach, bogdajby drżeli! Tylko źli ludzie, bez rozumu i bez serca, gorszą się i znać jej nie chcą! Lecz niech się gorszą, niech jej znać nie chcą! Tajemnica spełniła się! Istotna, prawdziwa, niewzruszona, wieczna tajemnica stoi i stać będzie na wieki; jednym na zbawienie i szczęście, drugim na upadek i zatracenie.
O, Bracia, nie bądźmyż jak ci ludzie bez serca i bez rozumu! Oczy mają, a nie widzą; uszy mają, a nie słyszą; serce i rozum, mówią, że mają, a nie rozumieją i nie umieją upamiętać się i nawrócić się; nie umieją chwalić; nie umieją kochać Pana swego w Jego najwyższym dla nich akcie miłości. (…)
Bóg się narodził! Głos z nieba zleciał i zwiastował Jego wieczną Ewangelię: W początku było Słowo, a Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo… A Słowo ciałem się stało.
To głos z nieba. Znieśli go stamtąd Anieli, owszem samo Słowo Boże. I powierzyło tę Ewangelię nie rozumowi, ale miłości. Miłość pochwyciła Ewangelię mądrości; uczeń ulubiony, spoczywając na łonie Mistrza, słyszał ją pod tętnem Jego Serca, każde Jego uderzenie, nowy dźwięk z nieba, każde wydawało nowe, wierne echo na ziemi; i kiedy uczeń miłości całą tę pieśń już wysłyszał, i długo, i coraz żywiej w swoim ją wnętrzu wypiastował, wtedy i on swój głos podniósł i puścił na świat cały ów wielki głos z nieba, ową Ewangelię wieczności: W początku było… (…)
Ach, bo tu nas inny głos dochodzi! Tam spod ziemi, gdzieś z głębin przepaści podnosi się nie Ewangelia, nie dobra nowina, ale gadka złowroga; wyje ją jakiś głos ponury. Słuchajcie: „Na początku było nic; a nic było to, co jest; a to, co jest, było nic. Z tego wszystko się stało!”. O wielki Boże! Czy to żart jaki okrutny? Ach tak, to żart straszny, żart piekła z ludzi, żart krwawy, żart morderczy, żart śmiertelny! A ludzie go słuchają? Boże wielki! Słuchają, wielbią, poklaskują, głowy chylą, korzą rozumy. Czyż nie wiecie? Dzisiaj nie ma nad to nic wznioślejszego w mądrości ludzkiej. Ta dzisiejsza najwyższa filozofia: ten jej dogmat główny, ta podstawa, to credo, ta ewangelia! (…)
O Panie, o Mądrości przedwieczna, o Słowo, które prawdziwie byłoś w początku i z którego wszystko się stało, cokolwiek się stało; o Słowo, które jesteś Bogiem, daj mi jeden promień światła Twego, daj mi ten miecz obosieczny, który z Twoich ust wychodzi; niech nim uderzę na tego gada z piekła rodem i przetrącę mu w ustach to jego mężobójcze gadanie.
Bracia moi, wielką mam przed Wami rzecz podnieść, wielkie zadanie poruszyć, nie tylko poruszyć, ale, ile dane jest rozumowi ludzkiemu, wyjaśnić i ukazać. Ta rzecz, to zadanie, jest to zadanie początku. Do tego mnie wiodą te słowa: W początku było Słowo, naprzeciwko których złorzecznik postawił te drugie: „Na początku było nic”. Wiem, że Wy temu ostatniemu nie wierzycie; wiem, że mu odpowiadacie.(…) Ale czy nie widzicie, ilu już ich porwanych? (…)
Zdarza się, że w życiu rzeczywistym potknie się niekiedy taki nieszczęśliwy, spotka coś ukrytego dla swego systematu, jakąś skałę rzeczywistości, o którą trąci; jakąś gołoledź rozczarowania, po której się pośliźnie i upadnie. Wtedy mu zawrót na chwilę przejdzie. Chwila to szczęśliwa! Wtedy można mówić do niego. Tylko nie trzeba mu mówić, że był w błędzie; szał natychmiast wróci; trzeba mu mówić wprost o prawdzie, trzeba mu pokazać światło: być może, że ono go uderzy; być może, że on spojrzy na nie… Szczęśliwy! (…)
Początek tedy jest to, co pierwsze: przed nim, a raczej poza nim, jest tylko wieczność, a on jest tylko punkt środkowy między wiecznością i czasem, a czas cały jest po nim. (…)
N i c jako początek to samo znaczy, co żaden początek, więc wtedy nie byłoby samego początku. Więc n i c nie może być początkiem.
(…) O Bracie, idź za mną dalej, słuchaj mnie jeszcze, a raczej słuchaj Apostoła: w Nim był żywot. Nie tylko początek, ale i żywot. Albowiem i na cóż rzeczy się zaczęły? Na to, aby żyły. Życie jest ich końcem. Ale kto nie ma w sobie początku, nie ma i życia sam w sobie, bo nie ma końca swego i nie może sam sobie być przedmiotem życia i celem, i końcem. Kto dał początek, ten jeden dać może i życie, bo ten jeden jest prawdziwym przedmiotem życia i żywiołem jego, a potem celem i końcem.
To On znowu sam o Sobie mówi. Słuchajcie: Ja jestem – powiada – Alfa i Omega, który jest i który był i który przyjdzie, wszechmocny (Ap 1, 8). Ja jestem – mówi znowu – Alfa i Omega, pierwszy i ostatni (Ap 22, 13). I jeszcze raz mówi: Stało się, Ja jestem Alfa i Omega, początek i koniec (Ap 21,6). Tak to mówi Amen, który jest pierwiastkiem stworzenia Bożego (Ap 3, 14).
(…) Widzisz twój koniec: co za wesele dla twego serca! Widzisz, gdzie twoje życie dzisiaj i gdzie twój żywot na wieki: co za szczęście dla duszy twojej, dla całej twojej istoty! Bracie najmilszy! Obyś miał doprawdy oczy do widzenia, uszy do słyszenia, umysł i serce do zrozumienia i obyś usłyszał, uwierzył, zrozumiał… i żył. (…)
Ach, zaiste, owo pierwsze, niebieskie, jasne słowo jest doprawdy początkiem i końcem; ale to drugie, to czarne słowo nicestwa, nie jest i nie może być ani początkiem, ani końcem. A więc nie może być ani żywotem. A tymczasem ci kaznodzieje nowej prawdy wołają dalej: Z tego, co jest, które było tym, co nic, z tego tedy nic, wyszło stawanie się, istnienie i życie! Doprawdy? Wyszło życie? Ach, my, co patrzyliśmy na prawdziwe życie, widzimy, jakie jest to wasze. Żyjecie tu na tej ziemi przez chwil kilka, żyjecie wiatrem i dymem, szumem myśli i słów próżnych, żyjecie wyziewem uczuć tylko samymi sobą pełnych, żyjecie czymś jeszcze gorszym, ostatkami ostatków; z tych wkrótce nic nie będzie! Nie, nie, u was nie ma żywota, nawet na tym świecie.
(…) Jaki był początek wasz i żywot, taka i droga wasza, i całe życie. Ale taki też będzie i koniec. Żegnam was, już się z wami nie zobaczę. Wy nie widzicie, ale ja widzę koniec, do którego lecicie… Wasza ciemność mojej światłości nie ogarnie, ale moja światłość waszą ciemność przenika i w samym środku jej świeci. Ja widzę drogę waszą, widzę i koniec, który was czeka. Tym końcem nie żywot wieczny, ale śmierć wieczna. (…)
Na początku było Słowo. Nic nie zrozumieli. Oni na początku położyli nicestwo; a nicestwo spłodziło próżnię, a próżnia spłodziła ciemność; a nicestwo, próżnia i ciemność spłodziły śmierć. Więc ich koniec: śmierć. (...)Nicestwo i śmierć, to ich początek i koniec, to ich alfa i omega, to pierwsza i ostatnia karta ich zakonu, to ono pierwsze słowo, które na początku, powiedział im wąż kusiciel, on stary, i to słowo ostatnie, które im ten sam niszczyciel, to nic wcielone, tam, w przepaści, przez wieki powtarzać będzie!
(…)
O Bracia moi! Po co do Was o tym mówiłem? Po co takie poselstwo dziś do Was przyniosłem? Tę mowę nastręczyła mi owa przedziwna Ewangelia, którą między innymi dziś Kościół czyta. Cała dogmatyczna, jest ona podstawą całej nauki chrześcijańskiej. Więc koniecznie naprzeciw niej postawiła się przeciwna, że tak powiem, ewangelia błędu, która znowu podstawą jest całej nauki i mądrości anty-chrześcijańskiej. Mam nadzieję, że od tych przepaści wy daleko jesteście. Ale my, słudzy tego Słowa i tej światłości, musimy wszędzie te ciemności rozpędzać, kiedy się zdarza pora po temu, musimy gonić za nimi, musimy gonić za braćmi, którzy w nich giną, a wżdy uda się nam uratować kogo z tych nieszczęśliwych! O Boże, gdybyście wiedzieli, Najmilsi, co to za nieszczęście! Gdybym mógł Wam przed oczy cały ten stan przedstawić! Oto narody całe, oto miliony i miliony ludzi nurzają się w tych ciemnościach, oddychając tym dymem i swędem, karmią się tym nicestwem i tą długą, wolną a wszystko pożerającą umierają śmiercią. I to czynią wierni Chrystusowi; bo już nie mówię o niewiernych. (…)
Dzisiaj Boże Narodzenie. Takiego Bożego Narodzenia w duszach Waszych życzę Wam wszystkim, Najmilsi moi! Życzę Wam tedy, aby ten Jezus nowo narodzony, to Słowo Boże odwieczne, w Was samych stało się ciałem, to jest, prawdą i życiem, aby mieszkało między Wami i w Was samych, i aby tam było jak początkiem, tak i końcem, alfą i omegą, pierwszym i ostatnim, aby się w Was z Niego i przez Nie wszystko stało; aby Ono było światłością Waszą, a światłość ta niechaj świeci w Was i z Was pośród wszystkich ciemności, a ciemności niech Go w Was nie ogarną; i niech Wam da władzę stać się Synem Bożym, nie ze krwi ani z ciała, ani z człowieka, ale z Boga zrodzonym i niechaj Wam da żywot Swój, żywot pełen chwały, a chwałę pełną łaski i prawdy, i co dzień powiększając tego żywota i prawdę, i łaskę, i chwałę, niechaj go w Was zakończy i ustali na wieki, wracając z Wami do Początku, w którym było przed wieki. A Słowo było u Boga, a Bogiem było Słowo: to było na początku u Boga. To będzie i na wieki. Amen.
Ks. Piotr Semenenko CR, Kazania na adwent i Boże Narodzenie, Warszawa 2000, s. 35-50. O dobrej i złej nowinie, fragmenty Kazania na Boże Narodzenie, wygłoszonego w Rzymie, w roku 1856.
Pamiętajmy jednak, że cierpieć dla Chrystusa, to nie tylko przelać za niego krew, ale również zaprzeć się siebie i poświęcić swoje życie dla służby Bogu i bliźniemu. To dokładne i z miłością wykonywanie obowiązków, zwłaszcza tych przykrych; to pokorne przyjmowanie wszelkich osobistych dramatów, trudów i przeciwności – tak jak nas tego nauczył nasz Pan: Ojcze, jeśli chcesz, zabierz ode Mnie ten kielich! Jednak nie moja wola, lecz Twoja niech się stanie!
Pani Renata należy do parafii pw. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Suchej Beskidzkiej. Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi wspiera już od 2005 roku, a w 2013 roku przystąpiła do Apostolatu Fatimy.
Pani Renata urodziła się w Poznaniu, skąd po kilku latach wraz z rodzicami wyjechała do Opola, gdzie jej tata pracował jako zawiadowca stacji kolejowej. W Opolu spędziła lata szkoły podstawowej i średniej. Po ukończeniu edukacji wyszła za mąż i zamieszkała w Sosnowcu. – Tam było wówczas ciężkie powietrze przy kopalniach i nasz syn zachorował na astmę. Wtedy mąż dostał przeniesienie służbowe z pracy właśnie do Suchej Beskidzkiej i tu przywędrowaliśmy, gdy syn miał dwa latka. Tak że mieszkamy tutaj już od 50 lat – opowiada.
Stowarzyszenie i Apostolat
– O istnieniu Stowarzyszenia dowiedziałam się chyba, jeśli się nie mylę, w 2005 roku. Właśnie gdzieś wyczytałam, być może, że to była ulotka albo coś takiego, i się zapisałam, a po pewnym czasie przystąpiłam do Apostolatu Fatimy.
– Lubię te wszystkie wizerunki Matki Bożej, jakie mam w kalendarzu „365 dni z Maryją”, który otrzymuję ze Stowarzyszenia. Zresztą kalendarz zamawiam też dla rodziny i dla koleżanki. Z kolei „Przymierze z Maryją” zbieram, a jak jest jakiś artykuł, który może zainteresować moją przyjaciółkę, to jej zanoszę. Mnie najbardziej ciekawią świadectwa Apostołów Fatimy.
Jest ktoś, kto nad nami czuwa
– Myślę, że warto wierzyć, warto modlić się na różańcu, bo zawsze Ktoś jednak nad nami czuwa, tam gdzieś z góry i te modlitwy prędzej czy później zawsze zostają wysłuchane. Staram się odmawiać Różaniec codziennie, a poza tym bardzo lubię śpiewać pieśni Maryjne.
– W swojej parafii chodzę od niedawna na nabożeństwo do św. Charbela, a 22 dnia każdego miesiąca jeżdżę z koleżanką do Sanktuarium Matki Bożej Opiekunki i Królowej Rodzin w Makowie Podhalańskim na nabożeństwo do św. Rity. Święta Rita pomogła mi w pewnej sprawie. Jeździłam co miesiąc przez rok i po prostu ta moja prośba została wysłuchana.
Pani Renata darzy zaufaniem i szacunkiem osoby duchowne, co wynika między innymi z jej osobistego doświadczenia: – Gdy miałam trudny okres w życiu, udałam się do jednego z naszych księży i on bardzo mi pomógł – wspomina.
– Kiedyś byłam nad morzem, w Kołobrzegu. Tam jest zupełnie inaczej. Nie ma takich pełnych kościołów jak w Suchej – zauważa różnice w pobożności różnych regionów Polski. – To rodzice wychowali mnie w takiej, a nie innej wierze. Pamiętam, jak mama nas budziła rano i na szóstą chodziliśmy na Roraty. Wspólnie udawaliśmy się też na majówki.
Miłośniczka pielgrzymek autokarowych
– Teraz ze względów zdrowotnych nie mogę dużo chodzić, ale za to chętnie jeżdżę na pielgrzymki autokarowe. Zawsze raz w roku jadę ze swojej parafii na całonocne czuwanie do Matki Bożej, do Częstochowy. Z parafii towarzyszą nam dwaj, czasem trzej księża; jadą trzy, a nawet cztery autobusy. Wszystko zaczyna się o dziewiątej wieczorem i trwa do piątej rano. Specjalnie dla nas jest przygotowane miejsce blisko ołtarza, gdzie śpiewamy pieśni, modlimy się i odprawiana jest Msza. Towarzyszy nam nasza parafialna schola. Czasami do naszej modlitwy dołączają się również inne grupy – opowiada pani Renata.
Dużo bliżej miejsca zamieszkania pani Renaty znajduje się Sanktuarium Pasyjno-Maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. – Do Kalwarii jeżdżę z rodziną. Zwłaszcza w okresie bożonarodzeniowym, jak jest tam taka piękna, żywa szopka ze zwierzętami. Ostatnio zabrałam ze sobą prawnuczkę, żeby jej to pokazać.
– Jak tylko mam okazję, to jeżdżę z przyjaciółką do Lichenia, do sanktuarium Matki Bożej. W Licheniu jest przepięknie. Wyjazd trwa dwa dni i organizuje go prywatna osoba z sąsiedniej Białki.
– W 2000 roku, który był Rokiem Jubileuszowym, byłam w Rzymie, żeby przejść przez wszystkie Drzwi Święte – wspomina pani Renata. I dodaje: – Byłam też w Ziemi Świętej, która zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Jednak być tam na miejscu i widzieć jak ludzie są chrzczeni w Jordanie, czy być pod ścianą płaczu, to jest coś niesamowitego.
Oprac. Janusz Komenda
Szczęść Boże!
Cieszę się z każdej kampanii przeprowadzanej przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi. Myślę, że spotkania z wykładami dotyczącymi historii Polski pomogłyby wielu osobom, szczególnie młodym, zapoznać się z naszymi historycznymi dziejami. Życzę powodzenia w realizacji Waszej misji!
Ewa z Warszawy
Szanowni Państwo!
Uczestniczyć w Waszych kampaniach to tak, jakby komuś spadającemu podać rękę i zatrzymać go. Wasza działalność jest potrzebna wszystkim. Dlatego z radością pragnę udzielać Wam wsparcia!
Janina
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Ogromnie się cieszę, że Stowarzyszenie Ks. Piotra Skargi podjęło się opublikowania książki pt. „Proroctwa nie lekceważcie. Przepowiednie dla Polski”. Ta książka jest mi ogromnie bliska, ponieważ w niej zawarte są bardzo ważne chwytające za serce przekazy dotyczące przyszłości Polski – naszej Ojczyzny. Narodowi jest to bardzo potrzebne. To święta prawda, że jest to głośne wołanie o przebudzenie Polaków oraz refleksję nad przyszłością naszego kraju i całego świata. Skoro w taki sposób wyrażają Państwo swoje przywiązanie do naszej Ojczyzny, to jakże ja bym miała nie poprzeć tej inicjatywy? Przepięknie wybrzmiały te słowa Pana Prezesa prosto z serca. Serdecznie dziękuję za te budujące szczere słowa oraz za pakiet zawierający broszurę, a także piękny poświęcony przez kapłana obrazek z wizerunkiem Matki Bożej Częstochowskiej – naszej Hetmanki! Przesyłam pozdrowienia całemu Zespołowi Redaktorskiemu, który włożył tyle trudu w przygotowanie tej książki. Kieruję również pozdrowienia dla obecnych i przyszłych czytelników. Książka ta jest dla mnie bardzo pouczająca. I jestem przekonana, że dla katolików będzie jak balsam na zranione serce. Wierzę, że rozejdzie się, jak przysłowiowe „świeże bułeczki”. Pod warunkiem jednak, że trafi na prawdziwych katolików, a nie takich, którzy tylko takich udają – czyli „farbowańców”. Prawdziwy katolik jest gotowy poświęcić nawet życie dla swojej katolickiej Ojczyzny. Kończąc ten list życzę Panu Prezesowi i całemu Stowarzyszeniu powodzenia w tej jakże potrzebnej i wartościowej kampanii. Szczęść Wam Boże!
Apostołka Fatimy Janina z Łukowa
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Jestem wdzięczna za to, co robicie dla wszystkich Polaków. Dzięki Waszym kampaniom rośnie świadomość ludzi i ich refleksja nad swoim życiem, pogłębia się też wiara w Pana Boga. Dlatego wspieram Wasze akcje. Szczęść Boże!
Małgorzata z Zielonej Góry
Szczęść Boże!
Bogu dzięki, że jest Stowarzyszenie, które dba o dobro Polaków i Polski. Dziękuję osobiście i cieszę się, że jestem Waszym Przyjacielem.
Jan z Ustronia
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Zdecydowałem się być odbiorcą Waszego czasopisma Maryjnego. Muszę przyznać, że jest w nim wiele tekstów bardzo pożytecznych i mocno złączonych z tradycją Kościoła Katolickiego. Dla kapłana także jest wiele materiałów ubogacających. Piszę ten list, bo w 146. numerze „Przymierza z Maryją” (dział Strony Maryjne) na końcu pisma w ramach Sanktuariów Maryjnych został opublikowany tekst o Matce Bożej Skoszewskiej z mojego dekanatu brzezińskiego. Bardzo się ucieszyłem z publikacji tego artykułu. Serdecznie pozdrawiam całą Redakcję, życząc błogosławieństwa Bożego.
Ks. Krzysztof
Szanowny Panie Prezesie!
Bardzo dziękuję za to, że od roku 2018 miałam możliwość i zaszczyt uczestniczenia w Apostolacie Fatimy. Bardzo dziękuję za życzenia urodzinowe, za kalendarze, za wszelkie przesyłki i za Wasze wartościowe pisma. Dziękuję także za miłe i krzepiące słowa. Za Was wszystkich gorąco się modlę. Życzę błogosławieństwa Bożego i opieki Matuchny Fatimskiej. Bóg Wam zapłać!
Elżbieta
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!
Szanowna Redakcjo, pragnę podzielić się moim świadectwem dotyczącym łask, jakie nasza kochana Matka Maryja wyjednała dla mojej cioci u swojego Syna. Moja ciocia cierpi na depresję. Lekarze nie potrafili jej pomóc, choroba trzymała ją w swoim uścisku bardzo mocno. Wtem przypomniałem sobie, że jest modlitwa „nie do odparcia”, czyli Nowenna Pompejańska. Chwyciłem się więc tej nowenny jako ostatniej deski ratunku, gdyż bardzo chciałem pomóc cioci. Zacząłem się modlić mając nadzieję na pomoc. Gdy kończyłem część dziękczynną, nie było żadnych rezultatów poprawy u cioci, jednak ostatniego dnia nowenny stał się cud. Odebrałem telefon, że ciocia już o wiele lepiej się czuje, a depresja przeszła jak ręką odjął. Wiem, że to nasza Najświętsza Matka wyjednała u swojego Syna tę łaskę zdrowia dla niej. Dodatkowo podczas nowenny uzyskałem niespodziewane łaski dla siebie, abym mógł bardziej uczciwie spojrzeć na swoje życie. Zapoczątkowałem proces zmian w moim życiu, które pozwoliłyby mi przybliżyć się bardziej do Pana Boga. Mam nadzieję, że nie zawrócę z tej drogi. (…) Dzięki Nowennie Pompejańskiej zobaczyłem, że można żyć inaczej oraz inaczej przeżywać swoją wiarę!
Właśnie zacząłem kolejną, trzecią nowennę w intencji rodziny mojego brata stryjecznego, która jest w rozsypce, a węzeł zła jest tak mocno zaciśnięty, że tylko Boża interwencja może tutaj pomóc. Wierzę jednak, że nasza kochana Matka wyjedna odpowiednie łaski dla tej rodziny. Nawet jeżeli od razu nie doświadczymy namacalnych cudów tej modlitwy, to Jezus Chrystus wie, jakie łaski na daną chwilę nam zsyła i możliwe, że poznamy je dopiero po tamtej stronie. Dlatego warto odmawiać święty Różaniec, o czym sam się przekonałem. Z Panem Bogiem!
Paweł